TygodnikGejowskie maski

Gejowskie maski

Gejowskie maski
Gejowskie maski
Dodano
Im bardziej będziemy dawali się przekonywać salonom, iż  „homofobia szkodzi”, tym więcej nas czeka coraz bardziej bezwstydnych „coming outów” - pisze w 33. wydaniu Do Rzeczy Rafał A. Ziemkiewicz.
Tęczowa rewolucja dawno już odeszła od postulatów godziwych − tak jak dawno odeszła od promowania wizerunku homoseksualisty jako człowieka, który poza życiem intymnym jest taki sam jak inni, potrafi być pełnowartościowym i pożytecznym dla ogółu obywatelem. Dzisiaj jej bohaterem jest już nawet nie „gej” (przypomnijmy, że to angielskie słowo oznacza człowieka beztrosko, „wesoło” się bawiącego), ale „queer” (dosłownie „dziwoląg”) dumny ze swego zboczenia, publicznie epatujący perwersyjnymi upodobaniami i wymuszający aprobatę dla swego „przegięcia”.

Jak to się ma do interesów tej, zapewne większej, części homoseksualistów, którzy nie chcą ze swego życia intymnego robić cyrku ani służyć za mięso armatnie kolejnej rewolucji „ruszającej z posad bryłę świata”, to problem wart osobnego opisania. Bez wątpienia nie oni ani ich prawa są dziś troską tęczowego ruchu, który zaszedł już znacznie dalej. Nie tylko na Zachodzie.

Niepoprawna politycznie prawda jest bowiem taka, że ludzki seksualizm, zwłaszcza potraktowany permisywnie, domaga się eskalacji, przekraczania kolejnych granic, łamania kolejnych tabu. Pamiętam, jak przed laty wicenaczelny „Gazety Wyborczej” Piotr Pacewicz z dumą cytował syna: „W naszej szkole homofobia to straszny obciach”. Dziś 24-letni Pacewicz junior głosi publicznie „poliamorię”, narzekając, że „monogamia go już znudziła”. Co odkryje w sobie znudzony młodzian, gdy dopadnie go kryzys wieku średniego, strach myśleć. A przecież nie jest on jedynym produktem wychowania w pogardzie dla „homofobii”.

W ubiegłym tygodniu tzw. wiodące media gorliwie milczały o publicznych deklaracjach homoseksualnego wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego, lidera finansowanej przez uczelnię (!) organizacji Queer UW, występującego przeważnie w kobiecym przebraniu pod pseudonimem Jej Perfekcyjność. „Tak, odkryłem i powiedziałem to wprost: jestem pedofilem i transgenderem, jestem, i nie obchodzi mnie, komu się to podoba...”. Mimo że kodeks karny jednoznacznie traktuje jako przestępstwo nie tylko czynne uprawianie, ale także propagowanie pedofilii, wyznania „Jej Perfekcyjności” ani zapewne idące za nimi działania nie pociągnęły za sobą żadnych konsekwencji. Można się tylko domyślać, że gdyby zamiast do pedofilii przyznał się transgender z UW na przykład do fascynacji ideą narodową, przykładna kara byłaby surowa i błyskawiczna. (...)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 33/2013
Cały artykuł dostępny jest w 33/2013 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także