Biedni filmowcy patrzą na „Wołyń”

Biedni filmowcy patrzą na „Wołyń”

Dodano:   /  Zmieniono: 
kadr z filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego
kadr z filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego
Irytacja salonów kulturalnych III RP wywołana premierą „Wołynia” nie powinna dziwić. Taki to salon – niezdolny do refleksji nad polską historią

Jak to możliwe, że tak długo trzeba było czekać na taki film jak „Wołyń”? – zastanawiają się niektórzy. To niewłaściwie postawione pytanie. Powinniśmy raczej pytać: Jak to możliwe, że w ogóle powstał? Jeśli chodzi o próby uczciwego mierzenia się z polską historią, z polskimi traumami,
to twórcy współczesnego polskiego kina są bardziej tchórzliwi od swoich poprzedników z PRL. Na swoją obronę mają kilka dyżurnych wymówek, które brzmią z roku na rok bardziej słabo. (...)

Chociaż kwota ta jak na świat show-biznesu jest żenująco skromna (10 mln zł to niespełna 3 mln dol. – sam pilot telewizyjnego serialu „Zakazane imperium” HBO kosztował… 18 mln dol.), to oglądamy prawdziwy film, a nie teatr telewizji czy etiudę na cztery ręce udającą
produkcję kinową. Taki już los mniejszych kinematografii, że pomysłowością i talentem trzeba nadrabiać budżetowe braki. Pod tym względem „Wołyń” wstydu nie przynosi. Można? Można. Tylko trzeba chcieć. 

Z jakichś powodów polscy reżyserzy nie chcą. (...)

Cały artykuł dostępny jest w 42/2016 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Piotr Gociek
 0