Tygodnik„Ostatni z niekoronowanych królów Polski”. II RP była jego dzieckiem

„Ostatni z niekoronowanych królów Polski”. II RP była jego dzieckiem

Henryk Sienkiewicz na obrazie Kazimierza Pochwalskiego, 1890 r.
Henryk Sienkiewicz na obrazie Kazimierza Pochwalskiego, 1890 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 10
Jeden jedyny pisarz był panem naszej narodowej wyobraźni. To z niego wyrosła II Rzeczpospolita, z niego były kultura tamtego państwa, oświata, całe tamto państwo.

Istniało ono 20 lat, odrodziło się w zupełnie innej postaci, a w nowym, przodującym ustroju ukochany pisarz Polaków stał się – jako pański, religiancki i wsteczny – niewygodny, niepotrzebny, zbędny. Minęło pół wieku, komunizm się zawalił, nie zrehabilitowano jednak w pełni Henryka Sienkiewicza, bo chodzi tu, oczywiście, o noblistę z 1905 r.

Paradoksalnie to ten pisarz, tak chętnie zaliczany w poczet autorów czasów dawnych, historycznych, ba, prehistorycznych niemal, wciąż wykorzystywany bywał w celach absolutnie doraźnych i to często wcale nie przez tych, których byśmy o to podejrzewali. Oto na początku września 2014 r. poprzedni prezydent Polski Bronisław Komorowski zainaugurował Narodowe Czytanie „Trylogii” Henryka Sienkiewicza – od pierwszych zdań „Potopu” – przy okazji nadmieniając, że jego żmudzińską babkę łączyło pokrewieństwo z Billewiczami (bohaterką „Potopu”, ukochaną, narzeczoną, a w konsekwencji żoną Andrzeja Kmicica była Oleńka Billewiczówna.)

Były prezydent słowami Sienkiewicza opowiedział, skąd starożytny ród Billewiczów się wywodził, a uczynił to z należnym postaci i sprawowanemu urzędowi majestatem, za to bez wdzięku, ale nie wymagaliśmy za wiele. Generalnie lżej się jakoś na duszy robiło, że oto półtora tysiąca ludzi czytało w Polsce tego dnia Sienkiewicza, tak jak rok wcześniej Fredrę czy jeszcze wcześniej Mickiewicza. Żeby jednak w głowach nam się nie przewróciło, przywołał naród do porządku wychowawca z „Gazety Wyborczej” – Roman Pawłowski, który orzekł, że Sienkiewicz jako „klasyk polskiej ciemnoty i szlacheckiego nieuctwa” nie powinien być czytany w ogóle, a już przez pana prezydenta w szczególności. Do czegóż to bowiem podobne, by w kraju, „w którym dwie trzecie obywateli w ubiegłym roku nie miało w ręku ani jednej książki”, czytać akurat Sienkiewicza!

Sytuacja zmieniła się o 180 stopni z chwilą wygrania przed rokiem przez Prawo i Sprawiedliwość wyborów do Sejmu i Senatu, a wyborów prezydenckich przez Andrzeja Dudę, który zresztą do Narodowego Czytania wybrał kolejne dzieło Sienkiewicza, tym razem „Quo vadis”. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestał nagle przeszkadzać katolicyzm noblisty, przypomniano sobie natomiast o wychowawczych wartościach jego utworów i ich walorach językowych. Dokonująca się w Polsce reforma edukacyjna z całą pewnością dopełni dzieła, które można by nazwać w ślad za „Matriksem”: „Sienkiewicz – reaktywacja” (tak właśnie zatytułowałem artykuł o jubileuszu twórcy „Trylogii”, opublikowany z zeszłym miesiącu przez czeskie „Lidove Noviny”).

Pisarzowi należy się odkłamanie. Doprawdy opadają ręce przy m.in. przypisywanej mu w nieskończoność zoologicznej wręcz nienawiści do Kozaczyzny. Na okrągło cytowane jest zakończenie „Ogniem i mieczem” o tym, że „nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą…”, kompletnie pomijając to, co powiedziane zostało w „Panu Wołodyjowskim”, m.in. ustami sławnego łucznika, pana Muszalskiego: „Był Nalewajko i Łoboda, była chmielnicczyzna, a teraz jest Dorosz; ziemia z krwi nie osycha, kłócim się i bijem, a przecie Bóg posiał w serca nasze jakoweś semina miłości, jeno że one jakoby w płonnej glebie leżą i dopiero gdy je łzy a krew podleje, dopiero pod uciskiem i pod kańczugiem pogańskim, dopiero w tatarskiej niewoli niespodziane wydają frukta”.

Tatarską niewolę łatwo można zamienić na rosyjską i nieoczekiwanie słowa pana Muszalskiego nabierają innego i zgoła aktualnego waloru.

A np. kazanie natchnionego księdza Kamińskiego błagającego Boga o obrońcę ojczyzny, „pogromcę sprośnego Mahometa”, wstrząsające jest w swej wymowie i dzisiaj. Jeśli zaś komuś wizja kościołów zmienionych na meczety, w których „Koran śpiewać będą tam, gdzieśmy dotychczas Ewangelię śpiewali”, wydaje się anachroniczna, to znaczy, że nic nie rozumie ani z naszej przeszłości, ani teraźniejszości.

Bar wzięty!

Pierwszy odcinek „Ogniem i mieczem” ujrzał światło dzienne 2 maja 1883 r. Nastąpiło wtedy cudowne rozmnożenie prenumeratorów „Słowa”, nawiasem mówiąc kierowanego przez właśnie Henryka Sienkiewicza. Druk powieści pismo zakończyło 1 marca roku następnego. Niemal zaraz po zakończeniu publikacji prof. Stanisław Tarnowski nazwie ją wydarzeniem rangi najwyższej. „Kiedyś pamiętniki, może i historie literatury, wspominać będą – antycypował fakty hrabia Tarnowski – że kiedy wychodził »Ogniem i mieczem«, nie było rozmowy, która by się od tego nie zaczynała i na tym nie kończyła, że o bohaterach powieści mówiło się i myślało jak o żywych ludziach, że małe dzieci w listach do rodziców po zdrowiu swoim i swego rodzeństwa donosiły o tym, co zrobił Skrzetuski albo co Zagłoba powiedział; że kiedy młode panienki pisały lub chciały pisać do autora, aby na miłość boską nie zabijał Skrzetuskiego, to matki i babki sędziwe w błogosławieństwach swoich ze łzami prosiły, żeby synowie ich synów mieli takie jak on dusze. Jak legenda wyglądać będą opowiadania o tej pani, co zapytana przy powitaniu, czy jej się stało co złego, że taka smutna, odpowiedziała: »Bar wzięty!«, o tym pacierzu, który ktoś mówił za duszę Podbipięty i aż w połowie spostrzegł się sam, że to wymyślona śmierć i wymyślona dusza”.

„»Trylogia« Sienkiewicza pisana była w latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia – przypominał Stanisław Cat-Mackiewicz. – Były to lata dla Polski okropne, pełne poniżenia. Klęska powstania 1863 roku przekreśliła wszelkie polityczne ambicje, w Warszawie używanie języka polskiego było ograniczone, był on wyrugowany ze szkół i urzędów. W korespondencji politycznej pomiędzy państwami wyraz »Polska« był rzadziej wymieniany niż Bułgaria, niż Czarnogóra i inne małe państwa. W tych warunkach »Trylogia« Sienkiewicza była hymnem tęsknoty do wielkości, do majestatu dawnej Polski”.

I nastąpił – jak go nazwał prof. Andrzej Nowak („Korkowanie Sienkiewicza” w „W Sieci”, 10 maja 2013 r.) – „przełom. Po latach posypywania głów popiołem popowstaniowej skruchy, słuchania uczonych apeli do mikromanii narodowej, jakie próbowali uzasadniać krakowscy »stańczycy«, tysiące czytelników kolejnych odcinków »Ogniem i mieczem« zaczynało powtarzać za Zagłobą: »Wstydziłem się, mości panowie, za tę Rzeczpospolitą… Ale teraz już bym się z żadną inną nacją nie pomieniał!«. Wracała tęsknota za dawną wielkością, pragnienie odbudowania dumy narodowej w tej epoce (zbyt?) małego realizmu. Kiedy w marcu 1884 r., po 10 miesiącach, kończył się druk ostatniego odcinka »Ogniem i mieczem«, konkurenci Sienkiewicza w walce o rząd polskich dusz, mistrzowie pozytywizmu warszawskiego, nie mieli wątpliwości, że następuje niebezpieczna zmiana”.

Pamiętać trzeba jednak, co akcentował Cat-Mackiewicz, że „»Trylogia« ukazywała się w Warszawie i ulegała cenzurze rosyjskiej. Stąd wolno było Sienkiewiczowi pisać o wojnie Polaków ze Szwedami, ale nie z Rosjanami. Rosjanie zawsze okazują pogardę dla prawdy historycznej. Toteż i w »Potopie« Sienkiewicz, wspominając Rosjan zajmujących wtedy Wilno, położone wówczas w centrum kraju, musi o nich wspominać tylko aluzjami, tylko w postaci wymieniania nazwisk wodzów rosyjskich, i to możliwie rzadko, skromnie i bez patosu czy natężenia. Ku wstydowi ludzkości musimy zaznaczyć, że wielkie dzieło pisarza okaleczone jest tego rodzaju wymogami cenzury”.

Co za los fatalny!

Rosyjska cenzura była zmorą życia i twórczości noblisty. Wywierała wpływ nie tylko na kształt jego książek. W 1895 r. np. zniekształciła wypowiedź pisarza nie o rosyjskim carze, ale o Bismarcku. I tak w „Słowie” zamiast „parweniuszowskiej nienawiści do bezbronnego wielkiego polskiego narodu” wydrukowano tę samą „parweniuszowską nienawiść”, ale do „słabszych i bezbronnych”. Ot, drobiazg.

Czytaj także:
Carat nie musiał upaść. Mikołaj II popełnił olbrzymi błąd

W tym samym czasie, dokładnie 19 kwietnia, przyjaciółka Sienkiewicza, wielka aktorka Helena Modrzejewska, wydalona została z Warszawy. Odwołano jej występy w Rosji, a za przemówienie, które wygłosiła dwa lata wcześniej (!) w Chicago, otrzymała – na zawsze! – zakaz wstępu w granice Cesarstwa Rosyjskiego. Represja ta dotknęła obywatelkę amerykańską. „Oto z czym musiał się liczyć pisarz Sienkiewicz, poddany rosyjski – pisał Józef Szczublewski. – Wróciwszy przed laty z Ameryki, wybrał los pisarski z wszystkimi ograniczeniami, nie chciał być wolnym twórcą na emigracji, jak Mickiewicz, Słowacki. Wybrał, sam swoje pisarstwo poddał rygorom cenzury, służbę narodową tu na miejscu uznał za ważniejszą”.

Oczywiście, Sienkiewicz potrafił zręcznie wykorzystywać swą szczególną pozycję – także w kontaktach z rosyjskimi urzędami i cenzurą. W końcu 1896 r. został członkiem-korespondentem Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu (wybór uzasadniono osiągnięciami pisarza w dziedzinie historii, ale i… psychologii). 30 stycznia roku następnego w liście do Karola Potkańskiego napisze z sarkazmem: „Sądząc po wrażeniu, jakiego doznali rozmaici »uczonyje«, zdaje się, że to jest bajeczna godność – i musi tak być, skoro poprzednio ofiarowano ją papieżowi. Co do mnie, widzę przede wszystkim jedną praktyczną dogodność, a mianowicie prawo sprowadzania pism i książek bez cenzury, a przy tym i to, że będą się tym bardziej bali cokolwiek mi wykreślać”.

Poddaństwo wobec Rosji wpisało się jednak w dusze Polaków tamtej epoki. Także Sienkiewicz nie oparł mu się do końca. Niemniej sobie radził. Czasem pomagał mu przypadek, tak jak 31 sierpnia 1897 r., kiedy to przybył do Warszawy car Mikołaj II. Oto cytat z książki „Sienkiewicz. Żywot pisarza” Józefa Szczublewskiego (1989): „Pan Henryk bezpieczny w dalekim Zakopanem czyta w gazetach, jak Bolesław Prus dał się zapędzić do »komitetu składek na utworzenie instytucji użyteczności publicznej ku upamiętnieniu bytności Najjaśniejszych Państwa w Warszawie«, jak sterczał Prus w gromadzie witającej cara na dworcu Kolei Petersburskiej, jak nazajutrz musiał figurować w polskiej deputacji, co ów milion rubli ze składek polskich wręczyła carowi, jak 3 września wziął udział w bankiecie na cześć bawiących w Warszawie dziennikarzy rosyjskich, a na tym bankiecie wzniesiono toast za zdrowie Prusa, pisarza wpędzonego w pokaz chwilowej ugody z Petersburgiem. Z miliona wręczonego carowi wyrośnie za parę lat gmach Politechniki Warszawskiej, jednak dla tysięcy swoich czytelników Prus pozostanie politykiem naiwnym; kiedyś walczył w Powstaniu, teraz polazł w deputacji z ugodowcami”.

Jasne, że trzeba było wiedzieć, kiedy wyjechać do Zakopanego, ale cytuję Szczublewskiego i z tej przyczyny, że niejednokrotnie przeciwstawiano Prusa Sienkiewiczowi tylko dlatego, że brał udział w powstaniu styczniowym, a pan Henryk nie. Ten ostatni był pragmatykiem i zdarzało mu się w poszczególnych kwestiach orientować na Rosję. Pod tym względem nie różnił się od działaczy Narodowej Demokracji. Tak jak najwybitniejsi endecy miał jednak świadomość gry, w której uczestniczy. 14 czerwca 1906 r. w liście do Karola Potkańskiego wyłożył kawę na ławę: „Co za fatalny los związał nas z tym z jednej strony niedojrzałym, z drugiej już zgniłym Wschodem. To poczucie, że w związku z Rosją nie dojdziemy do niczego, prócz zepsucia i rozłajdaczenia, zmienia się we mnie w coraz bardziej ustalone przekonanie. To trudno! Jesteśmy narodem zachodnim, należeliśmy zawsze do kultury łacińskiej i dusza nasza w zetknięciu się z tamtą bizancko-mongolską będzie się zawsze ranić, a rany będą się zawsze gnoić. Poorientowalibyśmy się zawsze w każdej rewolucji europejskiej, ale w rosyjskiej nie możemy się poorientować, gdyż mózgi nasze funkcjonują inaczej i przeciwieństwa są istotnie zbyt niezmierne. Moskale i ciału, i duszy naszej zrobili stanowczo więcej krzywd niż Niemcy. I tak będzie ciągle, bo ten rozkład, który szedł od rządu, będzie teraz lgnął do narodu”.

Czytaj także:
Kolonie dla Polaków! Czy II RP miała na nie szanse?

Nie przeoczmy tego: słowa te pisał autor „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela”, „Bartka Zwycięzcy” i „Krzyżaków”.

Więzienie, rózgi i łzy

„Negatywny stosunek Sienkiewicza do Niemców znany jest z wielu jego utworów, od »Bartka Zwycięzcy« i »Krzyżaków« poczynając, poprzez obfitą na ten temat publicystykę, aż po apele i odezwy Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny z lat 1914–1918, na płaszczyźnie jednak kontaktów osobistych zetknięcie się z kolonistami niemieckimi w Kalifornii dało pisarzowi wrażenia najcenniejsze, bezpośrednie. Zostali oni pokazani bardzo krytycznie w opowiadaniu »Sachem« (1883), w rok po ogłoszeniu »Bartka Zwycięzcy«, chociaż akcję opowiadania Sienkiewicz umieścił w Teksasie, nie ulega wątpliwości, że anegdotę oparł na własnych obserwacjach z Anaheim, dokąd 29 lipca 1876 r. przyjechał na występy cyrk pana Montgomery’ego Quinna, »Centennial on Whels«, co posłużyło jako temat opowiadania »Orso« (1879). Warto też zauważyć, że kalifornijski osiłek Orso po latach zmieni się w Słowianina, Ursusa, w »Quo vadis«” – pisał w książce „Widziane z Ameryki” (2009) Jerzy R. Krzyżanowski.


„Cat” zaś w „Europie in flagranti” (1965) przekonywał: „[…] nie doceniamy propagandowej działalności Sienkiewicza. Nie było jeszcze wtedy propagandy postawionej na równi z dyplomacją państwową, nie było jeszcze na świecie Goebbelsów wszelkiego rodzaju. Dopiero po doświadczeniach z propagandą późniejszego okresu musimy podziwiać wyczyn Sienkiewicza w latach 1907–1908. Zwrócił się on z ankietą do wszystkich cokolwiek wybitniejszych osobistości całego świata na temat, co myślą o pruskiej ustawie wywłaszczeniowej, ale uczynił to w sposób tak zręczny, że oto jak najpowszechniej skrystalizowała się opinia całego świata, iż postępowanie Prus wobec Polaków jest zbrodnią wobec moralności. Na ankietę Sienkiewicza odpowiedział cały świat: uczeni, pisarze, artyści Francji, Włoch, Hiszpanii, Anglii, Szwajcarii, Rosji i innych krajów. Okazało się, że Bulow izolował Prusy od pojęć moralności całego świata. Jak można było tak długo tak mało sobie cenić zupełnie wyjątkowy, całkowicie zwycięski wyczyn Sienkiewicza w dziedzinie propagandy!”. Zwycięski? Tak, gdyż w efekcie „ustawa wywłaszczeniowa została zastosowana – pisał Cat – tylko w czterech wypadkach, znaczenie jej dla postępów germanizacji było żadne. Natomiast dzięki Sienkiewiczowskiej ankiecie wzbudziła ogromne oburzenie w stosunku do Niemiec. Istotnie więc, jak napisał Tołstoj, gorzej na niej od Polaków wyszli Niemcy”.

Wcześniej, jesienią 1906 r., wystosował Sienkiewicz list otwarty do Wilhelma II, króla pruskiego, w obronie prześladowanych i przymusowo germanizowanych dzieci polskich w Poznańskiem. „Straszne, głęboko niemoralne i niedające się niczym usprawiedliwić – pisał – są takie ustawy, na które odpowiedzią jest płacz tysiąców bezbronnych dzieci. Szkoła, a w niej nauczyciel, w Królestwie Pruskim nie jest przewodnikiem, który dziecko polskie oświeca i prowadzi do Boga, ale jakimś bezlitosnym ogrodnikiem, którego urzędowym obowiązkiem jest zdrową polską latorośl przemocą przerobić, choćby na krzywą i skarlałą płonkę niemiecką. I oto z każdym rokiem więcej w tych szkołach łez, więcej świstu rózeg, więcej męczeństwa. Miara przebrana wobec Boga i ludzi rodzi nienawiść i nie tylko gniew boski i ludzki, ale niesławę. Przodkowie W.C. Mości prowadzili liczne wojny pomyślne i niepomyślne – w obliczu historii słuszne lub niesłuszne, ale ciężkie i wielkie. W dzisiejszych czasach wysuwa się jako największa tylko ta wojna: całego państwa, całej potęgi pruskiej z dziećmi. Orężem w niej z jednej strony więzienie i rózgi, z drugiej – łzy! Zaiste, im większe byłoby zwycięstwo państwa, tym większa niesława. Ale właśnie dlatego W.C. Mość nie zechcesz i nie możesz pozwolić, aby taka wojna stała się główną treścią Twych rządów, aby związała się z nimi raz na zawsze w historii i dała nazwę Twemu panowaniu”.

Głoszono ją umarłą

W marcu 1944 r. w Londynie, w wydanej własnym sumptem przez Stanisława Cata-Mackiewicza broszurze politycznej „Wielkanoc 1944”, autor podpisujący się „Kar. Eng”. zamieścił artykuł zatytułowany „Szwecja, Polska i problem wschodni”, w sposób nieco anegdotyczny odnoszący się do przyznania Henrykowi Sienkiewiczowi w 1905 r. Nagrody Nobla. Niezidentyfikowany, niestety, publicysta pisał: „Od czasów potopu, gdy na ziemie polskie przyszła »zaraza i Szwedzi«, a następnie od Karola XII, gdy pułki szwedzkie bezkarnie hasały po Polsce, kontakty nasze ze Szwecją urwały się. O Szwecji późniejszej wiedzieliśmy mało: zapałki szwedzkie, spółka telefoniczna Cedergren, Nagroda Nobla – ta trójca zamykała wiedzę o Szwecji u przeciętnego Polaka. Sienkiewicz wskrzesił imię Szwecji w umysłowości polskiej w sposób podwójny: jako autor »Potopu« i jako laureat Nobla. Jednak »Potop« nie tylko nie przyczynił się do tzw. pogłębienia naszej wiedzy o współczesnej Szwecji, lecz wręcz odwrotnie – wywołał siłą magicznej ekspresji artystycznej wizję jakichś lnianobrodych gwałcicieli »panienek Bogu poświęconych« i łupieżców, i nie zachęcił nikogo z nas do poznania współczesnych potomków tych łupieżców. Nie wiedzieliśmy, że w ciągu tych niespełna dwustu lat naród szwedzki przeszedł niebywałą metamorfozę i że próżnym byłoby doszukiwać się u współczesnych – pracowitych, uczciwych, gościnnych i szczerze demokratycznych Szwedów cech wojowniczego, zaborczego, pozbawionego skrupułów szczepu germańskiego.

Jak dalece nie mieliśmy pojęcia o współczesnej Szwecji, świadczy anegdota (zresztą autentyczna) związana z historią przyznania Nagrody Nobla Sienkiewiczowi.

Studiując Paska i Kubalę, i pisząc część drugą »Trylogii«, Sienkiewicz tak się sam przejął duchem opisywanej epoki, że nie tylko znienawidził ówczesnych Szwedów, ale też przeniósł swą nienawiść na Szwecję dzisiejszą. Toteż gdy po przyznaniu mu Nagrody Nobla dostał zaproszenie do Sztokholmu dla odebrania nagrody z rąk króla – odmówił stanowczo przybycia. Nie pomogły perswazje. Wtedy wysunięto groźbę, że w wypadku nieprzybycia nagroda zostanie, zgodnie ze statutem, doręczona posłowi państwa przynależności laureata, tj. posłowi rosyjskiemu w Sztokholmie. To poskutkowało. Ale Sienkiewicz przyjechał nadęty i obrażony. Pobyt swój w stolicy Szwecji ograniczył do udziału w ściśle oficjalnych uroczystościach. Poza tym odmówił wszelkich wizyt i przyjęć. Zwłaszcza odmówił udziału w różnych zebraniach i bankietach mających być manifestacją przyjaznych uczuć polsko-szwedzkich. Wyjechał – zapewne w przekonaniu (wielcy ludzie mają różne słabości i przywary), że dokonał czynu patriotycznego”.

Przemówienie noblowskie wygłosił jednak wspaniałe. Nie mówił w nim o sobie. Mówił o Polsce: „Wszystkie narody świata idą w zawody o tę nagrodę w osobach swoich poetów i pisarzów. Dlatego też wysoki areopag, który tę nagrodę przyznaje, i dostojny monarcha, który ją wręcza, wieńczą nie tylko poetę, ale zarazem i naród, którego synem jest ów poeta. Stwierdzają oni tym samym, że ów naród wybitny bierze udział w pracy powszechnej, że praca jego jest płodna, a życie potrzebne dla dobra ludzkości. Jednakże zaszczyt ten, cenny dla wszystkich, o ileż jeszcze cenniejszym być musi dla syna Polski!... Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysięcznych dowodów, że ona żyje!... Głoszono ją niezdolną do myślenia i pracy, a oto dowód, że działa!... Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać!”.

Nagrodę Nobla Henryk Sienkiewicz otrzymał „z uwagi – jak uzasadniała Akademia Królewska – na jego wspaniałe zasługi jako pisarza epickiego”. Ponieważ jednak wyróżnienie to zbiegło się z entuzjastycznym przyjęciem przez czytelników „Quo vadis”, do dziś spotkać się można z opinią, że to właśnie za tę powieść polski pisarz został uhonorowany.

Po uroczystościach noblowskich 11 grudnia 1905 r. „Svenska Dagbladet” opisała laureata z Polski jako „pięknego starca” „o cienkich, równych rysach”. Starzec miał lat 59.

Całun z białym orłem

Wybuch wojny diametralnie zmienił sytuację Sienkiewicza. Jako poddanemu rosyjskiemu w Krakowie groziło mu internowanie, a w najlepszym razie nakaz opuszczenia miasta. Wyprzedzając wypadki, wyjechał z rodziną do Wiednia. Tam z francuskich gazet dowiedział się, że podpisał właśnie odezwę, w której wraz z przywódcami narodowej demokracji zaatakował państwa centralne – Niemcy i Austro-Węgry. Komu miał tłumaczyć, że niczego podobnego nie sygnował? Szczęśliwie, polski urzędnik załatwił mu przepustkę z podpisem swego zwierzchnika – austriackiego premiera. 3 października 1914 r. pisarz mógł wyjechać do Szwajcarii, na leczenie.

W szwajcarskim Vevey zamieszkał w Hotelu du Lac. Na początku stycznia 1915 r. z Ignacym Paderewskim i Antonim Osuchowskim założył Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. 25 września 1915 r. odwiedził go w Vevey Romain Rolland, który zanotował potem:

„Sienkiewicz to starzec w wieku 60–70 lat, robi wrażenie jeszcze dość silnego i krzepkiego”. Po roku „starzec” ten umrze – 15 listopada 1916 r. na miażdżycę naczyń wieńcowych. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Nie zobaczę już wolnej Polski”.

Czytaj także:
Od bohatera do namiestnika cara. Smutna przemiana gen. Zajączka

Ostatnim utworem Henryka Sienkiewicza będzie wspomnienie datowane na 5 listopada, 10 dni przed śmiercią. Przedostatnie dzieło powstało w październiku, a była nim przedmowa do w rezultacie niepowstałej książki wielu autorów, mającej propagować sprawę polską w Ameryce. Henryk Sienkiewicz w przedmowie tej pisał: „Naród streszcza się w swej literaturze i żyje przez nią, gdyż inaczej żyć nie może. Politycznie może ona często błądzić, narodowo nie błądzi nigdy. Jest ona jak pochodnia, która rozświeca ciemności niewoli – i jak wielki dzwon, który nie pozwala usnąć sumieniu nie tylko polskiemu, ale i sumieniu innych ludów. Próżno ci, którym chodzi przede wszystkim o spokój, zatykają sobie uszy. Dzwon powtarza im nieubłaganie, że rozbój dokonany nad Polską jest niesłychaną w dziejach zbrodnią i że dopóty ludzkość chorzeć będzie, dopóki nie stanie się zadość sprawiedliwości. Takimi wielkimi dzwonnikami byli Mickiewicz, Słowacki i Krasiński. Po nich słabsze ręce uchwyciły za sznur narodowej dzwonnicy, ale i te pracują, jak mogą, by nie umilkły te dźwięki, które głoszą na cztery strony świata: »Jeszcze Polska nie zginęła!«. W tych czterech słowach streszcza się cała literatura polska”.

Józef Szczublewski w książce „Sienkiewicz. Żywot pisarza” (1989) pod datą 14 listopada 1916 r. odnotowuje, że „we wtorek przybyli do jego [Sienkiewicza] mieszkania w hotelu dwaj wysoko utytułowani delegaci Komitetu Narodowego Polskiego z Lozanny, muszą zdobyć podpis pisarza na proteście narodowych demokratów przeciw niemieckiej proklamacji sprzed dziewięciu dni – ogłaszającej przywrócenie samodzielnego państwa polskiego na terenie Królestwa Polskiego. Odmówił podpisu, tłumacząc im, iż prezes charytatywnego Komitetu powinien pozostać neutralny.

Może ich przekonywał, że manifest niemiecki, bądź co bądź, jest pierwszym od stu lat wyłomem w postanowieniach kongresu wiedeńskiego, pierwszym aktem częściowo przekreślającym ugodę trzech zaborców, pierwszym oficjalnym uznaniem istnienia Polski, chociaż bez ustalenia jej granic. Oczywiście Niemcy zdobyli się na to, gdyż brakuje im żołnierzy, chcą rzesz rekrutów z Królestwa, jednak fakt uznania Polski za istniejącą może mieć duże znaczenie w dalszych międzynarodowych przetargach. Delegaci nerwowo domagali się podpisu. Sienkiewicz krańcowo wzburzony poczuł, że za chwilę dostanie paraliżu, jeszcze raz kategorycznie odmówił i obydwu wyprosił za drzwi. Tradycja przekazuje, jakoby jeden z wyproszonych rzucił gospodarzowi w drzwiach epitet: »Stary dureń!«”.

Trumnę ze zwłokami pisarza wystawiono w kościele Najświętszej Marii Panny w Vevey. Na pogrzeb, który odbył się 22 listopada 1916 r., sprowadzono sztandary z Rapperswilu, trumnę okryto całunem z białym orłem, a w uroczystości brali także udział delegaci państw zaborczych. Osiem lat później – 26 października 1924 r. –prochy pisarza spoczęły w grobowcu w podziemiach katedry Świętego Jana w Warszawie.

Zanim doszło do tego powtórnego pochówku, trumna ze szczątkami Sienkiewicza przemierzyła w specjalnym pociągu z oświetlonym wagonem-kaplicą pół Europy. Pociąg jechał przez Lozannę, Fryburg, Berno, Zurych, Wiedeń, Linz, czeskie Velenice, Trzeboń, Tabor, Beneszów do Pragi. Tam, na krótko, wystawiono trumnę z prochami autora „Quo vadis” w Muzeum Narodowym. Następnie pociąg jechał dalej, przez Kotlin, Pardubice, Ołomuniec – do Polski. Od Piotrowic asystował trumnie sławny w owe lata poeta – Leopold Staff, który nazwał zmarłego pisarza „ostatnim z niekoronowanych królów Polski”. Po drodze w Częstochowie odbyły się na Jasnej Górze uroczystości żałobne, w których wzięło udział 150 tys. ludzi. Dalej już zmierzał ten żałobny pociąg, przez Radomsko, Piotrków i Skierniewice – do serca Polski, do Warszawy. Mimo nocnej pory na Dworcu Głównym i w jego okolicach zebrały się niezmierzone tłumy, które następnego dnia odprowadziły Henryka Sienkiewicza do celu jego ostatniej drogi. Tak Polska pożegnała swojego ukochanego pisarza. Najukochańszego.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 1/2017
Artykuł został opublikowany w 1/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 10
  • Batyak IP
    Sienkiewicz pisał wspaniale, wychowałem się na Trylogii, Krzyżakach i W pustyni i w Puszczy. Pisząc ku pokrzepieniu serc wkładał w swoje dzieła wykwity ironii i humoru bo czymże innym są Pan Zagłoba i imć Podbipięta, albo Charłamp. A szczytem ironii jest następujący fragment z Potopu: Dlatego co wieczora spokojnie odmawiał różaniec przy blasku płonących osad niemieckich, a gdy krzyki mordowanych zmyliły mu rachunek, tedy zaczynał od początku, aby duszy grzechem niedbalstwa w służbie bożej nie obciążyć.
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • grzeg IP
      Sienkiewicz WSPANIAŁY! Minęło ponad sto lat od śmierci tego wielkiego pisarza, ale i teraz powiem: dziękuję, dziękuję, dziękuję
      Dodaj odpowiedź 4 0
        Odpowiedzi: 0
      • stan2019 IP
        Trylogia była pisana "ku pokrzepieniu serc" i te pisarskie przesłanie spełniło się z nawiązką. Kilka pokoleń Polaków zawdzięcza swój patriotyzm m. in. Sienkiewiczowi. Niewiele jest krajów na świecie, które mogłyby się pochwalić tak znakomitą literaturą.
        Dodaj odpowiedź 11 0
          Odpowiedzi: 0
        • Kwiczoł IP
          Psio krew wole być poddanym Króla Polski niż męczyć się z liczonymi baranami
          Dodaj odpowiedź 4 0
            Odpowiedzi: 0
          • itchy IP
            Polecam mniej znaną powieść »Bez dogmatu«, koło 1890 roku.
            To literatura klasy światowej.
            Dodaj odpowiedź 1 1
              Odpowiedzi: 1
            • xxxxxxxxxxxxxxxxxx IP
              Sienkiewicz zrobił dużo dla budowania ego


              Wolę Żeromskiego
              Dodaj odpowiedź 7 16
                Odpowiedzi: 0
              • xxxxxxxxxxxxxxxxxx IP
                Sienkiewicz na pewno zrobił dla budowania ego zniewolonego i upokorzonego narodu, ale jego Trylogia to totalna bajka nawet z warchołów, rębajłów potrafił zrobić bohaterów, a W Pustyni i w Puszczy , to taki sen o polskim podboju kolonialnym
                Dodaj odpowiedź 8 25
                  Odpowiedzi: 0
                • Andrzej EU IP
                  Treść została usunięta
                  Dodaj odpowiedź 2 7
                    Odpowiedzi: 0

                  Czytaj także