TygodnikWalijski czarny koń

Walijski czarny koń

Dodano
Grzegorz Brzozowicz

Ma 42 przeboje, sprzedał ponad 100 mln płyt, był wielkim przyjacielem Elvisa Presleya, a w 2006 r. został pasowany przez królową Elżbietę II na rycerza.

W 2002 r. miałem możliwość rozmowy z Tomem Jonesem. „Na czym polega twój magnetyzm?” – zapytałem go na wstępie. „Na głosie” – bez namysłu odpowiedział Tom. „W drugiej kolejności – wygląd i sposób, w jaki występuję” – dodał. Jest zaledwie cztery miesiące starszy od Johna Lennona, a zawsze był gwiazdorem innych czasów. Nie był związany z muzycznymi przemianami rewolucji dzieci kwiatów, nie nosił długich włosów, a za to preferował dobrze skrojone garnitury, złote medaliony na obnażonej, kudłatej klacie i zapach cygar. Kiedy w 1968 r. Beatlesi udali się do Indii, on pojechał do Las Vegas, by kręcąc biodrami, doprowadzać do ekstazy amerykańskie gospodynie domowe.

Thomas John Woodward urodził się przed 76 laty w niewielkiej walijskiej miejscowości Treforest. „Miałem wielu wujków i kuzynów, wszyscy mieszkaliśmy w bliskiej okolicy. Nigdy nie czułem się samotny. W szkole, gdy ktoś mnie zaczepiał, biłem się, nawet jeśli wiedziałem, że przegram. Dzięki temu zyskałem szacunek wśród kolegów” – wspominał piosenkarz. 

Kiedy w 1964 r. Thomas trafił do stolicy, świat ogarnęła beatlemania. „Beatlesi stworzyli charakterystyczny styl, ale nie mogłem się do nich upodobnić. Z moich mocno kręconych włosów nie dało się zrobić fryzury z grzywką opadającą na czoło”. Młody Woodward musiał stworzyć własny styl. Przybrał pseudonim Tom Jones na cześć bohatera popularnego filmu o XVIII-wiecznym przystojniaczku, który mimo niskiego pochodzenia chciał podbić świat. (...)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 29/2016
Cały artykuł dostępny jest w 29/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także