TygodnikŁączy nas niechęć do rządu

Łączy nas niechęć do rządu

Łączy nas niechęć do rządu
Łączy nas niechęć do rządu
Dodano

Strajkowali kolejarze, lekarze, sprzedawcy, nauczyciele. We wtorek rano śląscy związkowcy protestowali przeciwko społeczno-gospodarczej polityce rządu. Chcą m.in. ograniczenia tzw. umów śmieciowych, wsparcia dla przemysłu energochłonnego, a także zreformowania systemu ochrony zdrowia. Publikujemy wywiad Mariusza Staniszewskiego z Piotrem Dudą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. W całości opublikowany został w 9 nr Tygodnika Do Rzeczy.

"Mariusz Staniszewski: To, co łączy „Solidarność” i stowarzyszenia Oburzonych, to niechęć do rządu.

Piotr Duda: Do rządu, do sytuacji politycznej. Przekonaliśmy się, że wśród Oburzonych jest także wielu polityków. Tylko że oni wściekają się i mówią, jakim prawem my się spotykamy i rozmawiamy o problemach w Polsce. Uważają, że taka dyskusja jest zarezerwowana tylko dla nich. Im większe emocje to u nich wywołuje, tym silniejsze mam przekonanie, że trzeba organizować więcej tego rodzaju spotkań i rozmawiać o najważniejszych problemach kraju.

MS: O których politykach pan mówi?

PD: Choćby o Stanisławie Żelichowskim, który stwierdził, że Paweł Kukiz powinien zająć się śpiewaniem, bo na polityce się nie zna. A Żelichowski się zna? Siedzi w Sejmie od 1990 r. i znalazł sobie wygodny sposób na życie. Tymczasem każdy obywatel tego kraju może angażować się społecznie i politycznie, ma prawo mówić o najważniejszych sprawach.

(...)

MS: Pierwszym etapem odsuwania Donalda Tuska od władzy będzie strajk na Śląsku?

PD: Wtorkowy strajk będzie ostatnią szansą daną rządowi, aby usiadł i rozmawiał o postulatach „Solidarności” i stowarzyszeń. (...) Po tym strajku przedstawimy rządowi konkretne postulaty i będziemy domagać się dokładnego harmonogramu działań. Jeśli nie będzie odzewu ze strony premiera, zaprosimy do współpracy pozostałe organizacje związkowe i przygotujemy się do referendów strajkowych w zakładach pracy. Zorganizujemy akcję protestacyjną, włącznie ze strajkiem generalnym. No i przygotujemy się do dużej, ogólnonarodowej demonstracji w Warszawie. Ale teraz piłka jest po stronie rządu. Zobaczymy, czy jest chętny do rozmów, czy woli konfrontację.

(...)

MS: Wiele osób, które dziś są bezrobotne, z przyjemnością przyjęłoby umowy czasowe, byle tylko zacząć pracować.

PD: Nie mylmy umów czasowych, od których jest odprowadzane ubezpieczenie, z umowami o dzieło. Pewnie, że każdy chce dziś zarabiać, ale pracownik na umowie śmieciowej jest traktowany jak śmieć. A jeśli ulegnie wypadkowi, to kto mu zapłaci rentę? Umowa śmieciowa to jest zalegalizowana praca na czarno. Może więc lepiej w ogóle zatrudnić ludzi bez umowy, wtedy nie będą odprowadzali podatku. Tylko kto będzie potem kupował te towary, które wytwarzają przedsiębiorcy płacący zatrudnionym 800 zł brutto? Ci sami pracownicy? Nie będą mieli pieniędzy. Ubiegły rok był pierwszym od kilkunastu lat, w którym płaca realna spadła. Dlatego spadł popyt wewnętrzny. Jednocześnie polskiemu managementowi zarobki wzrosły o 22 proc. i wzrósł popyt na towary luksusowe. Powstają więc klasy bardzo bogatych i bardzo biednych."

Całość wywiadu publikujemy w 9 nr Tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także