Czy dla wszystkich "zwykłych księży" ochrona życia to "puszka Pandory"?
  • Tomasz RowińskiAutor:Tomasz Rowiński

Czy dla wszystkich "zwykłych księży" ochrona życia to "puszka Pandory"?

Dodano: 74
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Portal Deon.pl opublikował wywiad z ks. Arkadiuszem Lechowskim, jednym z sygnatariuszy listu "zwykłych księży", który obawia się, że prawna ochrona życia to "puszka Pandory".

To ciekawy tekst, w którym znajdziemy uwagi trafne, które jednak giną w pomieszaniu pojęć, uciekaniu od tematu jakim jest konieczność odpowiedzi na pytania o kształt prawnego uporządkowania ładu publicznego w Polsce, a także od nauczania Kościoła w tej sprawie.

W wywiadzie nie pojawiają się pewne wręcz podstawowe kwestie. Nie wiemy czy wynika to ze sposobu w jaki prowadzona jest rozmowa, czy te uniki są zamierzone przez Ks. Lechowskiego. W całej rozmowie podkreśla on, że nauczanie Kościoła mówi o ochronie życia w szerokim sensie, ale co z sensem bezpośrednim?

Ks. Lechowski mówi choćby: "Wiemy przecież, że autentyczna ochrona życia poczętego nie może ograniczać się jedynie do rozwiązań prawnych. W tej kwestii najbardziej istotna jest przemiana serc. św. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Reconciliatio et Paenitentia, mówiąc również o grzechach przeciwko prawu do życia osób nienarodzonych pisał, że jeśli w tej kwestii używamy jedynie siły prawa, lub prawa siły, bez osobistego nawrócenia serc, to owa zmiana prawna może stać się krótkotrwała i nieskuteczna, a nawet może przynieść odwrotny skutek. Wydaje się, zatem, że jeśli chodzi o ludzkie serca, to właśnie następuje ów odwrotny skutek".

Wskazując na podobną wymowę encykliki "Evangelium vitae" nie wspomina już jednak o tym, że encyklika ta nakłada na wierzących bezwarunkowy nakaz zaangażowania w zmianę prawa aborcyjnego na prawo chroniące życie. A przecież "Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu politycznym" w sposób jednoznaczny wyjaśnia jak mamy rozumieć encyklikę.

Jan Paweł II, w duchu niezmiennego nauczania Kościoła, wielokrotnie przypominał, że na wszystkich, którzy bezpośrednio uczestniczą w ciałach ustawodawczych, spoczywa "konkretna powinność przeciwstawienia się» jakiejkolwiek ustawie stanowiącej zagrożenie dla ludzkiego życia. Obowiązuje ich — tak jak każdego katolika — zakaz uczestnictwa w kampaniach propagandowych na rzecz tego rodzaju ustaw, nikomu też nie wolno ich popierać oddając na nie głos (19). Nie jest to sprzeczne z zasadą, którą sformułował Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae w odniesieniu do sytuacji, gdy nie jest możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy aborcyjnej już obowiązującej lub poddanej pod głosowanie: w takim przypadku "parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzającym w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej"

Nota chwilę później jeszcze wzmacnia swoją interpretację.

W tym kontekście trzeba koniecznie dodać, że właściwie ukształtowane sumienie chrześcijańskie nie pozwala nikomu przyczyniać się przez oddanie głosu do realizacji programu politycznego lub konkretnej ustawy, które podważają podstawowe zasady wiary i moralności przez propozycje alternatywne wobec tych zasad lub z nimi sprzeczne.

W rozmowie dominuje jednak klimat oderwania od realiów zaangażowania społecznego i politycznego, który Papież Franciszek nazwał klerykalizmem. Ani prowadząca wywiad, ani odpowiadający nie zauważyli, że o zmianę prawa dopuszczającego aborcję od lat zabiegają świeccy, przy często bardzo słabym wsparciu Kościoła hierarchicznego, a nawet torpedowaniu tych działań, poprzez wypowiedzi takie jak niedawny głos rzecznika KEP. Przypomnijmy rzecznik w Radiu Zet chwalił rozwiązania z dotychczasowej ustawy, która pozwala na zabijanie rocznie około 1100 osób. Czy zdaniem ks. Lechowskiego i przepytującej go blogerki Kościół powinien zabronić świeckim aktywności politycznej? Czy może powinien zabronić tylko tej aktywności, która nie będzie się podobała liberalnym mediom?

Zresztą prowadząca rozmowę ustawia kurs opinii jasno powtarzając feministyczne mity o nieskuteczności prawa chroniącego życie, co kapłan pozostawia bez komentarza. Te mity można łatwo zweryfikować, gdy porówna się statystyki aborcyjne w Polsce z czasów obowiązywania ustawy z roku 1956, z tym jak wyglądały one choćby w latach 90. Jeśli ktoś ciekawy może zerknąć do statystyk irlandzkich po wprowadzeniu dopuszczalności aborcji. Co więcej pytająca próbuje wmówić czytelnikowi, że zakaz aborcji zwiększa liczbę aborcji (sic!). Stały argument dotyczący tzw. podziemia aborcyjnego lub emigracji aborcyjnej jest nierzeczowy. Każdy zły czyn, który jest zakazany tworzy podziemie przestępcze, ale z tego powodu nie zarzucamy np. karalności kradzieży. Pytająca de facto zresztą oczekuje od swojego rozmówcy odpowiedzi, czy i jak można być w sprawie aborcji nieposłusznym Kościołowi i popierać rozwiązania prawne ją akceptujące.

Co mogę zrobić, jeśli jako osoba wierząca jestem przeciwna aborcji, ale nie odpowiada mi sposób postępowania władzy [...]?

Na to ks. Lechowski reaguje mówiąc jedynie, że to "jest bardzo trudne pytanie" i nie odważyłby się "powiedzieć co dokładnie ma ktoś zrobić, czy uczestniczyć, czy nie uczestniczyć w proteście." Okazuje się, że wskazywanie na konieczność całościowego traktowania problemu ochrony życia, jest tylko zasłoną dla przekonania, że pełna ochrona życia to "puszka Pandory".

Dobre momenty wywiadu mówiące o uwikłaniu Kościoła w partyjną politykę, które to uwikłanie przede wszystkim polega na tym, że Kościół rzadko przypomina rządzącym - ale i opozycji, z którą całkiem nieźle dogaduje się na poziomie lokalnym - o obowiązkach moralnych ciążących na politykach, przechodzą w uwagi będące całkowitym nieporozumieniem.

Trzeba oczywiście podkreślić, że to polityczne uwikłanie Kościoła w układy partyjno-państwowe, jest wbrew nauczaniu Kościoła Powszechnego, który bardzo głośno i wyraźnie mówi, ze Kościół nie może identyfikować się z żadnym ugrupowaniem, ani żadną opcją polityczną. Niestety my tej lekcji apolityczności nie odrobiliśmy. Może to zabrzmi dziwnie, ale myślę, że jest to jeszcze piętno PRL-u. Wówczas Kościół walcząc z systemem partyjnym jakoś był identyfikowany z prawicą – mówi ks. Lechowski.

Co jednak w sytuacji, gdy lewica kwestionuje najbardziej fundamentalne punkty katolickiego nauczania, jak ochrona życia? Czy katolicy mają w imię jakiejś fałszywej równowagi lekceważyć poglądy głoszone przez ugrupowania polityczne?

Z wywiadu można wręcz zrozumieć, że to właśnie głoszenie katolickiego nauczania społecznego i moralnego jest niewłaściwym mieszaniem się do polityki. A zabiegi mające na celu ochronę życia nienarodzonych stanowią uwikłanie w politykę którejś partii. Tak rozumiem tezy tego wywiad ukryte pod ogólnikami o dialogu, którego w sprawie aborcji nikt nie prowadzi. A jest przecież odwrotnie, trwające od lat zabiegi o zmianę sytuacji nienarodzonych są znakiem katolickiej samodzielności w sprawie, na której jak się zdaje, poza katolikami i nielicznymi ludźmi dobrej woli, nikomu nie zależy.

Czytaj też:
Odpowiedź 25 polskich dominikanów na "Apel zwykłych księży"
Czytaj też:
Księża przeciwko prawnej ochronie życia

Źródło: Deon.pl/DoRzeczy.pl
 74