TygodnikChłopcy z ferajny i motłoch

Chłopcy z ferajny i motłoch

Dodano

Jak tu na spokojnie przeglądać gazety pełne wieści z wczoraj, kiedy dziś rozgrywa się ponura farsa na Wiejskiej: specjalista od lżenia i opluwania triumfuje. Proszę zapamiętać ten wynik: za było 187 posłów, przeciw 239, a 15 wstrzymało się od głosu. Taki był wynik głosowania za uchyleniem immunitetu Stefanowi Niesiołowskiemu. Dzięki temu wiemy już, co posłowie rządzącej koalicji uważają za słowa mieszczące się w ramach pożądanej normalnej debaty publicznej. Immunitet Niesołowskiego był przedmiotem głosowania, bo chciała go pozwać Zuzanna Kurtyka, za wygłoszone w Superstacji stwierdzenia: „pisowski motłoch wył na pogrzebach. (...) Na razie były trzy ekshumacje. Myślę, że te rodziny za nie zapłacą: Gosiewskiego, Kurtyki, Wassermanna. Mam nadzieje, że za nie zapłacą; nie może być tak, że obciąża się Skarb Państwa tego rodzaju kosztami”. Zwracam się więc niniejszym z otwartym pytaniem do prawników (przede wszystkim do prawników posłów) – czy skoro te słowa w normalnej debacie publicznej się mieszczą, to mogę od dziś, że czci Niesiołowskiego bronił w parlamencie „platformerski motłoch”?

Chłopcy z ferajny swojaka wybronią, jak będzie trzeba to znów się go uruchomi żeby opluwał – niewiele innego, sądząc po efektach jego parlamentarnej działalności, potrafi. Chłopcy z ferajny trzymają się razem. Będą nam jeszcze kiedyś opowiadali bajeczki o tym, jak martwi ich poziom agresji w Polsce, jak boleją nad chamstwem. Lada moment zagłosują nad ustawą powołującą jakąś radę przeciw mowie nienawiści. Hipokryzja to ponoć hołd, jaki występek składa cnocie. Zwracam się niniejszym z otwartym pytaniem do prawników (przede wszystkim do prawników posłów), czy mogę już z czystym sumieniem mówić od dziś, że ten hołd składa dziś „platformerski motłoch”?

A w gazetach wieści o tym, jak pod rządami tak eleganckich i dobrze wysławiających się posłów kwitnie debata publiczna w Polsce. „Homoterroryści znów zaatakowali” to tytuł z „Gazety Polskiej Codziennie” – nieznani sprawcy nazywający siebie samych „Akcja Homoterapia” i walczący ponoć o wolność dla ciemiężonych homoseksualistów wymazali wulgarnymi hasłami drzwi gabinetów prof. Stanisława Mikołajczaka i prof. Stefana Zawadzkiego. Winą obu wymienionych było głośne wypowiadanie się przeciw przyznawaniu specjalnych praw homozwiązkom. A w „Super Expressie” o tym, jak debata rozwija się w drugą stronę: nieznani sprawcy oblali farbą drzwi biura poselskiego Joanny Senyszyn (SLD) i napisali „śmierć wrogom ojczyzny”. Jak to dobrze, że chociaż w parlamencie mamy ludzi na poziomie – tam nigdy nie tylko nie padłyby hańbiące hasła, ale nawet nikomu nie przyszłoby do głowy bronić ludzi, którzy swoimi wypowiedziami podgrzewają atmosferę nienawiści. Zwracam się niniejszym z otwartym pytaniem do prawników (przede wszystkim do prawników posłów), czy mogę założyć, że gdyby jednak takich ludzi posłowie w Sejmie bronili – na przykład chroniąc Niesiołowskiego - i dziwnym trafem ci posłowie należeliby do Platformy, to czy można od dziś z czystym sumieniem mówić o nich, że atmosferę podgrzewa „platformerski motłoch”?

Arcyciekawy list znajdujemy dziś na drugiej stronie „Wyborczej: - to list otwarty, a właściwie apel psychologów podpisany przez kilkudziesięciu naukowców. „Przeciw psychologii na odległość” brzmi jego tytuł. Czytam początek: „X niepokojem obserwujemy medialne wystąpienia psychologów, którzy publicznie diagnozują i interpretują zarówno osobowość, jak i zachowanie osób zazwyczaj sobie nieznanych, a znajdujących się w centrum zainteresowania opinii publicznej”. O, coś o Niesołowskim, pomyślałem. Ale nie, to przecież nie psycholog.

Czytajmy dalej „działania takie stoją w rażącej sprzeczności z zasadami Kodeksu etyczno-zawodowego psychologa obowiązującego w naszym kraju”, a ci którzy je podejmują „wpisując się w medialne zapotrzebowanie na publiczną diagnozę, przyczyniają się do stygmatyzacji osób, których dotyczą, a nawet do eskalacji nienawiści wobec nich. (…) Posługiwanie się przez psychologa diagnozą psychologiczną czy psychologiczną interpretacją w innych okolicznościach, w szczególności publicznie, jest aktem przemocy”.

Kurczę, pomyślałem, jak nic, o Niesiołowskim! Ale nie – no przecież on w dalszym ciągu, nawet po kolejnych akapitach, nie jest psychologiem. Sprawa dotyczy wywiadów udzielanych mediom (zwłaszcza tabloidom, w tym „Gazecie Wyborczej” – vide czwartkowy wywiad z prof. Zbigniewem Nęckim) na temat Katarzyny W., znanej powszechnie jako „matka małej Madzi”.

Stefan odetchnął z ulgą. A wraz z nim Janusz i wielu innych miłośników wykwintnego, wysmakowanego języka polskiego. Jak to dobrze, że „publiczne diagnozowanie osobowości, jak i zachowania osób znajdujących się w centrum zainteresowania opinii publicznej” jest „aktem przemocy” tylko, gdy czynią to psycholodzy. Wszyscy inni mogą spać spokojnie – no, chyba, że jak mawia Stefan (a pilnuje „Wyborcza”) należą do „wyjącego pisowskiego motłochu”.

Czytaj także

 0

Czytaj także