TygodnikRząd zaciąga długi pod zastaw długów

Rząd zaciąga długi pod zastaw długów

Dodano

Wyobraźnią nie grzeszę. Na szczęście mam rząd, który widzi za mnie. Doprawdy trzeba mieć inny kąt nachylenia, żeby krajowi, który niedawno nazwało się zieloną wyspą wróżyć teraz katastrofę, bo nie chce porzucić enklawy wzrostu na rzecz strefy recesji, nazywanej euro. Ci, którzy do niej ostatnio wstąpili, mają dziś wątpliwości, a ci, którzy nie wstąpili, jak Wielka Brytania czy Szwecja, mają już tylko pewność. Podobnie zresztą jak kilka milinów Polaków, z których 60 proc nie pali się do euro. Widać wszystkim brakuje wyobraźni. A niewiele potrzeba. Wystarczy pomyśleć – po co się bać tego, co nieuniknione. Skoro podpisaliśmy traktat o wejściu do UE, to zgodziliśmy się na euro. Wcześniej czy później nas dotknie - jak starość, podatki, różyczka.

Do tego sprowadzało się wystąpienie premiera, który zażyczył sobie publicznej debaty nad przystąpieniem do strefy, ale do granic referendum. Słowo, które przez 2500 lat funkcjonowało jako synonim demokracji, 7 lat temu, po porażce referendalnej we Francji, sięgnęło bruku. Referendum to dziś populizm, tania propaganda. Elity obdarzone wyobraźnią – podkpiwają, że jak tu pytać ludzi, czy wolą jechać mercedesem czy małym fiatem. My, ludzie bez wyobraźni zaproponowalibyśmy pewnie bardziej przyziemne pytanie np. – za jakim modelem stowarzyszenia z UE się opowiadasz Szwedzko-Brytyjskim, czy Niemiecko-Hiszpańskim. I to byłby populizm, bo tak postawiony problem nie ogarnia odległego horyzontu filozoficzno-politycznego. Czegoś, na co mi już umysłu nie staje. Ja dostrzegam tylko wymierne korzyści. Ale rządowa wyobraźnia, jak już ustaliśmy, sięga dalej.

Ostatnio sięgnęła po 400 mln zł na ratowanie polskich linii lotniczych LOT. W sumie dotacje mają przekroczyć 1,5 mld zł. 40 złotych każdy Polak, mały i duży zapłaci za to, żeby na naszym niebem latały jedne z gorzej zarządzanych linii lotniczych, ale za to z narodowymi barwami. Nie wiem, czy tak jak w wypadku strefy euro, rząd miał jakieś widzenie. Okropności, jakie działyby się na naszym niebie, gdyby samoloty przemalowano w inne barwy i lot do Wrocławia był w cenie lotu do Londynu a nie do Nowego Jorku, jak dziś, są trudne do wyobrażenia. Bo minister skarby Budzanowski ani myślał słuchać vox populi, czy choćby rozsądku. Bo trudno za głos rozsądku uznać zapewnienie rady nadzorczej, że się zrestrukturyzuje. Skoro nie udało się to dziesięciu kolejnym prezesom i ze dwunastu kolejnym planom restrukturyzacji i nawet Dreamlinerom, to dlaczego teraz mielibyśmy niby bezpiecznie wylądować. Są w Polsce takie spółki, LOT, czy PKP Cargo, które są w stanie wiecznego przygotowania do prywatyzacji. I im bardziej się prywatyzują tym coraz bardziej stają się państwowe dzięki kolejnym dotacjom na prywatyzacje. A są w świecie takie spółki jak węgierski Malev, które raz zbankrutowały, zostały zastąpione przez inne linie lotnicze i nikt już nie musi do niczego dopłacać.

Ale co tam miliard w tę czy w tamtą, skoro do rozdania ma się 800 mld. Rząd ich co prawda jeszcze nie ma, ale sobie wyobraża, że jak skonsoliduje wszystko co ma, w tym bankrutujący LOT, TVP, PKP, Polimex, do którego, jak się okazuje, też musi dopłacić miliard, to je zdobędzie. Bo przecież jeśli skonsoliduje wszystkie długi i należności, to mona się pod nie nieźle zadłużyć. Ja wiem, że dla nas, dumnych płatników kredytów mieszkaniowych to nie ma większego sensu, ale też nie za wyobraźnie nam płacą, tylko spłacanie marzeń polityków w kolejnych dziesięcioleciach.

 0

Czytaj także