Tygodnik„Straszne bliźniaki” na polowaniu. Prawdziwa historia „Sokoła” i „Dzika”

„Straszne bliźniaki” na polowaniu. Prawdziwa historia „Sokoła” i „Dzika”

ORP „Dzik”, grudzień 1942 r.
ORP „Dzik”, grudzień 1942 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Dwa polskie okręty podwodne operowały z baz na Malcie i w Bejrucie, topiąc wrogie jednostki na Morzu Śródziemnym.

Do chwili pojawienia się „Sokoła” i „Dzika” na Morzu Śródziemnym polskie okręty podwodne nie mogły pochwalić się specjalnymi sukcesami. „Orzeł” zatopił w 1940 r. niemiecki transportowiec „Rio de Janeiro” wiozący żołnierzy Wehrmachtu. Według Bolesława Romanowskiego, zastępcy dowódcy okrętu, „Wilk” miał staranować U-Boota. Jednak nie jest to wiarygodne. Co gorsza, Marynarka Wojenna utraciła „Orła”, który zaginął w 1940 r. podczas patrolu. Do dziś nie znaleziono wraku ani nie ustalono przyczyny zatopienia. W 1942 r. „Jastrząb” został omyłkowo ostrzelany przez okręty alianckie. Uszkodzenia okazały się na tyle poważne, że podjęto decyzję o zatopieniu okrętu. Bilans działań okrętów podwodnych był więc wyraźnie niekorzystny.

Czytaj także:
Rzeźnia na „Bismarcku”. Ostatnie chwile dumy III Rzeszy

Sytuacja zmieniła się, gdy na Morzu Śródziemnym pojawiły się „Sokół”, a potem „Dzik”. Były skuteczne. Anglicy nazwali je nawet „terrible twins” – strasznymi bliźniakami, opierając się na raportach dowódców tych okrętów podwodnych. A sukcesy w zatopieniach wrogich jednostek były w niezamierzony, lecz także celowy sposób w przypadku dowódcy „Sokoła” wyolbrzymiane. Mariusz Borowiak i Tadeusz Kasperski w książce „Polska Marynarka Wojenna na Morzu Śródziemnym 1940–1944” zweryfikowali raporty dowódców „strasznych bliźniaków”. I zredukowali liczbę zatopionych przez nie niemieckich i włoskich statków oraz okrętów. I tak jednak bilans był znakomity. Sprowadzenie do rzeczywistych liczb sukcesów „Dzika” i „Sokoła” w żadnym stopniu nie pomniejsza osiągnięć, bohaterstwa ani poświęcenia polskich marynarzy. Ich służba była skrajnie niebezpieczna, a życie załogi nieraz wisiało na włosku.

Z owcą na morze

Z wejściem „Sokoła”, okrętu brytyjskiej konstrukcji, do służby w 1941 r. wiąże się anegdota opisana przez Jerzego Pertka w „Wielkich dniach małej floty”. Dowódca „Wilka” miał przekazać na nowy okręt część swojej załogi. Jeden z oficerów zaproponował taki podział, by „wilk był syty i owca cała”. Na kartce papieru pojawiły się więc słowa: „wilk” i „owca”. Dowództwo Marynarki Wojennej zatwierdziło skład załogi przeznaczonej dla nowego okrętu podwodnego, jednak biorąc serio słowo „owca”, nie zgodziło się, by nazywała się tak właśnie nowa jednostka. Historia ta musiała zapewne dotrzeć do brytyjskich stoczniowców przygotowujących okręt, nazwany „Sokołem”, dla Polaków. Ponieważ w angielskim zwyczaju było nadawanie okrętom godeł, zamiast wizerunku drapieżnego ptaka – czego polscy marynarze mogli się spodziewać – wyrzeźbiono w drewnie owcę skubiącą kwiatki na łące…

„Sokołem”, skierowanym wczesną jesienią 1941 r. na Morze Śródziemne, dowodził kpt. Borys Karnicki. W październiku „Sokół” dokonał nieudanego ataku na włoski krążownik pomocniczy. Dystans był zbyt duży, by liczyć na pewny sukces. „Karnicki jednak słusznie wolał zaryzykować, niż w ogóle nic nie robić” – oceniali Borowiak i Kasperski. To niepowodzenie „Sokół” powetował sobie w listopadzie, niszcząc włoski transportowiec. Wprawdzie dwie torpedy chybiły, a trzecia z powodu wady zboczyła z kursu, ale załoga „Sokoła” ostrzelała statek z działa pokładowego, doprowadzając do jego zatonięcia.

(…)

Jakie tragiczne wydarzenie sprawiło, że „Sokół” musiał być przebazowany z Malty na Gibraltar? Co niesamowitego osiągnął „Dzik” koło przylądka Spartivento? Z jakiego powodu jeden z kapitanów zawyżał sukcesy swojego okrętu?

Cały tekst dostępny w najnowszym numerze miesięcznika „Historia Do Rzeczy”. Już w kioskach!

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2019
Cały artykuł dostępny jest w 3/2019 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 0

Czytaj także