W gorącej wodzie kąpany

W gorącej wodzie kąpany

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przemysław Wipler nie słucha tych, którzy mówią, że na własne życzenie odchodzi w polityczny niebyt. Jest zdania, że w polityce skreśleni są ci, którzy sami w to uwierzą. On się za przegranego nie uważa .

– Wracam do punktu wyjścia – mówi „Do Rzeczy” Przemysław Wipler, który właśnie podpisał porozumienie programowe z Januszem Korwin-Mikkem. Nawiązuje do tego, że przygodę z polityką zaczynał w Unii Polityki Realnej. – Musiałem przejść świat dookoła i chodzić na wiele trudnych kompromisów, by uznać, że jednak najmniej mnie bolą kompromisy ze swoimi – dodaje.

Niektórzy zamiast o punkcie wyjścia mówią jednak o punkcie dojścia. Wipler doszedł tam, skąd powrotu do wielkiej polityki już nie ma, a bratając się z Korwin-Mikkem, skazuje się na niszowy radykalizm, śmieszność i polityczny niebyt. Jeszcze inni mówią o upadku nadziei polskiej prawicy, o wodzie sodowej, która miała mu odbić, o wybujałym ego i nadmiernej ambicji, która wyprowadziła go na manowce. Te manowce to oprócz Korwin-Mikkego także incydent na ulicy Mazowieckiej (gdzie Wipler będąc pod wpływem alkoholu, wdał się w bójkę z policją), który w opinii wielu pogrążył go i jeszcze długo będzie się za nim ciągnął. (...)

– Moje poglądy od lat są te same. Moje pierwsze hasło wyborcze brzmiało: „Wolność i gospodarka” i nadal się pod nim podpisuję. Nigdy nie podniosłem ręki za podniesieniem podatków, nawet za cenę złamania dyscypliny partyjnej – podkreśla. Co w takim razie robił w PiS, które w 2005 r. wygrało wybory z hasłem „Polski solidarnej” przeciwstawianej „Polsce liberalnej”. – Ludzie o takich poglądach jak ja, czyli mocno wolnorynkowych, mogą albo tkwić w niszowym projekcie bez szans na sukces typu UPR, albo wybrać mniejsze zło i próbować coś robić w projekcie, który nie do końca im odpowiada – tłumaczy. (...)

Cały artykuł dostępny jest w 12/2014 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Kamila Baranowska
 0