TygodnikGorsi niż SS. To oni byli panami życia i śmierci w obozach

Gorsi niż SS. To oni byli panami życia i śmierci w obozach

Wyzwoleni więźniowie obozu koncentracyjnego Ebensee
Wyzwoleni więźniowie obozu koncentracyjnego Ebensee / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 16
Byli oni nieodłącznym elementem obozowej machiny. „Jedna z tajemnic sukcesu naszych obozów – tłumaczył w 1944 r. Heinrich Himmler – polega na tym, że część więźniów przejęła rolę strażników. Ten pomysłowy sposób pozwala nam utrzymać podludzi w ryzach”.

Piotr Zychowicz: Po co Niemcom byli kapo?

Nikolaus Wachsmann: Ponieważ ułatwiali im pracę. Gdy więźniowie obozów sami się pilnowali, sami się bili i sami na siebie donosili, strażnicy mieli mniej roboty. Instytucję kapo wymyślono ze względów praktycznych.

To było spontaniczne czy zaplanowane?

Nie ma mowy o żadnej spontaniczności – kapo byli nieodłącznym elementem obozowej machiny. Ich istnienie aprobowało najwyższe kierownictwo. „Jedna z tajemnic sukcesu naszych obozów – tłumaczył w 1944 r. Heinrich Himmler – polega na tym, że część więźniów przejęła rolę strażników. Ten pomysłowy sposób pozwala nam utrzymać podludzi w ryzach”.

Przy stosunkowo niewielkich nakładach.

Dokładnie. Dzięki pomocy kapo niewielka grupka esesmanów mogła sterroryzować więźniów i utrzymywać kontrolę nad olbrzymim obozem, w którym siedziały tysiące ludzi.

Jak wyglądała praca kapo?

Kapo kierowali komandami roboczymi lub byli np. starszymi bloku (albo baraku). Wyprowadzali więźniów na roboty, nadzorowali ich, dbali o porządek, kierowali dystrybucją żywności i pilnowali, czy ktoś nie uchyla się od pracy. Wymierzali kary cielesne i decydowali o tym, kto trafi do gazu, a kto będzie żył. Byli również łącznikami między więźniami a władzami obozowymi. Ich władza była więc olbrzymia. Strażnicy często w ogóle nie wchodzili do baraków, nie interesowali się tym, co się dzieje w środku. To były małe „królestwa” kapo. Dawało to oczywiście olbrzymie pole do nadużyć.

A jak wyglądali kapo?

Byli przeciwieństwem „muzułmanów”, czyli wychudzonych, słaniających się na nogach więźniów, którzy znajdowali się na skraju grobu. Kapo byli dobrze odżywieni, często chodzili w wysokich oficerkach, na ramionach mieli opaski. Mieli prawo do noszenia dłuższych włosów. Używali tzw. lagersprache, a był to specjalny obozowy żargon. W ręku mieli pałki. Często nazywano ich „półbogami obozu”.

Kapo byli równie – a czasami bardziej – brutalni niż esesmani. Dlaczego?

Proszę nie generalizować, wszystko zależało od człowieka. Życie w obozach nie było czarno-białe. Było w nim dużo szarości. Nie istniał ktoś taki jak „typowy kapo”. Zdarzali się dzicy sadyści. Ludzie, którzy dręczyli innych więźniów, torturowali ich, posyłali do komór gazowych. Wysługiwali się strażnikom. Weźmy choćby byłego włamywacza Bernharda Bonitza, kapo z Auschwitz, który kładł leżącym więźniom kij na szyję, a następnie stawał na nim i bujał się dopóty, dopóki nie zmiażdżył nieszczęśnikowi krtani.

A inni?

A inni kapo starali się wykorzystać swoją uprzywilejowaną pozycję do pomocy innym więźniom.

Dobry kapo?

Tak, byli i dobrzy kapo. Znam historię kapo, który powiesił się po tym, gdy esesmani kazali mu zabić więźnia. Ten człowiek nie mógł poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Albo przyjrzyjmy się grupie kapo, która w 1940 r. została sprowadzona z Sachsenhausen do nowo powstałego Auschwitz…

To byli Niemcy?

Tak, Niemcy. Kryminaliści. Otóż część z nich z miejsca zaczęła znęcać się nad polskimi więźniami. Inni jednak nawiązali z nimi poprawne relacje. Kapo Jonny Lechenich, gdy dowiedział się, że grupa Polaków planuje ucieczkę, nie doniósł o tym władzom obozowym. Mało tego, uciekł razem z nimi! A potem zaciągnął się do Armii Krajowej.

Niemiecki kapo w AK? To dopiero scenariusz na film!

Każdy z nas ma jakieś stereotypowe wyobrażenia o obozach koncentracyjnych. Z reguły oparte na kulturze masowej. Książkach, filmach fabularnych, subiektywnych wspomnieniach pozostawionych przez ocalałych więźniów. Rzeczywistość była zaś znacznie bardziej zniuansowana. Więźniowie, kapo, strażnicy – wszyscy byli ludźmi z krwi i kości. I każdy z nich zachowywał się w inny sposób. Każdy dokonywał innych wyborów. Opowieść o niemieckich obozach to suma setek tysięcy indywidualnych ludzkich opowieści. Często bardzo zaskakujących.

Była chyba jeszcze jedna kategoria kapo, wymykająca się łatwym ocenom.

Tak, kapo, którzy jednych więźniów posłali na tamten świat, a innych uratowali od pewnej śmierci. W 1960 r. w Monachium odbył się proces kapo Karla Kappa. Był to radny miejski z ramienia SPD osadzony w Dachau. Na procesie jedni ocalali przedstawili go jako diabła wcielonego, który posłał na tamten świat wielu więźniów. A inni jako anioła, który wielu więźniów uratował. Widzimy więc, że nawet jeden człowiek – w zależności od sytuacji, okoliczności – mógł się zachowywać w różny sposób.

Zacznijmy od katów-sadystów. Co nimi kierowało?

We wspomnieniach obozowych więźniowie często opisywali tych kapo jako „urodzonych morderców”. Ludzkie monstra, kryminalistów, którzy weszli na drogę zbrodni, na długo zanim dostali się do obozów. Mieli mordować, gwałcić i dokonywać rozbojów już na wolności. SS miało specjalnie wybrać takich zwyrodnialców na funkcje kapo. Z moich badań wynika tymczasem, że to nieprawda. Mit. Kapo byli na ogół więźniami skazanymi za wykroczenia i niewielkie przestępstwa. To dopiero piekielny system obozowy zrobił z nich morderców.

Jak to się stało?

Instytucja kapo w znakomity sposób wykorzystywała drzemiące w człowieku mroczne instynkty. Wielu z nich po prostu władza uderzyła do głowy. Dano im do ręki pałki i możliwość decydowania o losie innych więźniów. Byli panami życia i śmierci. I to ich upajało. Mieli też poczucie całkowitej bezkarności, mogli wyżywać na więźniach swoje własne frustracje. Wkrótce zaś zorientowali się, że znaleźli się na drodze, z której nie ma odwrotu. Jeżeli nagle przestaliby bić więźniów, SS mogłoby pozbawić ich funkcji kapo i z powrotem staliby się zwykłymi więźniami. A wtedy nie przeżyliby w obozie nawet dnia. Dotknęłaby ich zemsta innych więźniów.

A jaką rolę odgrywały bodźce materialne?

Kluczową! Więźniowie w obozach każdego dnia toczyli walkę o przetrwanie. Racje żywieniowe były śmiesznie małe, strażnicy mordowali ludzi, za drutami szalały epidemie, a dostęp do leków był niezwykle trudny. Objęcie funkcji kapo od ręki rozwiązywało te problemy. Tak jak mówiłem, kapo mieli dobre buty i lepsze ubrania. Jedli przyzwoicie, nie musieli wykonywać wycieńczających prac fizycznych. Nie byli zagrożeni biciem. Mieli dostęp do opieki lekarskiej. Ich szanse przeżycia były więc znacznie większe niż przeciętnego więźnia. A żyć chce przecież każdy. Właśnie to sprawia, że często ciężko mi oceniać wybory, jakich dokonywali ci nieszczęśni ludzie. Łatwo to oceniać teraz, po wielu latach.

À propos dóbr materialnych. Kapo mogli chyba również bogacić się kosztem innych więźniów.

To prawda. Grecki Żyd Haim Kalvo opowiadał, że po przybyciu do Auschwitz strasznie cierpiał z głodu. Poprosił więc swojego kapo o zwiększenie racji żywności. Ten obiecał mu dodatkowy chleb, ale w zamian za złoty ząb. Kalvo wyraził zgodę. Wówczas kapo zabrał go na bok, wyjął z kieszeni zwykłe obcęgi i bezceremonialnie wyrwał nieszczęśnikowi ząb.

Czytaj także:
Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali. Prosta metoda na walkę z kłamstwem

Kapo mieli również dostęp do rozrywek.

To prawda. Mogli korzystać z obozowej biblioteki. Chodzili na koncerty, urządzano dla nich projekcje filmów i walki bokserskie. Zdarzało się również, że mogli… wziąć ślub, np. kapo z Auschwitz komunista Rudolf Friemel. Jego narzeczona specjalnie przyjechała na tę uroczystość z Wiednia. Wesele odbyło się w koszarach SS, młodej parze udostępniono pokój w obozowym „pufie”, aby mogła spędzić w nim noc poślubną.

Niebywała historia!

I świetnie oddająca sytuację, w jakiej znajdowali się kapo. Nawet najbardziej uprzywilejowani i lubiani przez strażników nie byli nietykalni. Friemel kilka miesięcy po swoim ślubie podjął próbę ucieczki i za karę został powieszony. Jego koneksje i wysokie stanowisko nic mu nie pomogły.

Jak układały się relacje kapo ze strażnikami?

Pewnie nie zaskoczę pana, gdy powiem, że różnie. Jedni strażnicy traktowali kapo z pogardą, inni nawiązywali z nimi znajomości. Nigdy nie zapominano jednak, że kapo pozostawał więźniem. I w każdej chwili mógł zostać strącony z piedestału. Gdy kapo zaczynał robić problemy, eliminowano go bez skrupułów. Kapo mieli więc znacznie większe szanse na przeżycie w obozie. Nie mieli jednak gwarancji.

A narodowość kapo? W polskich wspomnieniach obozowych kapo to na ogół niemieccy komuniści.


Władze obozowe rzeczywiście często wybierały Niemców. Powody były dwa. Po pierwsze, względy rasowe. Ze wszystkich siedzących w obozie „szumowin” esesmani woleli już „niemieckie szumowiny” niż Słowian czy Żydów. Po drugie, decydowały względy praktyczne. Z Niemcami mogli porozumieć się w ojczystym języku. Poza tym kapo zostawali często więźniowie z najwyższym stażem w obozach. Czyli właśnie Niemcy, bo to oni trafili za druty jako pierwsi. Co nie oznacza, że więźniowie innych narodowości nie mogli zostać kapo.

Od czego to zależało?

Od tego, gdzie dany obóz się znajdował. Na terenie Rzeszy zdecydowana większość kapo była Niemcami, ale inaczej rzecz się przedstawiała w obozach na terenie okupowanej Francji czy Polski. Tam na stanowiskach więźniów funkcyjnych dominowali Francuzi i Polacy. Weźmy choćby Auschwitz. Najważniejsze stanowiska kapo w tym obozie sprawowali Niemcy, ale już mniej ważnymi kapo byli z reguły Polacy.

Polki zajmowały również dużo stanowisk kapo w Ravensbrück. A ten obóz był na terenie Rzeszy.

Ravensbrück to wyjątek. W pierwszych latach wojny był to bowiem jedyny duży obóz kobiecy i olbrzymią część osadzonych w nim więźniarek stanowiły Polki. Członkinie ruchu oporu, przedstawicielki inteligencji, osoby z wyższym wykształceniem. Tymczasem niemieckie więźniarki były z reguły z marginesu. Prostytutki, żebraczki i tym podobne. Władze obozowe zorientowały się, że Polki bardziej nadają się na stanowiska więźniarek funkcyjnych. Mogły kierować ludźmi, pracować w administracji. Miały lepsze kwalifikacje.

A czy byli kapo Żydzi?

Oczywiście. Mało tego – kapo zostawali także więźniowie z różowym trójkątem. Czyli homoseksualiści.

A na czym polegała rywalizacja między „czerwonymi” a „zielonymi”?

Chodziło o kolory na winklach, czyli naszywkach na obozowych pasiakach. Zielone nosili kryminaliści, a czerwone więźniowie polityczni. Kapo z zielonymi winklami walczyli z kapo z czerwonymi winklami. Z reguły całe obozy były albo „zielone”, albo „czerwone”. W Buchenwaldzie w 1943 r. niemal wszystkie funkcje kapo zajęte były przez politycznych. Podobnie było w Dachau, gdzie „czerwoni” w ostry sposób tępili „zielonych”, wysyłając ich na najcięższe roboty i na eksperymenty medyczne.

W których obozach reżim był łagodniejszy?

W literaturze przyjął się pogląd, że „lepiej” było trafić do obozu, gdzie kapo byli „czerwoni”. Coś w tym jest, ale znanych jest przecież dużo przypadków sadystycznych kapo wywodzących się spośród więźniów politycznych. I odwrotnie – zdarzali się przyzwoici, koleżeńscy kapo kryminaliści. Jak zwykle – wszystko zależało od charakteru danego człowieka.

A kogo nazywano „Pipel”?

To byli młodzi chłopcy, których najważniejsi kapo brali pod swoją „opiekę”. Zapewniali im ochronę, lepsze racje żywnościowe, zwolnienie od najcięższych prac. A ci chłopcy w zamian za to świadczyli im usługi seksualne. Nie było to jednak zjawisko na skalę masową.

Jaki był stosunek innych więźniów do kapo?

Ci najbardziej brutalni byli znienawidzeni. Często bardziej niż strażnicy. Strażnicy z SS byli anonimowi, należeli do innego świata, a kapo byli częścią obozowej codzienności. Dlatego często zbrodnie kapo bardziej wryły się w pamięć ocalałych. I w ich wspomnieniach bestialstwa kapo zajmują więcej miejsca niż bestialstwa strażników.

Ale...

… ale zachowały się również zupełnie inne świadectwa. Część więźniów uważała, że przemoc kapo była uzasadniona. Na przykład wobec tych, którzy podkradali chleb. Kapo w takiej sytuacji po prostu byli gwarantami porządku i sprawiedliwości. Pewien więzień z Dachau wspominał, że został pobity przez kapo po drodze na plac apelowy. To była kara za rozmawianie w kolumnie marszowej. „Do dziś jestem wdzięczny temu kapo – pisał po latach – za te ciosy”.

Dlaczego ten człowiek napisał coś takiego?!

Ponieważ uważał, że lepiej jest dostać pałką po głowie od kapo, niż zostać zastrzelonym przez strażnika z SS. Kapo biorąc na siebie utrzymywanie porządku i wykonywanie kar cielesnych, trzymali więźniów z daleka od „karzącej ręki” strażników. Gdy „do akcji” wkraczali esesmani, rzadko kończyło się na zwykłym pobiciu. Kapo – mimo wszystko – byli na ogół mniej brutalni od strażników.

Czytaj także:
Najciemniejsze karty historii Francji. Zapomniane prześladowanie Żydów

Mnie najbardziej zszokowała relacja Emila Büge.

Rzecz działa się w Sachsenhausen. Büge opisywał, jak pewnej nocy w baraku jeden z więźniów jęczał i krzyczał. Wszyscy byli na niego wściekli, bo w obozie każda minuta snu jest bezcenna. Wreszcie kapo podszedł do jego pryczy i uderzył go pałką w głowę. Ten natychmiast zamilkł. „Wszyscy przyjęliśmy to z aprobatą. Wreszcie mogliśmy spać” – wspominał Büge. Kiedy rano wszyscy się obudzili, mężczyzna nie żył. Okazało się, że to były jęki konającego…

W 1945 r. obozy zostały wyzwolone przez Anglosasów lub zajęte przez bolszewików. Co stało się z kapo?

Część próbowała uciec, część wtopić się w resztę więźniów. Najgorsi zostali oczywiście rozpoznani i zlinczowani przez innych więźniów. Zemsta często była bardzo okrutna. Zdecydowana większość kapo uniknęła jednak odpowiedzialności.

Stawiano ich po wojnie przed sądami?

Niewielką część tak. Niestety Anglosasi często nie potrafili we właściwy sposób ocenić tego, co działo się w obozach. Nie rozumieli, że kapo również byli więźniami i ich czyny należy oceniać według innych kryteriów niż czyny esesmanów. Tak było chociażby w pierwszym procesie załogi Bergen-Belsen, gdy na jednej ławie oskarżonych zasiedli kmdt Josef Kramer i żydowski więzień, który przez zaledwie kilka dni pełnił funkcję kapo. W wielu procesach na kapo wydawano wyroki ostrzejsze niż na strażników.

Czy bez nich system obozów mógłby w ogóle działać?

Teoretycznie mógłby, ale obozy bez kapo byłyby zupełnie inne. Przede wszystkim SS musiałoby skierować do ich obsługi znacznie, znacznie więcej personelu. Czyli wycofać wielu żołnierzy z frontu i odkomenderować ich do nadzorowania więźniów. To zaś poważnie osłabiłoby machinę wojenną III Rzeszy. Obozy przestałyby się opłacać.

Gdy mówimy o kapo, nie możemy nie wspomnieć o żydowskich Sonderkommando.

Były więzień Auschwitz, Primo Levi, nazwał je „najbardziej diaboliczną ze wszystkich zbrodni narodowego socjalizmu”. Były to specjale oddziały żydowskich więźniów, których zadaniem była bezpośrednia pomoc w dziele Holokaustu. Gdy obozy w trakcie wojny stały się miejscem masowej zagłady, ktoś musiał wykonać „brudną robotę”. Robić rzeczy, których nie chcieli robić esesmani.

Jakie rzeczy?

Członkowie Sonderkommando prowadzili żydowskich więźniów do pomieszczeń, w których ci się rozbierali. Golili im głowy, segregowali ich rzeczy, a następnie wprowadzali do komór gazowych. Potem usuwali ciała zamordowanych i palili je w krematoriach. Miażdżyli kości, które nie uległy spaleniu, rozrzucali prochy.

A kim byli „dentyści”?

Oni musieli specjalnymi szczypcami wyrywać złote zęby z jam ustnych zagazowanych ludzi.

Ilu Żydów przewinęło się przez Sonderkommando w Auschwitz?

Około 2,2 tys.

To byli ochotnicy?

Nie. Władze obozowe wybierały najzdrowszych, najsilniejszych młodych Żydów. Mówiono im, że będą pracować w fabryce. Gdy już trafili do krematorium, znajdowali się w pułapce. Odmowa pracy oznaczała, że zostaliby natychmiast zamordowani. Część rzeczywiście popełniła samobójstwa, ale większość starała się po prostu przeżyć.

Co nie było chyba takie proste.

Tak, członkowie Sonderkommando również byli poddawani selekcjom. Gdy któryś z nich zachorował lub tracił siły, trafiał do gazu lub był uśmiercany zastrzykiem fenolu w serce. Gdy Niemcy w 1944 r. uznali, że nie potrzebują już w Auschwitz tak licznego Sonderkommando, postanowili jego członków zamordować. Wtedy doszło do słynnego buntu Sonderkommando, który został krwawo stłumiony przez SS.

Mimo to inni więźniowie nienawidzili członków tej formacji.

Nazywali ich „żydowskimi mordercami”. Podobnie jak kapo ludzie z Sonderkommando mieli dostęp do lepszego jedzenia. Brali je choćby z ubrań i bagaży ludzi z całej Europy, których przywożono do gazu. Jedli więc oliwki z Grecji, gęsinę z Węgier i sery z Holandii. Mieszkali w przyzwoitych warunkach, nosili przyzwoite ubrania. Potępiając ich, nie brano jednak pod uwagę straszliwego psychologicznego ciężaru, który dźwigali. Oczywiście byli wśród nich tacy, których ogarniała znieczulica i którzy czerpali korzyści ze swojej funkcji. Większość jednak przeżywała męczarnie. Wielu szukało zapomnienia w wódce. Podczas „pracy” działali automatycznie, jak w letargu. Zachowywali się jak roboty. „Byłem jak żywy trup” – wspominał Emil Mahl.

Wspomniany przez pana Primo Levi opisuje jednak, że w Auschwitz odbywały się towarzyskie mecze piłkarskie między reprezentacją żydowskiego Sonderkommando a reprezentacją strażników więziennych.

Tak, wiem, to brzmi szokująco. Działał tu jednak ten sam mechanizm jak w przypadku kapo. Strażnicy SS codziennie przez wiele godzin pracowali z członkami Sonderkommando. Nie byli już dla nich bezosobowymi numerami, stawali się ludźmi. Znali ich nazwiska, zwyczaje. Często zaczynały się między nimi wytwarzać pewnego rodzaju więzy. Nie przeszkodziło to jednak później strażnikom w mordowaniu tych ludzi. Była to kolejna okropność tego koszmarnego systemu, który z ofiar robił katów.

Klaus Wachsmann jest niemieckim historykiem, który wykłada na Uniwersytecie Londyńskim. Napisał głośną książkę Hitler’s Prisons: Legal Terror in Nazi Germany”. W Polsce właśnie ukazała się monografia KL. Historia nazistowskich obozów koncentracyjnych”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2017
Artykuł został opublikowany w 2/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 16
  • Po co to kibolom? IP
    B. dobry artykuł!
    Ale zbyt intelektualnie wymagający dla przeciętnego użytkownika tego serwisu:)
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • nieważne IP
      Nie Klaus Wachsmann, tylko Nikolaus Wachsmann.

      Oczywiste, że imiona, jak na przykład: Klaus, Niklas, Kolja, Mikołaj itd. pochodzą od imienia Nikolaus, ale, moim zdaniem, są to różne imiona.
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • doradca broniarza IP
        watek zlotego zeba powalajacy jeszcze powinniscie dopisac ze twn od tych obcegow to Polak Ksiadz
        Dodaj odpowiedź 3 6
          Odpowiedzi: 0
        • STRACHLIWE ŚCIEMNIANIE CZY CHORE BREDZENIE? IP
          Zychowicz: "Gdy mówimy o kapo, nie możemy nie wspomnieć o żydowskich Sonderkommando".
          Wachsmann: "Były więzień Auschwitz, Primo Levi, nazwał je „najbardziej diaboliczną ze wszystkich zbrodni narodowego socjalizmu”".

          Znaczy według Niemca Wachsmanna, rozmówcy Zychowicza, grupa Żydów o nazwie "Sonderkommando" była najbardziej diaboliczną zbrodnią "narodowego socjalizmu"? Co  Wqchsmann miałby tu na myśli? Jak konkretnie grupa ludzi może być zbrodnią?

          A może Wachsmann ma na myśli, że ci Żydzi z Sonderkommando byli największymi ofiarami "narodowego socjalizmu"? Jeśli tak, to kapowie-nie-Żydzi też byliby największymi ofiarami "narodowego socjalizmu", prawda? Czy kapowie-nie-Żydzi nie byli największymi ofiarami "narodowego socjalizmu"? Jeśli nie, to dlaczego nie?

          Jak tam, panie Zychowicz? Czemu nie dociekał pan u tego Niemca, swego rozmówcy, co konkretnie ma on na myśli, kiedy twierdzi, że żydowskie Sonderkommando to była "najbardziej diaboliczna zbrodnia narodowego socjalizmu"?

          Czyżby pan Zychowicz zgadzał się z jego twierdzeniem? Jeśli tak, to co konkretnie pan Zychowicz rozumiałby przez nie? Jak konkretnie żydowskie Sonderkommando to była najbardziej diaboliczna zbrodnia narodowego socjalizmu?
          Dodaj odpowiedź 3 5
            Odpowiedzi: 0
          • Konrad IP
            Oglądałem film prezentujący wspomnienia więźnia Auschwitz. Mówił, że w barakach z polskimi więźniami funkcje kapo sprawowali żydzi.
            Dodaj odpowiedź 19 2
              Odpowiedzi: 0
            • jaro7 IP
              Gorsi niż SS to byli BANDEROWCY i ukraińska czerń,dzicz.
              Dodaj odpowiedź 27 2
                Odpowiedzi: 0
              • Frank IP
                Beznadziejne tłumaczenie tytułu książki na język polski. "Hitler's Prisons: Legal Terror in Nazi GERMANY" -> "Kl. Historia nazistowskich obozów koncentracyjnych". Nigdy dość podkreślenia prawdy historycznej o nazistowskiej NIEMIECKIEJ zbrodni i ludobójstwie.
                Dodaj odpowiedź 9 3
                  Odpowiedzi: 1
                • Pelagia IP
                  Artykuł wybrakowany bo nie ma całej prawdy. I stronniczy.
                  Dodaj odpowiedź 9 10
                    Odpowiedzi: 0
                  • nieprawdaz IP
                    Taka siec zaleznosci,takie pulapki moralne,czy wrecz kryminalne, mogla wymyslec TYLKO nacja Niemcow.Dla nich zycie drugich (ale nie ich samych!) nie mialo wartosci 1 fenniga.Cel uswieca srodki.I tak od wiekow...
                    Dodaj odpowiedź 15 3
                      Odpowiedzi: 1
                    • Szwejk XXI IP
                      Spróchniały drogowskaz napisał "Jeśli Boga nie ma wszystko wolno" Gdyby dziś, nie daj Boże, mielibyśmy wersję 2.0 byłoby gorzej. Tylko jeden przykład : eutanazja ojca bo wylosowano atrakcyjną wycieczkę.
                      Dodaj odpowiedź 24 3
                        Odpowiedzi: 0
                      • sorry IP
                        No cóż.....,NIEMIECKIE FABRYKI ŚMIERCI !!!!!!
                        A, dzisiaj ?????? zRZESZONE Niemcy, rzadzą całą UE !!!!!
                        Czy tego chcieliśmy ??????????????????
                        Dodaj odpowiedź 66 9
                          Odpowiedzi: 1

                        Czytaj także