TygodnikW kolejce do tronu

W kolejce do tronu

W kolejce do tronu
W kolejce do tronu
Dodano
Królewskie dziecko jeszcze przed przyjściem na świat przyniosło brytyjskiej gospodarce setki milionów funtów

Sikorsky S-76c. Rozwijający prędkość niemal 300 km/godz. prywatny śmigłowiec przez kilkanaście dni stał w gotowości, aby jak najszybciej zabrać 31-letniego księcia Williama, służącego w bazie wojskowej w Anglesey w północno-zachodniej części Walii, do londyńskiego Szpitala św. Marii, gdzie królewskiego potomka miała urodzić księżna Kate. Na wypadek złej pogody przygotowano też warianty awaryjne: rajd range roverem należącym do królewskiej ochrony lub podróż pociągiem. Nawet najbardziej renomowane media, jak np. „The Times”, skrupulatnie wyliczały, ile czasu zdeterminowanemu księciu zajęłoby dotarcie do szpitala motocyklem, a ile innymi środkami lokomocji.

Obecność księcia podczas porodu ma być dowodem na to, że nawet w rodzinie królewskiej mężczyźni stają się coraz bardziej nowocześni. – William obiecał Kate, że będzie przy niej, i poruszy niebo oraz ziemię, by tej obietnicy dotrzymać – mówili informatorzy z królewskich sfer, podkreślając, że William chce uniknąć błędów swego własnego ojca. – Jest gotowy na bezsenne noce i na pomaganie przy pieluchach – donosił „Daily Mirror”, zauważając, że książę Karol „nigdy żadnej nie zmienił”.

Książę w pieluchach

To radykalna zmiana podejścia do małżeńskich obowiązków. Gdy pod koniec lat 40. królowa Elżbieta II rodziła księcia Karola, jej małżonek spokojnie grał sobie w squasha. Wcześniej od XVII do początku XX w. (dokładnie do roku 1936) podczas porodów dzieci z rodziny królewskiej obecny był nie ojciec, lecz... rządowy minister. Jego zadaniem było pilnowanie, czy przypadkiem dziecko po porodzie nie zostało zamienione (gdy rodziła Maria z Modeny, asystowało jej wielu różnych urzędników, po dworze krążyły bowiem plotki, że tak naprawdę nie jest ona w ciąży, a dziecko zostanie podrzucone). Obecna szefowa resortu spraw wewnętrznych Theresa May zapowiedziała jednak publicznie, że przy porodzie potomka Kate i Williama być nie zamierza.

To niejedyna zmiana. Fakt, że poród królewskiego dziecka zaplanowano w szpitalu, to kolejne odstępstwo od wielowiekowej tradycji. Porody następców brytyjskiego tronu tradycyjnie odbywały się bowiem w jednej z królewskich posiadłości – książę Karol przyszedł na świat w pałacu Buckingham, a królowa Elżbieta II – w londyńskim domu przy Bruton Street 17 (w 1926 r. jeszcze nikt nie spodziewał się, że kiedykolwiek zasiądzie ona na brytyjskim tronie). Ze zwyczajem pałacowych porodów zerwała dopiero księżna Diana, gdy urodziła w szpitalu księcia Williama (w czerwcu 1982 r.) oraz księcia Henryka (we wrześniu 1984 r.).

Na londyński Szpital św. Marii od kilkunastu dni (zgodnie z podanym mediom terminem dziecko Williama i Kate miało przyjść na świat 13 lipca) zwrócone były oczy nie tylko milionów Brytyjczyków, ale także tysięcy dziennikarzy, a także milionów fanów monarchii z całego świata. Na sygnał o narodzinach czekały też m.in. władze kanadyjskiego Parku Narodowego Niagara, gotowe oświetlić wodospad na różowo lub niebiesko – w zależności od tego, czy na świat przyjdzie dziewczynka, czy chłopiec. W gotowości byli też lekarze Szpitala Royal Berkshire, znajdującego się w pobliżu domu rodziców Kate, w którym spędzała ostatnie tygodnie przed porodem.

Chociaż księżna Kate zaplanowała, że urodzi naturalnie, to do szybkiego porodu zachęcała ją osobiście 87-letnia królowa Elżbieta II – argumentując, że w tym tygodniu chciałaby się już wybrać na wakacje. Kiedy zamykaliśmy to wydanie „Do Rzeczy”, wiadomości o narodzinach królewskiego potomka jeszcze publicznie nie podano. Informacji spodziewano się jednak w każdej chwili. Zgodnie ze starym zwyczajem najpierw o narodzinach informowana jest królowa (biografowie dworu wątpią, aby w przypadku, gdy maluch narodzi się w środku nocy, ktokolwiek śmiał ją obudzić), a następnie m.in. premier David Cameron oraz przedstawiciele państw tworzących Brytyjską Wspólnotę Narodów. Zanim o konkretach dowiedzą się media, może więc minąć wiele godzin.

Niewiadomych było całe mnóstwo. Tłum wścibskich reporterów koczujących pod szpitalem nie znał nawet płci dziecka, bo Kate i William zdecydowali, że nie chcą jej poznać przed narodzinami. Zgodnie z nowym prawem niezależnie od tego, czy na świat przyjdzie chłopiec – byłby to pierwszy prawnuk królowej Elżbiety II – czy też dziewczynka (trzecia prawnuczka), „Baby Cambridge” będzie trzecie w kolejce do tronu, za swoim dziadkiem (księciem Karolem) oraz ojcem (księciem Williamem).

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 26/2013
Cały artykuł dostępny jest w 26/2013 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także