TygodnikPolska dla idiotów

Polska dla idiotów

Polska dla idiotów
Polska dla idiotów
Dodano

Dzisiejsze próby kreowania „nowego, fajnego patriotyzmu” przypominają PRL-owskie pomysły twórców czerwonego harcerstwa - stwierdza w 16. numerze Do Rzeczy Piotr Gociek.

- Podczas akcji „Orzeł może”, organizowanej przez „Wyborczą” i radiową Trójkę, zobaczyliśmy, że kolorkami przejmować się nie warto. Ale kto myślał, że zamiana narodowej flagi na różowe baloniki i różowo- czarne okulary przypominające gadżet wymyślony pospołu przez Eltona Johna i Wojciecha Jaruzelskiego to szczyt możliwości naszych neopatriotów, ten się mylił. Fajnopolacy dopiero nabierają rozpędu (...)

Ideologia fajności wyłożona zresztą swego czasu Lisowi przez samego premiera Tuska, który pytany przez niego w programie telewizyjnym „jako kto chciałby być zapamiętany”, odparł: „Jako fajny facet”. Byłoby głupio, żeby fajny facet przeszedł do historii jako przywódca narodu niefajnych. Ufajnienie więc czas zacząć.

Kto myśli, że w rozkwitającej od 2 maja akcji nowością jest daleko posunięty sceptycyzm co do klasycznego kształtu symboli narodowych (oprócz braku flag biało-czerwonych najbardziej w oczy rzucał się dziwaczny wizerunek „przypakowanego” orła z uniesionymi skrzydłami umieszczony na balonikach), ten także jest w błędzie. Próby porzucenia tych niemodnych, zalatujących martyrologią staroci trwają od dłuższego czasu, dłuższego nawet niż rządy Platformy. Oto w roku 2004 polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych opracowało nowy, lepszy symbol Polski. Był to biało-czerwony latawiec. Logo wprowadzono do użytku, niestety zacofani Polacy nie przyjęli go z entuzjazmem. Za granicą też było śmiesznie – szczególnie w krajach anglosaskich, w których latawiec to symbol niesolidności i niepewności. Próby zastąpienia upartego orła bocianem także się nie powiodły. Co gorsza, sami rodacy w myśleniu o symbolach okazywali się wyjątkowo staromodni.

Kiedy w roku 2008 „Rzeczpospolita” zleciła sondaż na temat „co się kojarzy z Polską”, uparci polscy bigosożercy odpowiadali: Jan Paweł II, Mikołaj Kopernik, orzeł, Lech Wałęsa, bitwa pod Grunwaldem, Chopin, Matejko (w tej właśnie kolejności). Były minister spraw zagranicznych Adam Rotfeld martwił się: „Powinniśmy promować wizerunek nowoczesnego i wykształconego Polaka, bo od tego zależy sukces naszego kraju. A Kopernik, choć reprezentuje naukę, to pochodzi z zupełnie innej epoki. Dziś należałoby chwalić się osiągnięciami wielkiego astronoma Aleksandra Wolszczana”. Rotfeld skromnie przemilczał przy tym fakt, że Wolszczan, jako wieloletni tajny współpracownik PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa, mógłby być symbolem

podwójnie fajnym – sukcesu polskiej nauki, jak i polskiej transformacji ustrojowej.

Całość artykułu Piotra Goćka "Polska dla idiotów" dostępny w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także