TygodnikKaźń polskich dzieci. Żyły jak niewolnicy, po śmierci nie miały nawet prawa do pogrzebu

Kaźń polskich dzieci. Żyły jak niewolnicy, po śmierci nie miały nawet prawa do pogrzebu

Polskie dzieci, którze przeżyły sowiecką deportację i zesłanie, Pahlevi, Persja, 1942 r.
Polskie dzieci, którze przeżyły sowiecką deportację i zesłanie, Pahlevi, Persja, 1942 r. / Źródło: Ośrodek Karta
Dodano 33
Na nieludzkiej ziemi ginęły z głodu, zimna, chorób, poniewierki oraz niewolniczej pracy ponad siły

W pierwszej scenie III części „Dziadów” Adama Mickiewicza jeden z bohaterów utworu Jan Sobolewski opowiada filaretom zebranym w celi zamienionego na więzienie wileńskiego klasztoru Bazylianów o wywózce na Syberię grupy polskiej młodzieży ze Żmudzi: „Widziałem ich… Za każdym z bagnetem szły warty… / Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci, / Z golonemi głowami – na nogach okuci… / Biedne chłopcy! – Najmłodszy, dziesięć lat niebożę, / Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może. / I pokazywał nogę skrwawioną i nagą. / Policmajster przejeżdża, pyta, czego żądał; / Policmajster człek ludzki, sam łańcuch oglądał: / »Dziesięć funtów, zgadza się z przepisaną wagą«”.

Nie mógł wiedzieć wielki polski poeta, że opisane przezeń represje władz carskiej Rosji wobec młodzieży marzącej o niepodległej Rzeczypospolitej – wziąwszy pod uwagę nawet cały wiek XIX – to zaledwie epizod w stosunku do tego, co spotka polskie dzieci w latach 1939–1941, w czasie trwającej niespełna półtora roku okupacji sowieckiej ziem wschodnich Rzeczypospolitej.

Nocą 1940 r.

„Nas zabrali z Polsko do Rosyji za to, ze Tatuś był dobrym Polakiem”; „Wywiezieni zostaliśmy za to, że byliśmy Polakami” – czytamy w relacjach polskich dzieci, zamieszczonych w zbiorze świadectw »W czterdziestym nas, Matko, na Sybir zesłali«. Polska a Rosja 1939–1942” (wybór i oprac. Jan Tomasz Gross, Irena Grudzińska-Gross, Warszawa 1990 – dalsze cytaty, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą z tego zbioru). W tych dziecięcych słowach zawierają się przyczyny sowieckich prześladowań. Powodem wywiezienia w głąb Związku Sowieckiego była bowiem z reguły przedwojenna aktywność społeczna ich rodziców – publicznie okazywany patriotyzm i przywiązanie do Polski, zasługi dla rozwoju ziem wschodnich Rzeczypospolitej, praca na rzecz państwa polskiego, chociażby było to tylko rzetelne wypełnianie codziennych obowiązków. W przypadku ojców o wywózce przesądzał zwykle udział w walkach o niepodległość Polski i wojnie polsko-bolszewickiej lat 1919 i 1920.

W nocy z 9 na 10 lutego 1940 r. do drzwi wielu domów we wschodnich województwach Rzeczypospolitej, od kilku miesięcy okupowanych przez ZSRS, załomotali kolbami NKWD-ziści. Sterroryzowani mieszkańcy musieli szybko spakować najpotrzebniejsze rzeczy i opuścić swoje domy. „W nocy, 10 lutego, obudziłam się z okropnego snu. Śniło mi się, że pali się nasz dom. Zbudziło nas łomotanie do drzwi i okien. Do domu weszło dwóch umundurowanych i uzbrojonych mężczyzn oraz kilku cywilów. Przed domem stały dwie pary sań. Kazano nam się szybko ubierać i razem stanąć, ponieważ chcą z nami porozmawiać. Odczytano nam skład naszej rodziny, pomijając jednak mnie. Ponieważ ojca nie było, powiedzieli, że go znajdą i do nas dołączą. Wtedy przeczytano nam wyrok – »przesiedlamy was do innej obłasti jako politycznie szkodliwy element«. Były to sakramentalne słowa, wypowiadane przez NKWD chyba wszystkim rodzinom wywożonym wtedy na Sybir” – wspominała Jadwiga Pytlarz z domu Bortnik. Całą rodzinę deportowano tylko dlatego, że ojciec był leśniczym (cyt. za: Daniel Boćkowski, „Jak pisklęta z gniazd. Dzieci polskie w ZSRR w okresie II wojny światowej”, Warszawa–Wrocław 1995).

Czytaj także:
Bez butów do Andersa

Zamarznięte łzy

W tę zimową noc 1940 r. zabrane z domów rodziny pędzono do najbliższej stacji kolejowej, gdzie czekały już wagony towarowe.Podróż na Wschód przebiegała w nieludzkich warunkach. „Okazało się, że jest nas jak śledzi w beczce. Małe dzieci, zaduch, płacz, odór niesamowity, bo przecież dzieci się moczyły, brudziły. U nas też była mała siostrzyczka, która miała roczek. Co mógł pomóc nocnik, skoro nie można było niczego wyprać” – wspominała w książce „Jak pisklęta z gniazd”.. Helena Gałęziewska-Stefanowska, córka polskiego policjanta zgładzonego przez NKWD w Miednoje. Fatalne warunki sanitarne powodowały, że dzieci od pierwszych dni chorowały, co przy braku opieki lekarskiej często prowadziło do śmierci. Dzieci, zwłaszcza najmłodsze, ginęły także od zimna, gdyż wagony były bardzo źle ogrzewane. Kiedy po trwającej miesiąc podróży transport Polaków deportowanych z województwa lwowskiego zatrzymał się w Kotłasie, z pociągu wynoszono martwe maluchy w wieku od dwóch do czterech lat z zamarzniętymi łzami na policzkach (relacja Romana O., chłopca z powiatu sokalskiego).

W czasie transportu dzieci po raz pierwszy doświadczyły też głodu, który miał im już nieustannie towarzyszyć w sowieckiej Rosji. Racje żywnościowe, które otrzymywały, sprowadzały się zwykle do źle wypieczonego, gliniastego chleba, w niczym nieprzypominającego pachnących bochenków – smaku dzieciństwa i oddalającej się z każdym dniem Polski. Dodatkową torturą było racjonowanie wody, którą przeważnie w ilości jednego wiadra lub dwóch dziennie przeznaczano na wagon. „Pragnienie było ogromne. Wody nie dawali. Na stacji sami musieliśmy iść z konwojentem do zanieczyszczonej najczęściej studni i to jedno wiadro na wagon na cały dzień. Brak wody spowodował brud. Zaczęli ludzie chorować” (Stanisław K. z nieświeskiego). Kiedy w transporcie z powiatu szczuczyńskiego (w województwie białostockim) nieznany mężczyzna chciał swojemu choremu dziecku zagotować trochę wody, został zatłuczony przez sowieckiego strażnika kolbą karabinu, o czym wiemy z relacji innego dziecka, z przerażeniem obserwującego tę zbrodnię.

Spośród wywożonych dzieci najbardziej narażone na śmierć były noworodki. Nieznana ich liczba zmarła w czasie transportów lub krótko po przybyciu na miejsce. W rodzinie Józefy i Jana Garkutów wywiezionej pod Archangielsk „wskutek złego odżywiania matka straciła pokarm jeszcze w czasie podróży. Na posiołku brakowało czegokolwiek, czym można by odżywiać niemowlę, a na kaszę owsianą było zbyt małe. Brakowało też smoczka, przez który podaje się dziecku pokarm. Karmiono więc niemowlę smoczkiem zrobionym ze szmaty, a zamiast mleka podawano cukier rozpuszczony w wodzie. [...] Dziecko zamiast się rozwijać, gasło z każdym dniem. Jak długo może żyć niemowlę odżywiane tylko cukrem i wodą? Umarło z głodu” (cyt. za: „Polskie dzieci na tułaczych szlakach 1939–1950”, red. Janusz Wróbel, Joanna Żelazko, Warszawa 2008).

Po lutowej wywózce okupacyjne władze sowieckie przeprowadziły jeszcze trzy deportacje – ostatnią w przededniu wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej.

Wszechobecny głód

Na miejscu zesłania dzieci powyżej 12. roku życia zmuszano do niewolniczej pracy przy wyrębie lasu lub na roli. Straszliwszy od niewolniczej pracy był jednak głód. „Chleba nigdy nam nie starczało i ja zawsze chodziłem głodny, a na wiosnę zbierałem trawę, mamusia brała i krajała i soliła i my tę trawę jedli” – pisał dziewięcioletni Edward K. z powiatu rudeckiego.


Heroiczna walka rodziców i dzieci o przetrwanie nie mogła jednak powstrzymać głodu ani towarzyszących mu chorób, na czele z tyfusem i szkorbutem (cyngą). Śmierć zaczęła zbierać swoje żniwo. „Byłam nawet sama i to po raz pierwszy w życiu przy śmierci małej, około pięcioletniej dziewczynki. W obozie panowała głucha i czarna noc – w pokoju, gdzie leżała jeszcze ciężko chora Władzia, świeciła się bladym płomieniem lampa. Jęk jej matki pchnął mię do jej pokoju. Weszłam. Na białym łóżeczku leżała bladziutka jak kościelne obrusy mała Władzia. Oczka miała otwarte. Matka jej i starsza siostrzyczka Stasia klęczały prawie nieprzytomne przy jej łóżeczku. Gromnica coraz częściej przygasała, światło gromnicy skąpo padało na przyśmiertną Władzię. »Władeczko!« – jęknęła matka. – »Cicho!« – jak echo, ostatnim tchnieniem odpowiedziała najdroższa istotka matce. Gromnica zgasła. Słodki uśmiech przebłysł po raz ostatni po twarzy dziecka. Szelest anielskich skrzydeł zakłócił spokój. Matka była nieprzytomna. Władzia poszła z aniołem, a matkę pozostawiła w tajdze sybirskiej” – pisała w swoim pamiętniku Wanda Barbara Bik (cyt. za: „Polskie dzieci na tułaczych szlakach 1939–1950”). A Edward Wacław Hermach, syn oficera WP zamordowanego w Katyniu, który w komunistycznym „raju” omal nie zmarł z głodu, wspominał po wielu latach – już jako starszy człowiek – że nigdy nie zapomni żydowskiej dziewczyny, tak osłabionej głodem, że klęczała na ziemi, usiłując jeść trawę. Wkrótce umarła.

Niemal wszystkie dzieci, które przeżyły, były świadkami śmierci dziadków, rodziców, rodzeństwa. „Ludzie marli z głodu i wycięczenia. Dnia pewnego zachorował mój tatuś, brat i siostra. Teraz ja sam musiałem chodzić do roboty, by zapracować na całą rodzinę i moja biedna porcja chleba musiała starczyć dla wszystkich. Mieliśmy trochę odzierzy, którą sprzedaliśmy na chleb, by nakarmić chorego tatusia, brata i siostrę. Niestety nic nie pomogło, gdyż brat i siostra zmarli” (Ewaryst N. z poznańskiego); „umarł mi w Rosji tatuś i siostra. Tatuś spuchł cały, bo nie mieliśmy za co kupić jedzenia” (Marian J. z przemyskiego); „miałem siostrę Stanisławę, która mia[ła] półtora roku. Było to dziecko, jak wiadomo, dla dziecka poczeba innego wyżywienie, nie takie jak dla człowieka dorosłego. Ta siostra jedząc chleb i pijąc wodę z rzeki, zachorowała i umarła. Nasza rodzina składał się z sześciu osób, a teraz jestem ty[lko] ja i siostra. 10cio letnia” (Franciszek N. z powiatu sarneńskiego).

Czytaj także:
„Ruskie jadą!”. Największa zbrodnia na Polakach po II wojnie światowej

Z relacji dzieci wiadomo, że sowieccy nadzorcy nie potrafili nawet uszanować uświęconego prawa do uroczystego pochowania najmłodszych – na ile oczywiście było to możliwe w warunkach sowieckich. Kiedy zimą 1940 r. wśród Polaków z województwa nowogródzkiego zmarło dziecko, „na pogrzeb sprawiliśmy polskim zwyczajem pochód pogrzebowy [...]. Gdy ujrzeli bolszewicy pochód, więc z leworwerami przyszli, aby rozpędzić. Jednak kobiety nie ustępowały, patrząc na bluźnierstwa bolszewików, szły dalej. Wtenczas bolszewicki milicjant nazwiskiem Koszelew wskoczył na trumnę, porozpychał kobiety, odebrał krzyż i podeptał go nogami. Za nim wskoczył komendant milicji nazwiskiem Szpunow i zaczął kopać i deptać kobiety, które chciały odebrać krzyż. Inni bolszewicy rozpędzili tłum”.

Sowiecka „nauka”

Dzieci polskich zesłańców poniżej 12. roku życia zmuszono do nauki w sowieckiej szkole. Od pierwszego dnia poddano je intensywnej komunizacji, ateizacji, stale musiały też wysłuchiwać oszczerstw i kłamstw na temat Polski. Typowym zabiegiem sowieckich „nauczycieli” było wmawianie dzieciom, że na zawsze pozostaną w sowieckiej Rosji. „Ciągle nam mówili, że powinniśmy stosować się do ich prawa, powinniśmy zapomnieć o Bogu i Polsce, ponieważ do niej nigdy już nie wrócimy”. Nauka odbywała się w języku rosyjskim, a rozmowy po polsku były surowo zabronione, podobnie jak modlitwy i pieśni katolickie.

Dzieci na różne sposoby próbowały się opierać szykanom, za co spotykały je kolejne. Pozbawiano je i tak już bardzo skromnego posiłku, nierzadko bito. Hanka Ordonówna pisała w „Tułaczach dzieciach”, że kiedy już po uwolnieniu z sowieckiego zesłania poproszono jedną z dziewczynek, by razem z innymi dziećmi zaśpiewała „Mazurek Dąbrowskiego, ta odpowiedziała: „Nie, nie, proszę pani, na pewno nie wolno, na pewno. U nas na posiołku, jak kiedyś jeden z chłopców to zaśpiewał, to go dyżurny tak zbił, że go zabrali potem do szpitala, a rodziców aresztowali, bo powiedzieli: kontrrewolucjoniści. Antoś nie wrócił już ze szpitala, jedni mówili, że umarł tam, a drudzy, że odesłali go do obozu dla »bezpryzornych«” (tj. dzieci niczyich, bezdomnych, sierot).

Nieludzka ziemia

Zgodnie z zawartym porozumieniem Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 r. polskie rodziny zaczęły być zwalniane z miejsc przymusowego pobytu. Natychmiast też za wszelką cenę starały się dotrzeć z odległych części ZSRS do powstającej armii polskiej gen. Władysława Andersa, gdyż tylko ona dawała opiekę, a jak się miało okazać, często jedyną możliwość opuszczenia Rosji. Tysiące osób, w tym nieznana liczba dzieci, zmarło jednak z głodu i chorób w czasie tej wędrówki. Dzieci, które po śmierci rodziców kontynuowały podróż samotnie, zwykle padały ofiarami kradzieży, zdarzały się też krwawe napady. W Omsku do wagonu, w którym jechała polska grupa, Sowieci dołączyli młodocianych rosyjskich kryminalistów, którzy natychmiast rzucili się z nożami na bezbronną polską gromadkę, zakłuwając czworo dzieci, a pozostałe terroryzując i rabując im resztkę żywności i co lepsze łachmany – wszak całych ubrań dawno nie miały. Sowiecki milicjant, który był świadkiem tej napaści, poproszony o interwencję, machnął ręką i odszedł. Podobne występki były wszak powszechnie tolerowane w komunistycznej Rosji, której władze uważały kryminalistów za element socjalnie bliski.

Czytaj także:
Rebelia '39. Kresy w ogniu

Nie wszystkich spośród tych, którzy dotarli do polskiego wojska, udało się od razu otoczyć opieką. Wielu, szukając środków do życia, musiało podjąć pracę w kołchozach w azjatyckiej części ZSRS, dokąd zimą 1942 r. przeniesiono żołnierzy gen. Andersa. Często wcale nie ratowała ona przed śmiercią. „Nie tylko moja rodzina wymarła głodową śmiercią, lecz wiele innych wymierało całymi rodzinami. Pamiętam, jak na jednym z kołchozów w Uzbekistanie było siedem rodzin, które wymarli z głodu, pozostało jedno małe dziecko liczące dwa dwa lata, dziecko płakało, gdym wszedł do mieszkania i mówi do mnie: »tatuś nie chce wstać, Zosia płakać i płakać«”.

Nawet wtedy, kiedy dzieci znalazły się pod polską opieką, wielu nie dało się uratować – wycieńczone wielomiesięcznym głodem, masowo padały ofiarą tyfusu i innych chorób – część zmarła już po ewakuacji armii do Iranu. Jak wspominała Irena Lamprycht, która trafiła do sierocińca w uzbeckim Karkin-Batasz pod Guzar: „Spałam pod jednym kocem z koleżanką, z którą tej nocy, przez otwór (bo sufitu nie było), patrzyłyśmy na niebo usiane gwiazdami i opowiadałyśmy sobie różne wspomnienia z Polski. Na drugi dzień rano, gdy się przebudziłam, poczułam zimną rękę na mojej twarzy i sztywne ciało mojej koleżanki – Marysi – która umarła tej nocy. Wynieśli ją i złożyli w »arbie« razem z innymi, umarłymi tej nocy dziećmi i powieźli do Guzar”. (cyt. za: „Jak pisklęta z gniazd”). Po nieznanej z nazwiska Marysi – polskim dziecku zmarłym w Karkin-Batasz, którego nazwa w języku uzbeckim oznacza dolinę śmierci, jedyny ślad pozostał w świadectwie innego polskiego dziecka…

Część polskich dzieci zdołała opuścić nieludzką ziemię wraz z armią gen. Andersa w 1942 r. Znacznie więcej jednak pozostało w ZSRS do końca wojny. Te, które przeżyły, wróciły do kraju, często jako sieroty. Nieznana jest liczba tych, które pozbawione troskliwej opieki rodziców zmarły z głodu, zimna, chorób, poniewierki czy niewolniczej pracy ponad siły.

Męczeństwo polskich dzieci przeszło niezauważone w świecie, który albo entuzjazmował się komunistycznym eksperymentem na ludziach, albo wielbił Stalina i Związek Sowiecki jako sojusznika w wojnie z III Rzeszą. Losy najmłodszych ofiar komunizmu, a także tysiące świadectw spisanych przez same dzieci po wydostaniu się z ZSRS, lub przez dorosłych, niejako w imieniu dzieci, które były zbyt małe, by opowiedzieć tragedię swoich rodzin, w sposób najbardziej wymowny pokazują, czym w istocie było czerwone imperium. Jednym z takich świadków była znana przedwojenna piosenkarka, wspomniana już Hanka Ordonówna, która po przejściu piekła czerwonych łagrów wszystkie siły przeznaczyła na opiekę nad ocalonymi dziećmi. O jednym z nich, trzyletnim Heniu, napisała: „Nogi jego – piszczele pokryte tylko skórą – śmiesznie sterczały z szerokich nogawek [spodenek], które tworzyły coś w rodzaju spódniczki. Zapadnięte piersi, obciśnięte swetrem, chudziutka szyja, na której chwiała się ogolona głowina, i rączki jak wykałaczki – składały się na żałosny obraz polskiego dziecka w Rosji. Ciało i skóra na głowie były usiane ranami szkorbutowymi lub po ukąszeniach insektów”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2017
Artykuł został opublikowany w 2/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 33
  • jendrek IP
    POWIEM TAK RUSOFOBIA DAJE ZNAĆ MŁODZI GNIEWNI SKRAJNEJ PRAWICY BY ZAISTNIEC DAJ GŁOS >> Tak szanowny panie MARKU GAŁĘZOWSKI Nie ma dymy bez ognia ..Na początek jak długa granica z sasiadami nikt nas POLAKÓW NIE LUBI NIE SZANUJE ...KOLEJNE RZĄDY w II RP usilnie na to pracowały teraz III RP Usilnie pracuje na zemstę ROSJAN> https://gazda110.blogspot.com/2018/06/obozy-jenieckie-w-ii-rp-pieko-za.html https://gazda110.blogspot.com/2018/07/sprawy-ktore-dalej-sa-koscia-niezgody.html Celem naszych polityków było skonfliktowanie Ukrainy z Rosją nie po to, aby poprawić los Ukrainy, ale po to, by dokuczyć Rosji....https://www.tygodnikprzeglad.pl/andrzej-iwanski-polska-jastrzebiem-europy/ ZAOLZIE W Ostrawie mimo zaadaptowania na przytułki publicznych i prywatnych budynków i lokali stale brakowało miejsc dla wygnańców z Zaolzia. Chociaż część odesłano w głąb kraju, wielu długo koczowało w 60 wagonach kolejowych stojących na stacji Moravská Ostrava-Přívoz. Jedną z licznych masowych akcji wysiedleń rodzin czeskich przeprowadzono wyjątkowo perfidnie dokładnie w Wigilię 1938 r. Obraz kolumny wygnańców wkraczającej w wigilijny wieczór na ostrawski rynek na długo pozostał w pamięci świadków. https://www.tygodnikprzeglad.pl/reka-reke-hitlerem/
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 1
      • Mirek IP
        Już we wrześniu 1939 roku zaraz po wkroczeniu Sowietów polscy Żydzi masowo przechodzili na sowiecką stronę , sporządzali dla NKWD listy Polaków na wywózki w głąb Rosji .
        Dodaj odpowiedź 6 0
          Odpowiedzi: 0
        • Podpis IP
          Do rzeczy powołuje się na książkę Grossa, antypolaka, świat się kończy...
          Dodaj odpowiedź 10 2
            Odpowiedzi: 0
          • Realista IP
            A zydzi widza tylko swoje ofoary i rozgrzeszaja zydow bioracych udzial w wywozce Polakow
            Dodaj odpowiedź 35 2
              Odpowiedzi: 0
            • sdffd IP
              Mordercy Polaków. Bestie... Niech sobie to pan Braun poczyta i inni piewcy Rosji.
              Dodaj odpowiedź 22 11
                Odpowiedzi: 0
              • basia IP
                chcialabym aby ten artykol byl przetlumaczony na jezyk angielski..i inne jezyki-aby pokazac to swiatu
                Dodaj odpowiedź 37 1
                  Odpowiedzi: 0
                • Dobromir IP
                  A co działo się z polskimi dziećmi porywanymi z domów i ulic?
                  Część młodszych trafiało do obozu dla dzieci, ale już 12-14 letni chłopcy byli wywożeni w głąb Niemiec, do niewolniczej pracy w niemieckich fabrykach. Byli prześladowani, germanizowani. W fabrykach pracowali po kilka lat. Niemcy odprowadzali za nich nawet składki.
                  Wielu z tych chłopców jeszcze żyje. Czy otrzymali należne emerytury za swoją niewolniczą pracę? Nie.
                  Nikt się o nich nie upomina. Nikt im bezinteresownie nie pomaga.
                  Dodaj odpowiedź 31 1
                    Odpowiedzi: 1
                  • historyk niezależny IP
                    Wszystko dobrze tylko czemu dorzeczy dla szerszego obrazu historycznego nie poświęci artykułu polskim dzieciom ofianom faszystowskich Niemiec

                    https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzieci_Zamojszczyzny https://pl.wikipedia.org/wiki/Obóz_przy_ulicy_Przemysłowej_w_Łodzi
                    Dodaj odpowiedź 14 3
                      Odpowiedzi: 2
                    • Aniaa IP
                      Treść została usunięta
                      Dodaj odpowiedź 0 10
                        Odpowiedzi: 1
                      • antygnIDA IP
                        Tym dzieciom , sierotom , ofiarom stalinizmu słońce zaświeciło dopiero pod Perskim niebem. Po blisko 80 latach Duda zrewanżował się Irańczykom - organizując na żydowskie zawołanie sąd nad tym Narodem w granicach Rzeczypospolitej . Uważam że w najbliższych wyborach prezydenckich powinna wziąć udział Pani Szydło lub Pan Syriusz Wolski lub Pan Przyłębski - w przeciwnym razie nie będzie na kogo głosować.
                        Dodaj odpowiedź 31 6
                          Odpowiedzi: 2
                        • Krystyna IP
                          Gdzie smierc bywa wyzwoleniem a o sprawiedliwosci na ziemi nikt nie marzy, bo to stan niebianski!
                          Dodaj odpowiedź 14 0
                            Odpowiedzi: 0
                          • czerro IP
                            Treść została usunięta
                            Dodaj odpowiedź 10 9
                              Odpowiedzi: 1
                            • Dareq IP
                              Nasi ,, przyjaciele" równie okrutnie traktowali Polaków ,, wyzwalając" a właściwie zdobywając polskie ziemie idąc na Berlin i w kolejnych latach podczas okupacji sowieckiej
                              Dodaj odpowiedź 23 2
                                Odpowiedzi: 1
                              • agata IP
                                Właśnie za to Polacy "kochają" Rosjan.
                                Dodaj odpowiedź 31 3
                                  Odpowiedzi: 1

                                Czytaj także