TygodnikTertio Millenio Tomasza Lisa

Tertio Millenio Tomasza Lisa

Tertio Millenio Tomasza Lisa
Tertio Millenio Tomasza Lisa
Dodano

Fakty i Mity", "Nie" Jerzego Urbana? Nie! To "Newsweek" Tomasza Lisa. To kolejna szkalująca katolików okładka tygodnika kierowanego przez Tomasza Lisa. Najciekawsze jest to, że dzisiejszy katolikożerca Lis jeszcze niedawno bywał gościem katolickich sympozjów. Czyli przeszedł drogę taką jak Janusz Palikot, który też kiedyś chciał być przywódcą pokolenia JPII.

Kto nie wierzy niech przeczyta fragment książki Pawła Lisickiego i Piotra Gursztyna "Po prostu Uważam Rze":

(...)

Lis jest kwintesencją tego typu dziennikarstwa, które przyniosła III RP. Przypominam, że od lat 2005–2006 był on jednym z najostrzejszych krytyków rządów PiS-u. Program w Tok FM, w którym występował co piątek, zawsze przypominał sabat czarownic z ciągłym narzekaniem na to, jak to PiS morduje media, niszczy je, ogranicza, knebluje. A potem nagle został twarzą PiS-owskiej telewizji. Od Andrzeja Urbańskiego dostał najważniejszy program publicystyczny.

Jego konsekwentna postawa ulotniła się wraz z otrzymaniem korzystnej oferty finansowej i zaczął firmować PiS-owską telewizję. Wylał tyle pomyj na PiS-owski autorytaryzm, a potem stał się jego beneficjentem.

Dlaczego tak mocno Cię zaatakował?

Bo my wielokrotnie pokazywaliśmy niebezpieczną tendencję, która miała miejsce na rynku, utożsamienia się wielkich mediów z władzą. Lis w swoich programach i w „Newsweeku” stał się tubą propagandową rządu. Jego fobie i obsesje antyprawicowe są zjawiskiem częstym w jego środowisku. Pokazywaliśmy i wyśmiewaliśmy w „URze” jego dwulicowość i fałsz. Stał się cząstką machiny propagandowej wymierzonej w opozycję, udając nonkonformistę.

Drugi element, który jest dziś słabo pamiętany, to fakt, że Lis kiedyś utrzymywał całkiem bliskie związki z Kościołem. Był zapraszany przez o. Macieja Ziębę na kolokwia Tertio Millennio.

Bywałeś tam?

Tak. Masa różnych ludzi tam bywała. Lis też.

Głosił kazania?

No, może nie kazania. Ale mówił rzeczy inne niż dzisiaj. Nie wydawało się wtedy, że ten człowiek zacznie instrumentalnie traktować całą tę falę antyklerykalizmu, która pojawiła się w Polsce. I że nagle stanie się głównym heroldem walczącym z rzekomo katolicką hipokryzją. Trudno było wtedy przewidzieć, że będzie wykorzystywał pismo, które dostał, do tak brutalnego pałowania polskiej świadomości. Tego inaczej nie da się nazwać. Na przykład okładka z całującymi się księżmi. Dla dużej grupy społeczeństwa jest to coś obrzydliwego, budzącego moralny sprzeciw. Dla wierzących katolików kapłan jest drugim Chrystusem. To bezczeszczenie ważnej dla Polaków tradycji i kopnięcie dużej części społeczeństwa. Robił to cynicznie, tylko po to, aby wywołać skandal. Odwołując się przy tym do tej samej grupy, która wprowadziła Janusza Palikota do Sejmu.

Ma też dużą widownię w telewizji i jeśli opisać kategorię ludzi, którzy psują obyczaje i debatę publiczną, to Lis jest przykładem doskonale tu pasującym.Będąc skrajnie stronniczym i mając radykalne poglądy, prowadzi ważny program publicystyczny w telewizji publicznej, gdzie jeszcze udaje

dziennikarza obiektywnego i zdystansowanego. Po czym bierze „Newsweeka” i wali nim po głowie przeciwników.

Głównym jego przeciwnikiem, wręcz solą w oku, było „URze”. Bo naszego tygodnika nie dało się zepchnąć do miejsca, które Lis widzi dla polskiej prawicy. Czyli do getta. Zdaniem takich jak on, powinniśmy w ogóle się cieszyć, że jeszcze żyjemy. „URze” było zespołem ludzi, którzy wyraźnie mówili, że nie pójdą do getta, zostaną w centrum. Co więcej, głosu „URze” nie można było lekceważyć, a my konsekwentnie pokazywaliśmy, że to Lis reprezentuje skrajność i ekstremizm, tyle że lewicowy. Jego wściekłość brała się z tego, że pokazano mu jego miejsce.

(...)

Wywiad rzeka z Pawłem Lisickim "Po prostu Uważam Rze" jest już dostępna w księgarniach. Wydało ją wydawnictwo The Facto.

Czytaj także

 0

Czytaj także