TygodnikObalimy bananową republikę

Obalimy bananową republikę

Obalimy bananową republikę
Obalimy bananową republikę
Dodano

Młodzi narodowcy nie mają dzisiaj oferty, która pociągnęłaby miliony. Ich marzeniem jest raczej odwrócenie rewolucji z 1968 r. - pisze Mariusz Staniszewski w najnowszym numerze Do Rzeczy.

- Już dawno tak niewielu nie napędziło strachu tak wielu, mając do zaoferowania tak niewiele. Jeśli poważnie brać alarm, jaki po ukonstytuowaniu się Ruchu Narodowego podniosły środowiska lewicowe oraz politycy PO czy z ośrodka prezydenckiego, to można by sądzić, że codziennie ulicami polskich miast maszerują bojówki, które – z powodu braku sklepów żydowskich – demolują budki z kebabami i chińsko-wietnamskie bary. Nic takiego się jednak nie dzieje. Co więcej, większości postulatów zgłaszanych przez liderów Ruchu Narodowego podczas pierwszego swojego kongresu nie powstydziłyby się partie obecne dziś w Sejmie. I właśnie to jest dla młodych narodowców najbardziej niebezpieczne. Ich oferta jest zlepkiem haseł, które w zdecydowanej większości już dawno zostały zgłoszone przez innych.

(...)

Brak twardego programu gospodarczego bardzo silnie odróżnia Ruch Narodowy od ich wzoru, czyli Narodowej Demokracji Romana Dmowskiego. Przedwojenna endecja ostro walczyła na przykład z  monopolami – często znajdującymi się zresztą w niepolskich rękach – które dławiły rozwój gospodarczy. Jeśli młodzi narodowcy nie najlepiej odnajdują się dziś na tym polu, to muszą szukać energii gdzie indziej. – Bardzo istotny jest dla nas wątek pokoleniowy. Chcemy gruntownie zmienić Polskę zbudowaną przez pokolenie naszych rodziców, w której jesteśmy na pozycji straconej. Jesteśmy pokoleniem pozbawionym szans – mówi Robert Winnicki, prezes honorowy Młodzieży Wszechpolskiej.

(...)

– Jest jedna kwestia, która w podstawowy sposób różni nas od dzisiejszych ugrupowań. Partie polityczne próbują zagospodarowywać zbadane przez siebie segmenty rynku wyborców. My próbujemy od podstaw zbudować bazę społeczną Ruchu Narodowego. Naszym celem jest budowa Polski na nowo. Polaków trzeba niejako na nowo wymyślić, trzeba przeprowadzić olbrzymią pracę nad charakterami, nad typem mentalności. Polak nie może być dłużej bierny, gnuśny, niezorganizowany społecznie, wycofany wyłącznie w życie rodzinne – mówi Winnicki.

I być może tu tkwi klucz do zrozumienia odradzania się Ruchu Narodowego. Nie jest on partią i być może szybko nie będzie. Jego celem jest dokonanie rewolucji kulturalnej, odwrócenie tej, która na Zachodzie dokonała się w 1968 r. – czego zresztą Robert Winnicki wcale nie ukrywa. Na młodych polskich narodowców należy więc dzisiaj patrzeć jako na przeciwieństwo dzieci kwiatów. W tej sytuacji brak spójnego programu nie jest wadą, ale stanem naturalnym. Chodzi o promowanie wartości narodowych i katolickich, a nie zdobywanie władzy. (...)

Całość artykułu Obalimy bananową republikę w najnowszym numerze Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także