TygodnikZatańcz kaczuchy smutny lemingu

Zatańcz kaczuchy smutny lemingu

Dodano
Najciekawszy w dzisiejszej prasie tekst pochodzi z „Dziennika Gazety Prawnej” – Mira Suchodolska w tekście „A ty masz punkty za pochodzenie?” przygląda się karierom młodych ludzi oraz temu, jak wpływa na nią fakt, z jakiego domu pochodzisz.

Choć rzecz jest o świecie raczej wielkomiejskim i bardziej wykształconym, to wszystkim, którzy pamiętają rozmaite raporty o biedzie i bezrobociu w Polsce wyda się z tymi ostatnimi dokumentami komplementarny. Tak jak dziedziczymy nędzę i bezrobocie, tak i dziedziczymy sukces – przekonuje Suchodolska. Przygląda się sytuacji, w której „półka rynku pracy jest wąska”. Co wtedy decyduje o tym, czy znajdziesz na niej miejsce? Nie wystarczy dobra uczelnia i niezłe wyniki w nauce. Liczy się z kim studiowałeś, z jakiej rodziny pochodzisz, kogo znają Twoi rodzice, do jakiej ferajny wszedłeś w akademiku.

Wielka smuta – tak Suchodolska nazywa narastające bezrobocie i frustrację wśród młodych Polaków, którzy zaczynają się dzielić, niczym wellsowscy bohaterowie z „Wehikułu czasu”: mniejszość Elojów cieszy się biureczkami w przeszklonych wieżowcach korporacji, większość Morloków kończy w supermarkecie albo na emigracji. Tyle nam zostaje z projektu nowej III RP, w której każdy ma równe szanse, o ile tylko będzie ciężko pracował, uczył się i starał.

Bardzo ciekawy jest w tym artykule cios - zadany chyba mimochodem – w fundamenty filozofii życia lemingów. Mowa o wielkiej grupie aspirujących do wielkomiejskiego życia, takiegoż wykształcenia i pracy młodych mieszkańców „Polski B i C”. To główny rezerwuar lemingów – ludzie porzucający małe ojczyzny, rodziny, tradycję, by przemienić się w aspirującą palikociarnię rechoczącą z Kaczafiego (przekaz salonu jest jasny: chcesz być światłym Europejczykiem – rżyj z ciemnogrodu). Okazuje się, że choćby nie wiem jak sikali na znicze i nie wiadomo jak bili brawo pajacom wojewódzkim i ogólnopolskim, to i tak nie wyprzedzą w wyścigu szczurów synków i córeczek warsiaskich adwokatów, lekarzy, urzędników. Bo te aspirujące lemingi potrzebne są jako rezerwuar taniej siły wyborczej Partii Miłości – ale jako realna konkurencja w walce o posady, to już nie. Z tekstu Suchodolskiej wynika też, że owi lepiej sytuowani zwyczajnie aspirującymi lemingami gardzą.

Taki mamy kapitalizm – bananowy, państwowy, oligarchiczny. Co robić, by sytuację zmienić? Tutaj, niestety, wywód autorki się załamuje, bo odpływa w utopię – propozycją dla młodych oszukanych z wielkich miast jest według niej, proszę się nie śmiać, small biznes i e-sklepy. Kto wie, jak polskie państwo traktuje przedsiębiorców, najpierw po tej diagnozie zapłacze, a potem zawyje. Aha, i jest jeszcze jedna rada – czekać, aż sprawę załatwi demograficzny niż. Czyli im mniej Polaków, tym łatwiej będzie o posadę. To może od razu przesiedlić połowę gdzieś daleko, żeby się zwolniło miejsca dla drugiej połowy?

Jak wiadomo jednym ze spoiw frontu miłośników III RP kompradorskiej jest wrogość wobec CBA, Kaczafiego i w ogóle walki z korupcją, czego przykładem była histeria, która wybuchła w mediach mętnego nurtu po wyroku na doktora G. I entuzjazm, z jakim powitano bohaterskie wynurzenia sędziego Tulei o stalinowskich metodach CBA. Dziś w tych samych mediach maleńkie, niezauważalne newsiki o tym, że warszawska prokuratura uważa iż „zastrzeżenia sędziego Igora Tulei nie dają podstaw do stwierdzenia naruszenia przepisów kodeksu postępowania karnego w związku ze sprawą dr. Mirosława G.”. I sprawa się rypła. Ale nic to, jak mawiają na salonach, kto raz został bohaterem walki z kaczyzmem, ten bohaterem zostaje na zawsze.

Zaglądam do „Metra” - to taka populistyczna, kaczożercza „Wyborcza” w wersji free. Postępowa do bólu i do bólu przewidywalna: dziś post-walentynkowy front gazety tworzy fotoreportaż z akcji „Nazywam się miliard!” To międzynarodowy flash-mob, który w Walentynki zaproponowała feministka Eve Ensler, autorka „Monologów waginy”. Jak cieszy się „Metro” – „moblizowała świat, aby tańcząc przy piosence >Break The Chain< Teny Clark zaprotestował przeciwko przemocy wobec kobiet. Pyszny pomysł. A dlaczego by nie zaprotestować przeciw epoce lodowcowej skacząc na jednej nodze przy dźwiękach Snow Patrol?

Pismo-matka „Metra”, czyli jedyna w swoim rodzaju, oryginalna i niepowtarzalna „Wyborcza”, martwi się dziś na pierwszej stronie okrutnie. A czym? A losem Kościoła. „Rewolucji nie będzie” – już tytuł zasmuca, prawda? „Następca Benedykta XVI nie przyniesie dużych zmian w Kościele” rozpacza „GW”. Liczący się kandydaci na nowego papieża to niestety „wierni uczniowie Josepha Ratzingera”. Czas na jakiś międzynarodowy flash-mob protestacyjny – a gdyby tak miliony postępowych katolików pod egidą „Wyborczej” na całym świecie zatańczyło kaczuchy w rytm hitu „God Is A DJ?”.

W tej samej „Wyborczej” info o tym, że remont spapranego lotniska w Modlinie potrwa do grudnia. W „Gazecie Polskiej Codziennie” – info o tym, że chluba III RP, Stadion Narodowy, nie spełnia żadnych standardów przeciwpożarowych. W „Super Expressie” - że dreamlinery LOTU będą uziemione do listopada. W „Naszym Dzienniku” – że w rządowym programie budowy dróg i autostrad na lata 2014-2020 nie ma miejsca na kluczową inwestycję – Via Baltica. Zaczyna brakować gazet, żeby wyliczyć wszystkie sukcesy obecnej ekipy.

 0

Czytaj także