TygodnikKonserwatyści, brunatna fala i zdrowy rozsądek

Konserwatyści, brunatna fala i zdrowy rozsądek

Konserwatyści, brunatna fala i zdrowy rozsądek
Konserwatyści, brunatna fala i zdrowy rozsądek
Dodano
Przy okazji walki z ekstremizmem prawicowym chce się w Polsce zdezawuować antykomunizm. Jeśli prokurator uznaje, że hasło- Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę- jest wzywaniem do czynnej przemocy, to żadnego frontu porozumienia w walce z prawdziwym ekstremizmem nie  będzie- pisze Piotr Semka w najnowszym wydaniu Do Rzeczy.

„Gazeta Wyborcza”, a w ślad za nią wiele innych mediów, wrzuca do jednego worka bardzo różne grupy. Od kibiców demonstrujących swoje patriotyczne poglądy, przez ugrupowania Ruchu Narodowego, wreszcie do bandytów atakujących mieszkania imigrantów. Sprawa pytania, kto jest ekstremistą, a kto kimś korzystającym z demokratycznego prawa do demonstracji poglądów, staje się o tyle istotna, że zarówno demonstranci „antybaumanowscy”, jak i na przykład antypalikotowi znajdują się już pod lupą organów ścigania. Policja wzywa na przesłuchania uczestników demonstracji przeciwko Januszowi Palikotowi, która nie wyszła poza zdarzające się dotychczas sytuacje demonstracji kontestujących polityków. Nie było tam użycia siły, nie było agresji. Samo skandowanie haseł, nawet przerywające polityczne spotkanie, uważane było do tej pory za coś, co się w demokracji zdarza, choć ociera się o granice tego co akceptowalne w polityce.

Lewica w poprzednich latach wielokrotnie zakłócała w ten sposób wykłady polityków i publicystów prawicy.

Zadajmy więc pytanie: Czy policja ma jakieś zasady, według których wie, kogo uznawać za ekstremistę i jakie są granice zachowań, które zdarzają się w demokracji, ale nie można ich zdefiniować jako przestępstwo?

Czy bardziej pobłażliwie traktowane są ekscesy lewicy niż prawicy? Co jest wyznacznikiem ostrości akcji – ogolona głowa i kibolski szalik czy na przykład symbol sierpa i młota? (...)

Lewicowe media zdumiewają się, że ktoś może bronić grupy młodzieży, która zakłóciła wykład Baumana. Jednak akcja przeciwko gościowi Uniwersytetu Wrocławskiego przypomniała, jak bardzo przyzwyczajono nas wszystkich do faktu, że były stalinowiec, który nie wstydzi się swojej służby w komunistycznym Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, może uchodzić za autorytet bez choćby minimalnego wyrażenia skruchy za swój udział w powojennej walce z niepodległościowym podziemiem. To dlatego wielu publicystów prawicy z satysfakcją obserwowało nalot narodowców i kibiców Śląska Wrocław na Uniwersytet Wrocławski. Prawica ma też prawo do zniecierpliwienia z racji kolejnej kampanii pod nazwą: „Faszyzm stuka do drzwi”.

Obóz liberalny formułuje tego typu oskarżenia zbyt często i używa słowa „faszyzm” jako pałki od wielu lat. Kiedyś w roli faszystów i antysemitów występowali tak różni ludzie jak Ryszard Legutko i Cezary Michalski. Dzisiaj dla odmiany Stefan Bratkowski nie widzi większej różnicy pod względem zagrożenia faszyzmem między Prawem i Sprawiedliwością a grupami neonazistowskiej subkultury, która zbiera hitlerowskie bagnety i w swoim kręgu „heiluje”. Na dodatek lewica nie może się powstrzymać przed tworzeniem efektownego związku przyczynowo-skutkowego: „To wskutek stworzenia przyzwolenia dla prawicowego radykalizmu, jaki wytworzył PiS, wytworzył się klimat, w którym wyrasta faszyzm”. Przypomina się stara bajka o pastuszku, który dla żartu krzyczał, że jego stado napadają wilki, aż nastąpiło absolutne zobojętnienie na jego wrzaski.

W klasycznych demokracjach politycy wiedzą, że naprawdę groźne zjawiska trzeba wyłączyć z bieżących sporów politycznych właśnie po to, aby utworzyć jak najszerszy front walki z daną patologią. Nasi lewicowcy chcieliby wskazywać na zagrożenia prawdziwą przemocą wobec imigrantów czy społeczności romskiej i przy okazji wypalić na czole Jarosława Kaczyńskiego piętno kogoś, kto odpowiada za każdy akt fizycznej przemocy skierowanej w homoseksualistów czy osoby o ciemnym kolorze skóry. Jeśli prawica źle reaguje na zapowiedzi, aby stworzyć grupę prokuratorów, którzy zajmowaliby się walką z ekstremizmem o charakterze neonazistowskim, to dlatego, że narasta podejrzenie, iż „rozgrzani” prokuratorzy zaczną ścigać choćby uczestników demonstracji przeciwko gen. Jaruzelskiemu. Dlaczego nie mają się pojawiać takie obawy, skoro szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz głosi:

„Ruchy ultranacjonalistyczne są w pewnym sensie dziećmi polskiej prawicy, która otworzyła drzwi do tego rodzaju ruchów i za każdym razem usprawiedliwia i wynosi pod niebiosa tego rodzaju pseudopatriotyzm”.

Ciekawe słowa. A kogo minister Sienkiewicz uważa za prawicę? Może samego siebie, skoro wywodzi się z kręgu krakowskich konserwatystów? A może szef MSW wykazuje takie antyprawicowe zacietrzewienie, że może przyjdzie mu ochota prowokować incydenty na potrzeby kampanii PO w latach 2014 i 2015? (...)

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 29/2013
Cały artykuł dostępny jest w 29/2013 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także