TygodnikSytuacja niezbyt szczególna

Sytuacja niezbyt szczególna

Dodano
Freud twierdził, że przejęzyczenia nas demaskują. Polityków na pewno. A premiera Donalda Tuska to już zwłaszcza

Pływanie w Kisielu

Ten nasz premier jak coś powie… Niezły bon mot udał mu się na przykład, gdy wziął w obronę przed zarzutami opozycji ministra Nowaka. Nowak jako minister infrastruktury oznajmił, że robi, co może, a jeśli nie wszystko mu się udało, to dlatego, że „odziedziczył, jak Cezary Grabarczyk, sytuację niezbyt szczególną”.

Pan premier może nie zauważył, że Nowak odziedziczył „sytuację” właśnie po wspomnianym Grabarczyku, a Grabarczyk nie był ministrem PiS. Pomijając już, jak miała się sytuacja PKP odziedziczona po rządzie Kaczyńskiego do obecnej (pan premier nie byłby sobą, gdyby zgodnie z prawdą przyznał, że dużo lepiej), Grabarczyk miał na jej zmianę pełną kadencję. A tymczasem, oznajmia Tusk, zostawił swemu następcy dokładnie to samo, co zastał.

A co będzie, gdy z partyjnej układanki wyjdzie Tuskowi, że trzeba gabinet zrekonstruować, z Nowaka zrobić dla odmiany fachowca od, dajmy na to, obrony narodowej (skoro mógł uczynić takowym Niesiołowskiego, to znaczy, że na wojsku może się znać każdy, nie potrzeba nawet świadectwa poczytalności), a na resort infrastruktury rzucić, dajmy na to, Joannę Muchę?

W ciemno powiem, że się okaże, iż biedaczka robi, co może, ale nie można za dużo wymagać, bo sytuację odziedziczyła, podobnie jak jej poprzednicy, „niezbyt szczególną”. Po prostu sytuacja odziedziczona po PiS to coś danego obiektywnie i niezmiennego. Coś podobnego do straszliwego zacofania sanacji za PRL, w którym szczególnym regresem i brakiem generalnej koncepcji rysował się ogólny bilans białka.

Tak, drogie dziateczki i kochana młodzieży. Mniejsza już oto, że biedna PO odziedziczyła państwo po dwuletnich rządach Kaczyńskiego, opartych na dość chwiejnej i krępującej koalicji, wstanie strasznym. Z benzyną po 4 zł, z długiem publicznym poniżej 500 mld zł, milionem młodych Polaków na emigracji i facetem, który nie mając prawa jazdy, stawia fotoradary, zamiast budować drogi. Najważniejszym przekazem jest to, że przez pięć lat swych rządów, mając stabilną większość parlamentarną i przez większość czasu całkowicie powolnego sobie prezydenta, nie była wstanie nic naprawić.

Nie mówię „nic zmienić”, bo cokolwiek zmieniła – dług publiczny zdołała podwoić, liczbę urzędników zwiększyć do 500 tys., a nawet – dzięki szerokiemu stosowaniu zleceń i innych umów pozwalających obejść limity etatów w administracji – dać w niej zarobek milionowej armii zwolenników swej władzy, zwielokrotniła liczbę fotoradarów, bo premier wprawdzie

ma prawo jazdy, ale go nie używa, latając samolotem (bo przebijanie się samochodem przez wciąż nieukończone drogi trwa za długo), a za granicę wypchnęła kolejne prawie półtora miliona obywateli. No i zorganizowała Euro, a teraz jeszcze zdobędzie dla nas olimpiadę zimową.

Ale z pociągami coraz gorzej, kolejki w służbie zdrowia się wydłużają, bezrobocie, pomimo emigracji, rośnie. I co poradzisz – sytuację odziedziczyli niezbyt szczególną. Wyrwało się panu premierowi. Spodziewał się, że skoro już Polska weszła do Unii, to Unia wszystko załatwi, samo się załatwi, a on będzie dzielić i pożytkować konfitury. A tu, masz, problemy. No, taka sytuacja.

Czytaj także

 0

Czytaj także