Tygodniknr 35.: zmierzch teflonowego prezydenta

nr 35.: zmierzch teflonowego prezydenta

nr 35.: zmierzch teflonowego prezydenta
nr 35.: zmierzch teflonowego prezydenta
Dodano

Poroniony start inicjatywy Europa Plus pomimo wsparcia dominującego nurtu medialnego wskazuje, że rola Aleksandra Kwaśniewskiego jako znaczącej postaci życia publicznego się skończyła. Właściwie skończyła się ona wraz z upływem drugiej kadencji prezydenckiej. W najnowszym „Do Rzeczy” o politycznym zmierzchu byłego prezydenta pisze Bronisław Wildstein.

Ponadto w nowym „Do Rzeczy”: co dalej, panie prezesie, czyli gdzie jest dzisiaj największa partia opozycyjna, operacja „Rechot”, czyli po co podgrzano smoleńskie emocje, dlaczego warszawiacy sprawdzają panią prezydent, jak rodzice przedszkolaków gimnastykują się za złotówkę i jak wygląda biblioteka bez książek.

1. Aleksander Kwaśniewski już dawno przestał odgrywać w polityce rolę, jaką pełnił w latach 90. Właściwie przestał ją odgrywać wraz z upływem drugiej kadencji prezydenckiej, tylko mało kto zdawał sobie wówczas z tego sprawę. Pierwszym dowodem na to, że ten najpopularniejszy swego czasu polityk w Polsce nie stanowi już tej samej wartości co wcześniej, były wybory parlamentarne w 2007 r., a więc ledwie dwa lata po opuszczeniu przez niego prezydenckiego pałacu. To wówczas pod jego przywództwem powstała koalicja Lewica i Demokraci (LiD), która była spełnieniem marzeń twórców III RP, a przede wszystkim samego Kwaśniewskiego – przypomina Wildstein. I dodaje, że były prezydent, zepsuty popularnością i rozleniwiony pełnionym wcześniej urzędem, nie potrafił się wtedy zmobilizować choćby w części tak jak wtedy, gdy realnie walczył o władzę, czyli w 1995 r. „Podzwonne dla Barbie prezydenta” – w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.

2. Na łamach „Do Rzeczy” także o lewicy problemie z Kwaśniewskim i jego biografią. Dzisiaj źródłem wiedzy o rodzinie Kwaśniewskich są tabloidy, kolorowe czasopisma i plotkarskie portale. One się nimi interesują, inne media – tzw. poważne – zapominają o wpływowej kiedyś parze. Jeśli ktoś chce dzisiaj w Polsce sprawić dotkliwą przykrość osobie o zdecydowanie lewicowych poglądach, to powinien jej powiedzieć, że uważa Aleksandra Kwaśniewskiego za ucieleśnienie polskiej lewicy. Adresat – niezależnie od tego, czy będzie to działacz SLD, czy lewicowy publicysta, czy zwykły wyborca – zareaguje gwałtowną niechęcią. Polska lewica A.D. 2013 szczerze nienawidzi Aleksandra Kwaśniewskiego, jeszcze bardziej Jolanty, a nawet niewinnej córki Oli. Kwaśniewscy nie kojarzą się już z błyskotliwymi sukcesami lewicy i z czasami jej potęgi. W nich przeciętny lewicowiec widzi źródło upadku swojej formacji. „Lewicowi pseudomonarchowie” – w najnowszym wydaniu „Do Rzeczy”.

3. Seria zwycięstw w lokalnych wyborach od Elbląga do Podkarpacia pomogła Jarosławowi Kaczyńskiemu pozbyć się piętna wiecznego przegranego. Sondaże wskazują przewagę PiS. Na jakim etapie znajduje się dziś główna partia opozycyjna? Największym osiągnięciem były zwycięstwa w Rybniku i Elblągu. W pierwszym przypadku Jarosław Kaczyński i jego partia pozbyli się dorobionej im gęby wrogów śląskości. Równie ważna dla PiS była wygrana w Elblągu – mieście, które wydawało się być na wieki wieków własnością Platformy. Nawet wygrana na Podkarpaciu nie była taką oczywistością, bo w Rzeszowie od 2002 r. rządzi lewicowy prezydent miasta. Jednak wszystkie te lokalne sukcesy już były. Ostatnio zaś znów doszło do serii kiksów. Jarosław Kaczyński musi teraz zaproponować wyborcom prawicy coś w miejsce programu IV RP. Bo jeżeli PiS będzie partią taką jak inne w banalnych grach o stołki, to tożsamościowi wyborcy odwrócą się plecami od kolejnej partii „ciepłej wody w kranie”. Jak jednak pogodzić wyrazistość z odejściem od programu „wszystko albo nic”? Co dalej, panie prezesie – pisze w najnowszym „Do Rzeczy” Piotr Semka.

4. A Rafał Ziemkiewicz zauważa, że ponowne rozgrzanie w minionym tygodniu emocji smoleńskich nie było przypadkiem ani reakcją na dziennikarską publikację. To kolejny − po prowokacji z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu – modelowy przykład polityczno-medialnej operacji zarządzania masowymi emocjami. Tak się toczy walka o władzę w epoce mediów społecznościowych i „chmury” informacyjnej. Chodziło o to, aby uderzyć komisję Macierewicza tak boleśnie, by musiała w odpowiedzi wystąpić przed PiS-owski szereg. Żeby Smoleńsk, trotyl, wybuchy i kłamstwa o pijanym generale znowu znalazły się w centrum debaty publicznej jako pole zajadłej wojny, żeby wypełniły wszystkie dzienniki, łamy, całodobowe telewizje i radia, żeby wyparły inne tematy z forów internetowych, tweetów, postów etc. Czy operacja „Rechot” przyniesie zamierzony skutek? Czy smoleńskie emocje uda się odgrzać na tyle, by przysłoniły służbę zdrowia, przedszkola, OFE, wszystkie w ogóle sprawy i cofnęły czas − a przede wszystkim sondaże − o rok? Czy macherzy rządowego PR trafili, czy przestrzelili, zobaczymy za kilka tygodni – pisze Ziemkiewicz najnowszym „Do Rzeczy”.

5. W „Do Rzeczy” także rozmowa o Warszawie. Co przesądziło o tym, że warszawiacy tak otwarcie zbuntowali się przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz? – pyta Mariusz Staniszewski, a odpowiada mu Czesław Bielecki, który podkreśla, że to nie warszawiacy, ale ich część. Jednak ważniejsze jest to, że ludzie zdali sobie sprawę z faktu, iż nie wystarczy, by zgadzały się słupki przychodów i wydatków, które prezydent sprawnie księguje. Obywatele (…) zaczynają domagać się od rządzących skuteczności, której żąda od nich każdy pracodawca. Nie przez przypadek podczas poprzedniej kampanii wyborczej stukałem się w zegarek i przypominałem, że czas jest pieniądzem polityki – mówi Bielecki. I dodaje, że jeśli mamy miasto, którego budżet roczny przekracza 12 mld zł, to nie może być tak, że gdy pojawia się problem za 2 mln, staje się on nierozwiązywalny. Rozmowa z Czesławem Bieleckim – w nowym „Do Rzeczy”.

6. Na łamach „Do Rzeczy” także o problemie, z którym próbuje poradzić sobie tysiące rodziców. W wielu przedszkolach zabrakło w tym roku rytmiki, baletu czy angielskiego. Rząd zdecydował, że rodzice nie mogą płacić za takie zajęcia więcej niż złotówkę za godzinę. Rodzice, nauczyciele i dyrektorzy zastanawiają się, jak ominąć przepisy. Kombinują, by dalej móc płacić za te zajęcia, których przedszkole nie zapewnia. W niektórych placówkach rodzice wpłacają darowizny, a nie płacą bezpośrednio za zajęcia, w innych bez pośrednictwa przedszkola podpisują umowy z firmami zewnętrznymi, które do tej pory prowadziły zajęcia. W jeszcze innych placówkach zajęcia odbywają się po godzinach pracy przedszkola, bo na to urzędnicy MEN zezwalają. Szefowa MEN spotkała się z przeciwnikami przepisu, ale nie zamierza nic zmieniać. Jak wyglądają przedszkolne tańce za złotówkę – w najnowszym „Do Rzeczy”.

7. W „Do Rzeczy” również o bibliotece bez książek. W Teksasie powstała właśnie czytelnia przyszłości, w której nie ma ani jednej papierowej książki. Zamiast przepastnych regałów obłożonych starymi i nowymi książkami stoją tam długie rzędy biurek z komputerami, laptopami oraz e-czytnikami. Na miejscu do dyspozycji czytelników jest 48 iMaców, 10 macbooków oraz 40 iPadów. Czytelnicy mają do dyspozycji 10 tys. cyfrowych tytułów (e-booków) oraz audiobooków. Mają też dostęp do 700 bibliotek publicznych i uniwersyteckich. Cyfrowe książki mogą poczytać na miejscu lub wziąć je ze sobą do domu. Wystarczy zainstalować na prywatnym tablecie specjalną aplikację i zalogować się do systemu BiblioTech przy użyciu numeru swojej karty bibliotecznej. Wypożyczona e-książka jest dostępna przez dwa tygodnie, a potem automatycznie wraca na wirtualny biblioteczny regał. Czy to koniec tradycyjnych bibliotek… ?

Nowy numer „Do Rzeczy” w kioskach już w poniedziałek 23 września. Tygodnik jest również dostępny w AppleStore (iOS) oraz w GooglePlay (Android).

Do części nakładu nowego numeru „Do Rzeczy” została dołączona książka „Obłęd 1944 czy 2013?”, w której zebrane są teksty publikowane na łamach „Do Rzeczy” w ramach dyskusji o książce Piotra Zychowicza „Obłęd 1944”. Wydanie z książką kosztuje 14,90 zł i będzie w sprzedaży do 6 października.

Czytaj także

 0

Czytaj także