TygodnikDziadowanie ponad stan

Dziadowanie ponad stan

Dodano
Stare polskie powiedzenie głosi: biednych nie stać na tanie rzeczy. Pozornie paradoks, w gruncie rzeczy „oczywista oczywistość”

Bogacz może sobie pozwolić na buty, które rozpadną się po kilku „wyjściach”, ubogiemu jedna para musi służyć latami. Kupowanie najtańszego badziewia to więc oszczędność tylko pozorna, strata pieniędzy, na którą zwłaszcza ubogiego nie stać.

Niby wszyscy to wiedzą, ale zdecydowanej większości Polaków trudno zrozumieć, że w sferze publicznej jest tak samo. Jesteśmy krajem biednym i nie stać nas na „tanie państwo”, gdy skutkiem tej taniości jest jego złe funkcjonowanie. Kiedy prezydent i premier mają uposażenia mniejsze niż nadleśniczy, a wiceminister dostaje pensję poniżej półtorej średniej krajowej, czyli kilkakrotnie mniej niż przy minimum niezbędnych kwalifikacji zarobi w zwykłej firmie, nie dziwmy się, że na kariery w administracji państwowej kuszą się głównie partyjni aparatczycy „z klucza”. A jeśli aparat państwowy obsadzany jest na zasadzie selekcji negatywnej, to nie dziwmy się, że każdy drobiazg urasta do rangi nierozwiązywalnego problemu, każda decyzja jest spychana latami od wydziału do wydziału, a każda ustawa lub przepis albo okazują się prawnym bublem, albo dziełem zewnętrznych kancelarii prawnych opłaconych przez zainteresowanych konkretnymi zapisami lobbystów.

Mimo to podwyżka uposażeń władzy – to ostatnia rzecz, o jakiej Polacy chcą słyszeć. I każda kolejna władza, która ośmieli się tego tematu dotknąć, rejteruje z krzykiem przed zmasowanym oburzeniem. Fakt, że próba podjęta na ostatniej sesji parlamentu przez PiS zakończyła się podobną ucieczką, i to dwukrotną, nie powinien więc zaskakiwać. Nie powinien też dawać powodów do radości wrogom prezesa Kaczyńskiego. (...)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 31/2016
Cały artykuł dostępny jest w 31/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także