TygodnikJarosław Kaczyński o Lechu. Filmowa biografia prezydenta

Jarosław Kaczyński o Lechu. Filmowa biografia prezydenta

Jarosław Kaczyński o Lechu. Filmowa biografia prezydenta
Jarosław Kaczyński o Lechu. Filmowa biografia prezydenta
Dodano

Niezależnie od tego, jak bardzo jest to teraz zakłamywane, za jego czasów liczono się z nim. A co za tym idzie – liczono się z Polską. (…) Potrafił wymuszać na silniejszych korzystne dla nas decyzje – mówi o Lechu Kaczyńskim Jarosław Kaczyński w rozmowie na łamach tygodnika „Do Rzeczy”. W najnowszym numerze – premierowe DVD z biografią Lecha Kaczyńskiego i wspomnienia o nieżyjącym prezydencie.

Ponadto w najnowszym „Do Rzeczy”: krótka lista spraw do rozwiązania w Warszawie według Czesława Bieleckiego oraz na czym polega manipulacja w oskarżeniach Kościoła o pedofilię, co mówią wytyczne Kościoła o przypadkach pedofilii. Na łamach tygodnika także wywiad z Zygmuntem Solorzem-Żakiem o kulisach rozgrywek konkurencyjnych na rynku telekomunikacyjnym.

1. - Leszek miał naturę działacza państwowego, przedtem związkowego. Jednak był człowiekiem bardzo zainteresowanym polityką, choć bardziej też niż ja przywiązanym do tzw. zwykłego życia.(…) Zawsze podkreślał przywiązanie do uczelni i ludzi, z którymi tam pracował – mówi w wywiadzie dla „Do Rzeczy” Jarosław Kaczyński. Wspominając swojego brata, podkreśla jego zasługi dla odbudowy świadomości historycznej Polaków i dla uczynienia Polski krajem podmiotowym w Europie. Przypomina też, że Lech Kaczyński miał opinię w amerykańskich analizach, że jest niesterowalny, ale że potrafi tworzyć koalicje, czyli że trzeba się z nim liczyć. Potrafił to robić – wymuszać na silniejszych korzystne dla nas decyzje. Pokazał, że Polska ma wystarczający do tego potencjał. Że nie trzeba prowadzić polityki takiej, jaka dziś jest prowadzona. Pewnie za to zapłacił życiem, ale to pokazał – mówi Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Do Rzeczy”. Wywiad – w najnowszym wydaniu tygodnika.

2. - Lech Kaczyński był najlepszym, a jednocześnie najbardziej atakowanym prezydentem w krótkiej historii III RP. Jej dominujące środowiska, w obawie przed utratą swych uprzywilejowanych pozycji, urządziły na niego bezpardonową nagonkę – pisze z kolei Bronisław Wildstein. Publicysta podkreśla, że prezydentura była zwieńczeniem działalności Kaczyńskiego, który jeszcze przed wyborem na to stanowisko trwale zapisał się w historii naszego kraju. Jego droga życiowa charakteryzuje się spójnością i konsekwencją. Jego śmierć, mimo naszej fundamentalnej niewiedzy na temat tego, jak naprawdę przebiegała katastrofa w Smoleńsku i co było jej przyczyną, zamknęła życie Lecha Kaczyńskiego symboliczną klamrą, która nadaje mu wyjątkowo jednoznaczny przekaz. (…) Zginął tak, jak żył – poświęcając się służbie publicznej – pisze Wildstein.

3. Do najnowszego wydania tygodnika „Do Rzeczy” została dołączona płyta DVD z pierwszą częścią biograficznego filmu o Lechu Kaczyńskim pt.: „Niosła Go Polska”. To premiera tego filmu na DVD. Płyta z drugą częścią filmu trafi do kiosków za dwa tygodnie.

4. Na łamach „Do Rzeczy” także – referendum w Warszawie. Rządzą nami ignoranci, a potrzebujemy wizjonerów. Ktokolwiek będzie rządził Warszawą, choćby był komisarycznym prezydentem, musi myśleć, działać i rozmawiać z mieszkańcami inaczej niż Hanna Gronkiewicz-Waltz – pisze w tygodniku Czesław Bielecki. Podkreśla, że godzina „R” (referendum) obudziła ratusz. Tak jak za późnego Gierka urzędnicy ocknęli się z siedmioletniego snu i zaczęli biegać choćby z pustymi taczkami. Prezydent – próbując udowodnić, że jest kimś zupełnie innym, niż jest – zaczęła nawet chodzić po Warszawie. Premier Tusk przypomniał zaś sobie, że Warszawa jest stolicą i trzeba by skończyć choćby obwodnicę peryferyjną – pisze Bielecki. I wytyka, że z okien samolotu do Gdańska premier nie zauważył jednak, że przez 25 lat wolnej Polski nie skończono śródmiejskiego „ringu”, którego początkiem była Trasa Łazienkowska. Krótka lista spraw do rozwiązania w Warszawie – w nowym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.

5. W „Do Rzeczy” także komentarze do ostatnich wydarzeń w Kościele. Katolicy dali się zapędzić w kozi róg oskarżeniami o pedofilię w Kościele. To błąd, bo „grzechy” Kościoła są tu mniejsze niż tych, którzy oskarżają. Kilka dekad temu miliony ludzi w Europie wierzyły, że Żydzi są finansową mafią oszukującą „gojowską” resztę świata. Autorytety ze świata nauki i polityki przekonywały, że Rothschildowie i inni kradną, oszukują, wyzyskują. A ci biedni, w chałatach i z pejsami, są rozsadnikiem chorób. Podobny mechanizm działa w przypadku oskarżeń pod adresem Kościoła katolickiego – pisze Piotr Gursztyn. I dodaje, że mieszanka doniesień o nadużyciach Koscioła wsparta antyklerykalnymi tyradami celebrytów wszelkiej maści, daje podobny efekt. Manipulacja bazuje na dość powszechnych stereotypach, tak jak dekady temu opierała się na masowych uprzedzeniach antysemickich.

6. O tym, że problem jednak istnieje i jest związany nie tylko z przypadkami pedofilii wśród księży, ale także ze sposobem, w jaki są one traktowane przez władze kościelne pisze z kolei Jacek Dziedzina. W historii, która wydarzyła się niedawno w diecezji warszawsko-praskiej (gdzie proboszcz z Tarchomina, skazany w marcu na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata za „inne czynności seksualne” w stosunku do ministranta, przestał być proboszczem dopiero kilka dni temu), ważne są dwa pytania: czy archidiecezja na pewno trzymała się wytycznych, które od 2009 r. przyjął episkopat, oraz co z ofiarami „innych czynności seksualnych”. Czy otrzymały od Kościoła jakąś pomoc? Wytyczne mówią jasno, że przełożeni kościelni mają obowiązek „uniemożliwienia ewentualnej kontynuacji przestępstwa” – pisze Jacek Dziedzina. I dodaje, że wytyczne kładą też nacisk na właściwe traktowanie domniemanych lub faktycznych ofiar. Aneks do wytycznych wymienia formy pomocy duchowej i psychologicznej, jaką zobowiązany jest zapewnić biskup lub przełożony zakonny zarówno osobie poszkodowanej, jak i jej bliskim. Czy to zalecenie zastosowano w jakimkolwiek przypadku w Polsce?

7. Na łamach „Do Rzeczy” także Piotr Gabryel i Mariusz Staniszewski w rozmowie z Zygmuntem Solorzem-Żakiem, który skarży się, że urzędy utrudniają mu robienie interesów. T-Mobile i Orange próbują wspólnie zdominować rynek. Nie umieją konkurować z nami na zdrowych zasadach – szukają więc pomocy w urzędach. Żyjemy w kraju, który wyzwolił się z wpływów wschodnich, ale kompletnie zdominował nas kapitał płynący z Zachodu – mówi właściciel Polsatu i Polkomtela. Jego zdaniem, na rynku telekomunikacyjnym zachodnie firmy są hołubione i dostają preferencje. Przykład? Urząd Komunikacji Elektronicznej, który wkrótce ogłosi aukcję na nowe częstotliwości, traktuje T-Mobile i Orange jako osobne podmioty, mimo że z tych częstotliwości korzystają potem razem. Osobno będą mogły więc kupić większą liczbę częstotliwości niż my, a potem i tak je połączą. To oznacza, że ich przewaga nad Plusem jeszcze wzrośnie. To nie ma nic wspólnego z konkurencją – mówi Solorz-Żak. I dodaje: Wyobraża pan sobie, że UOKiK daje zgodę na połączenie TVN i Polsatu? Jaki byłby wówczas krzyk, że to wbrew konkurencji. A Orange i T-Mobile mogą. Przecież to nienormalne. Z konkurencją poradzimy sobie, jeśli będą równe warunki dla wszystkich.

Nowy numer „Do Rzeczy” w kioskach już w poniedziałek 7 października. Tygodnik jest również dostępny w AppleStore (iOS) oraz w GooglePlay (Android).

Czytaj także

 0

Czytaj także