Szczepkowska dla „Do Rzeczy”: to jest wojna o poziom kraju

Szczepkowska dla „Do Rzeczy”: to jest wojna o poziom kraju

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
To nie jest łatwe chodzić po ulicach jako homofobka, wariatka, nienawistny człowiek, który generuje zjawiska podobne do Holokaustu. (…) tak sobie myślę, że to, co się dzieje wokół mnie, pozwoliło ujawnić skalę problemu – mówi na łamach najnowszego wydania tygodnika „Do Rzeczy” Joanna Szczepkowska. I dodaje - To nie jest moja prywatna wojna. To jest wojna o poziom mojego kraju. W nowym „Do Rzeczy” – wywiad z Joanną Szczepkowską. 

Ponadto w nowym „Do Rzeczy”: wszystkie kłamstwa III Rzeczpospolitej, dla kogo pat, dla kogo sukces, czyli powyborcze komentarze, Janusz Korwin-Mikke nie spuszcza z tonu oraz „Odejście janczara”, czyli Piotr Semka, Sławomir Koper i dr. Lech Kowalski o generale Jaruzelskim. A dla tych, co pakują już wakacyjne walizki – poradnik łowców lotniczych okazji.   

Dla mnie prywatnie wojna ze stacją, w której byłam częstym gościem, to same straty. Co tu dużo mówić, stopień nagonki emocjonalnie trochę mnie przerósł – mówi Kamili Baranowskiej Joanna Szczepkowska. Aktorka pozwała TVN o naruszenie dóbr osobistych. Zarzuca stacji, że dziennikarze celowo i świadomie manipulowali jej wypowiedziami, aby ją skompromitować. Myślę, że już od dłuższego czasu pracowano na obraz osoby, która nie robi nic innego, tylko wywołuje skandale. A kiedy ukazał się na portalu E-teatr mój krótki tekst, wyglądało to tak, jakby ktoś tam butelkę szampana otworzył. Mamy ją! Naruszyła granice tolerancji! Możemy to podać jako pierwszą informację!  - ironizuje. I podkreśla, że czym innym jest czyjś homoseksualizm, a zupełnie czym innym środowiska gejowskie. Czym innym są tolerancja i wsparcie, a czym innym ostracyzm wobec jakiejkolwiek krytyki. I naprawdę nie ma znaczenia, czy tak jest na całym świecie, czy tylko u nas. Z tym trzeba po prostu walczyć – przekonuje aktorka. O swoim rozstaniu z „Gazetą Wyborczą” mówi krótko: czasem myślę, że to koszmarny sen. O samej Wyborczej i TVN: te media już nie kojarzą mi się z wolnością, ale raczej z wyrokami. Wywiad z Joanną Szczepkowską, która 25 lat temu ogłaszała koniec komuny w Polsce – w najnowszym wydaniu „Do Rzeczy”.

W „Do Rzeczy” również „25 kłamstw na 25-lecie”. Dwudziesta piąta rocznica wyborów do sejmu kontraktowego 4 czerwca 1989 r. obrosła już książkami, medialnymi akcjami „ku czci”, piknikami i dziesiątkami różnych innych atrakcji. W medialnym zgiełku udało się zatrzeć bardzo istotną różnicę – że jednak czymś innym jest czcić rocznicę ważnego i symbolicznego wydarzenia historycznego, a czymś zupełnie innym podpisywać się pod fetą na cześć wszystkiego, co w trakcie tego ćwierćwiecza się zdarzyło – pisze w tygodniku Piotr Gociek. I dodaje, że radość ze świętowania narodzin wolnej Polski nie może oznaczać jednoczesnej akceptacji jej wszystkich grzechów i kłamstw. I wylicza kłamstwa – codzienne, polityczne, ekonomiczne i historyczne. Wszystkie te kłamstewka, fałsze i manipulacje łączy jedno: współtworzą nieprawdziwy obraz III RP. Nieprawdziwy, ale bardzo wygodny dla polityczno-medialnego salonu – podkreśla, przypominając chociażby, kto naprawdę spalił kukłę Lecha Wałęsy podczas demonstracji w 1993 r. czy prywatyzację, która w rzeczywistości nie była żadną powszechną prywatyzacją. Kłamstwa 25-lecia – w nowym „Do Rzeczy”. 

Na łamach „Do Rzeczy” także komentarze do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Pat – pisze o wyborczych wynikach Rafał A. Ziemkiewicz. - Kolejne nierozstrzygnięte starcie w ciągnącej się od lat wojnie pozycyjnej. Rządząca Platforma Obywatelska oraz nieprzejednanie opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość nie mogą się nawzajem przemóc, tak jak splecione porożami jelenie, ale wciąż panują nad emocjami większości wyborców w stopniu uniemożliwiającym dojście do sił politycznej alternatywie. Z kolei Jakub Kowalski zastanawia się, czy wyniki wyborów zostały sfałszowane i opisuje przypadki wyborczych nieprawidłowości, a Mariusz Błaszczak z Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z „Do Rzeczy” ocenia, że wynik PiS jest bardzo dobry. Zwiększyliśmy liczbę naszych europarlamentarzystów. Poparcie dla PiS wzrasta z wyborów na wybory, a dla PO spada – podkreśla. Jego zdaniem, ludzie oczekują zmiany. 

Tymczasem największy wygrany polskich wyborów do Parlamentu Europejskiego, Janusz Korwin-Mikke, który po 23 latach wraca do realnej polityki, zapowiada, że jest jeden facet, który gdy się nawinie, dostanie w zęby. To pan Michał Boni. - Za co? - Gdy zrobiłem ustawę lustracyjną, on pojawił się na mównicy sejmowej, nazwał mnie idiotą i oszołomem, że mogę go podejrzewać. Parę lat później przyznał się, że był agentem. Nie przeprosił mnie, więc gdy go spotkam, dam mu w mordę. Stanie się to pewnie w Parlamencie Europejskim, bo wcześniej nie będę się z nim widział – rozmowa z Januszem Korwin-Mikkem – w nowym „Do Rzeczy”. 

W „Do Rzeczy” również o odejściu generała Wojciecha Jaruzelskiego. Człowiek, który zrobił karierę dzięki totalnej podległości Moskwie, po 1990 r. z niepokojącą łatwością został wykreowany na polskiego patriotę – pisze Piotr Semka. On sam nazywa Jaruzelskiego jedną z najbardziej ponurych postaci PRL. Człowiek, który po wojnie kierował walkami z niepodległościowym podziemiem i uczestniczył w akcjach przeciwko Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. Dowódca, który szedł na czele inwazji wojsk polskich na Czechosłowację w 1968 r. i był odpowiedzialny za masakrę Grudnia ’70. Generał, który zsowietyzował Ludowe Wojsko Polskie, a następnie przygotował i wprowadził stan wojenny. Wreszcie polityk i szef rządu odpowiedzialny za przestępstwa z lat 80. i degradację ekonomiczną Polski w tym czasie – opisuje Jaruzelskiego Semka. Podkreśla, że generał aż do końca swoich nie zdobył się na uczciwe rozliczenie z rolą, jaką odegrał w historii najnowszej Polski. A jednocześnie w żadnym innym kraju środkowej Europy były komunistyczny gensek nie stał się obiektem tak demonstracyjnych hołdów ze strony części byłych opozycjonistów. Nie sposób sobie wyobrazić NRD-owskich dysydentów wychwalających Honeckera, Václava Havla fraternizującego się z Husákiem czy bułgarskich opozycjonistów wysławiających Todora Żiwkowa jako człowieka honoru – pisze Semka. 

Na łamach tygodnika także rozmowa z dr. Lechem Kowalskim, biografem Jaruzelskiego i autorem książki „Generał ze skazą”. Nie mogę wyjść ze zdumienia, gdy słyszę o mszy świętej w intencji Jaruzelskiego (…) Oczywiście jego „zasługi” dla Kościoła są „ogromne”. Wystarczy przypomnieć je z czasów, kiedy od 1965 r. był szefem Głównego Zarządu Politycznego, czyli głównym politrukiem Ludowego Wojska Polskiego. W tych latach odegrał zasadniczą rolę w niszczeniu kleryków, alumnów wcielonych wbrew wielowiekowej tradycji do zasadniczej służby wojskowej.(…) Jest jakąś ironią historii, że ten apostata i wróg Kościoła za zgodą hierarchów oraz przy ich udziale został pożegnany w Katedrze Polowej. (…)  Dla mnie potwierdza to tylko to, co wiem o nim od dawna: Jaruzelski od zawsze był koniunkturalistą – mówi w rozmowie z Cezarym Gmyzem biograf generała. Cała rozmowa – w nowym „Do Rzeczy”.   

W „Do Rzeczy” także Sławomir Koper o generale Jaruzelskim z książki „Życie towarzyskie elit PRL”. Nigdy nie pił – wspominał płk Artur Gotówko, szef ochrony Jaruzelskiego. – Czasami, nadzwyczaj rzadko, kieliszek wina. Pozostali się nie krępowali. (…) Generał nie pije i nie znosi, kiedy piją wokół niego. Dawniej, kiedy zbliżały się jego urodziny, koledzy mnie delegowali, żebym dzwonił i zapowiedział, że chcemy przyjść z życzeniami. Sami faceci, bez kobiet. Mruczał, ale się zgadzał. Kiedyś się ośmieliłem i powiedziałem, że mógłby dobrą wódkę postawić. Obruszył się. Gdy przyszliśmy, wyciągnął z kredensu nalewkę, wlał do naparstków i schował butelkę. Chyba po to, żebyśmy się nie urżnęli – to z kolei wspomnienie Czesław Kiszczaka. Więcej – na łamach najnowszego wydania tygodnika „Do Rzeczy”. 

W „Do Rzeczy”, jak znalazł przed wakacjami, również o tym, czy można latać jeszcze taniej. Kiedyś za bilety z podwarszawskiego Modlina do Sztokholmu zapłaciłem złotówkę. Bez żadnych dodatkowych opłat manipulacyjnych. Tyle samo wydałem też na lot do Oslo – wspomina w rozmowie z „Do Rzeczy” Michał Cessanis, dziennikarz „National Geographic Traveler”. I dodaje, że za przyzwoite pieniądze można latać po świecie nie tylko tanimi liniami, ale także samolotami tradycyjnych przewoźników. Bartosz Piziak, jeden z najbardziej znanych w Polsce myśliwych polujących na lotnicze okazje, najtańsze bilety w obie strony kupił za 2 zł, a z Warszawy do Nowego Jorku i z powrotem poleciał za nieco ponad 600 zł. Co prawda takie promocje jak bilety po 1 zł już się w zasadzie nie zdarzają, ale nadal za podróż do jednej z europejskich stolic można zapłacić jedynie kilkadziesiąt złotych. By upolować takie okazje, wcale nie trzeba ślęczeć godzinami przed ekranem komputera. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach łowców lotów. Jakich? O tym w tygodniku „Do Rzeczy”. 

Nowy numer „Do Rzeczy” w sprzedaży od poniedziałku, 2 czerwca 2014. E-wydanie jest dostępne już od niedzieli wieczorem u dystrybutorów prasy elektronicznej. Tygodnik „Do Rzeczy” to tytuł kierowany przez Pawła Lisickiego. Jest pismem konserwatywno-liberalnym. Na łamach tygodnika publikują m.in. Piotr Semka, Rafał A. Ziemkiewicz, Cezary Gmyz, Waldemar Łysiak, Bronisław Wildstein.

Całość recenzji dostępna jest w 23/2014 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także