Tygodnik„Wieszali niemowlęta na piersiach matek”. 300 lat ukraińskich mordów na Polakach

„Wieszali niemowlęta na piersiach matek”. 300 lat ukraińskich mordów na Polakach

Obraz Ilji Repina
Obraz Ilji Repina "Kozacy piszą list do sułtana" / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 16
Chmielnicki pisał: „Tak swoich panów i sług ich, Żydów, wybijajcie, ścinajcie, wytracajcie dla czystości ziemie naszej, którą za błogosławioną być obiecujemy”. Rezultaty były przerażające i w przyszłości brzemienne w skutkach. UPA miała się na kim wzorować...

Podczas hajdamackiej koliszczyzny (1768) gromady Kozaków i chłopstwa zdobyły podstępem należącą do Lubomirskich Łysiankę i urządziły straszliwą rzeź chroniących się tam szlachciców, mieszczan i Żydów. W kościele oo. Franciszkanów na jednej belce powieszono zakonnika, Żyda i psa oraz przybito następującą inskrypcję: „Lach, Żyd i sobaka, wse wira odnaka” (czyli że są jednej wiary). To porażające obwieszczenie odnosi się także do wydarzeń, jakie odbyły się w XVII i XX w. Na mordowaniu Polaków – zwłaszcza ziemian – duchownych katolickich oraz Żydów polegały wszystkie wielkie rzezie, które objęły Ukrainę, Wołyń i Ruś Czerwoną (Małopolskę Wschodnią). Poza opisywaną wcześniej pożogą podczas rewolucji bolszewickiej fale mordów przyniosły: powstanie Chmielnickiego (1648), wspomniana koliszczyzna oraz ludobójcza akcja OUN/UPA w trakcie II wojny światowej. Stanowią jeden ciąg przyczyn i tragicznych skutków.

1648. Bunt Chmielnickiego

Zakładamy niekiedy, że Rusini w I Rzeczypospolitej powinni czuć się jak w domu. Jesteśmy skłonni idealizować Rzeczpospolitą z jej (nieco przecenianą) równoprawnością nacji i wyznań. Na jej obraz składał się zaś – w oczach Rusinów – wielki obszarnik, który kazał odrabiać pańszczyznę, trzymał zbrojne hufce i budował zamki, aby wymusić pracę i posłuszeństwo. W tych zamkach nie mówiono już po rusku, a zamiast cerkwi wznoszono kościoły. Czarno ubrani jezuici uczyli żegnać się i modlić inaczej niż ojcowie. Bywało, że klucz do zamkniętej cerkwi trzymał Żyd arendarz i kazał płacić sobie za jej otwarcie. On też miał tylko prawo pędzenia gorzałki i warzenia piwa oraz sprzedaży niezbędnych chłopu towarów. Nie było gdzie uciec z kręgu ucisku i wyzysku, bo liczbę Kozaków na Siczy ograniczano i tysiące wolnych mołojców miały wracać do kieratu. Taki obraz polskiego pana, jezuity i Żyda powstał cztery wieki temu i wywołał rzeź 1648 r.

Kozacy okazywali się – od końca XV w. – zarówno zmorą dla Rzeczypospolitej, jak i wielką pomocą podczas wojen z Moskwą, Tatarami oraz Turkami. Pierwszą Sicz na dnieprowej wyspie Chortycy założył (1553) kniaź Dymitr Wiśniowiecki, a pierwszy oddział Kozaków rejestrowych na państwowym żołdzie powstał u kresu życia Zygmunta Augusta (1572). Ambicje kozackie zawsze sięgały dalej niż oferty ze strony Korony. Stąd ich pierwsze wielkie bunty: Krzysztofa Kosińskiego (1591–1593) i Semena Nalewajki (1594–1596). Dekadę przed wystąpieniem Bohdana Chmielnickiego Kozacy buntowali się zaś pod wodzą Pawła Pawluka (1637) i Jakuba Ostranicy (1638).

I oni starali się podburzyć masy chłopskie, ale nigdy z takim skutkiem jak Chmielnicki. W swym pierwszym uniwersale z początku 1648 r. wzywał on: „Tak swoich panów i sług ich, Żydów, wybijajcie, ścinajcie, wytracajcie dla czystości ziemie naszej, którą za błogosławioną być obiecujemy”.

Porażające klęski wojsk i pospolitego ruszenia szlacheckiego pod Żółtymi Wodami, Korsuniem i Piławcami sprawiły, że w ciągu dwóch miesięcy powstańcy zajęli trzy ukrainne województwa – kijowskie, czernichowskie i bracławskie – a następnie ruszyli dalej na zachód, dochodząc na Wołyń, pod Lwów i pod Zamość. Krew, łzy i pożary miast, dworów i wiosek znaczyły marsz buntowników, a kiedy jeszcze przyszli w sukurs Tatarzy, również tragedia ludzi branych w jasyr. Kronikarz i talmudysta żydowski z Zasłania – Natan Hannower – był świadkiem tamtejszej rzezi: „Ze stróżów [żołnierzy] zdarto skórę żywcem, panów, którzy spoczywali w grobach długi czas, wyrzucono z grobów jak brzydkie ścierwo, a trumny srebrne i złote złupiono. Również zburzyli kościoły, a naszą bóżnicę zniszczyli i zmienili w stajnie. Podobnie postąpili w stołecznej gminie Ostrogu, gdzie wymordowali 600 dusz tam pozostałych”.

I dalej pisał Hannower o mękach, jakie zadawano ginącym, a które mrożą krew w żyłach:

„Z jednych zdarto skórę, a ciało rzucono psom na żer, innym obcięto ręce i nogi, a tułów rzucono na drogę; przez ich ciała przejeżdżały wozy i tratowały ich konie. Innym zadano tyle ran, że byli bliscy śmierci, i rzucano ich na ulice; nie mogąc rychło umrzeć, tarzali się we krwi, aż uszła ich dusza; innych grzebano żywcem. Dzieci zarzynano na łonie matek; wiele dzieci pocięto na kawały jak ryby. Kobietom ciężarnym rozpruwano brzuchy i wsadzano żywego kota do wnętrza i tak zostawiano przy życiu, zaszywając brzuchy. Następnie obcinano im ręce, by nie mogły wyjąć tego kota. I wieszali niemowlęta na piersiach matek, inne dzieci nabijano na rożen, pieczono przy ogniu i przynoszono matkom, by jadły ich mięso. Częstokroć brali dzieci żydowskie i robili z nich mosty, by przechodzić przez nie. Wszystko to czynili, wszędzie dokąd dotarli, nie inaczej postępowali też z Polakami, a szczególnie z księżmi”.

Wielu mieszkańców lewobrzeżnej Ukrainy, gdzie znajdowały się dobra księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, uratowało się dzięki ochronie jego niezwyciężonego, ale – niestety – zaledwie kilkutysięcznego wojska podczas marszu na Czernihów i przekroczeniu Dniepru. A książę nie pobłażał buntownikom. Pułkownik kozacki Maksym Krzywonos zdobył Pohrebyszcze i wymordował szukających tam ratunku szlachtę i Żydów, a Wiśniowiecki kazał wbić wójta, rajców i popów na pal, ucinając im wcześniej ręce...

Kto nie uciekł z Zadnieprza, ten dzielił tragiczny los mieszkańców Zasłania oraz Niemirowa, Tulczyna, Połonnego, Ostrogu, Baru i wszystkich miast oraz miasteczek na rozległych terenach po obu stronach Dniepru. Te żyzne ziemie wyludniły się podczas wojny, która – od 1654 r. z udziałem Moskwy – trwała 12 lat. O liczbie zamordowanych i uchodźców wśród Żydów (Natan Hannower oparł się np. dopiero w Pradze czeskiej) świadczy to, że w 1655 r. pogłówne płacone przez nich na Wołyniu wynosiło zaledwie czwartą część tego, ile płacili co roku przed buntem Chmielnickiego.

Czytaj także:
Czarna i biała legenda Jeremiego Wiśniowieckiego

Zdaniem studentów Akademii Mohylańskiej kozacki hetman odniósł historyczny sukces. W panegiryku, ułożonym przez nich z okazji jego wjazdu do Kijowa, czytamy:

„Cześć Bogu, chwała na wieki Wojsku Dnieprowemu,
Że z Bożą łaską zagnało laszków ku portowi Wiślanemu,
A ród przeklęty żydowski znikł, czysta Ukraina,
A wiara święta w cale została – dobra nowina”.

A Ukraina spłynęła krwią. Nienawiść „zatruła krew pobratymczą” – jak napisał Henryk Sienkiewicz w zakończeniu „Ogniem i mieczem”...

1768. Nóż hajdamacki

W połowie XVIII w. wrogamidla znacznej części Kozaków i chłopstwa są nadal: Lach, katolicki duchowny i Żyd. To przekonanie spowodowało na Ukrainie równie potworne rzezie jak w poprzednim stuleciu. Humań, koliszczyzna i hajdamacy – od tych określeń cierpła skóra i wtedy, i później. Nazwa koliszczyzna, jak nazwano chłopsko-kozacko-zbójeckie powstanie w 1768 r., pochodzi prawdopodobnie od zawołania: „Koli!”, czyli „Kłuj!”, z którym hajdamacy rżnęli swe ofiary. Hajdamacy z kolei wzięli imię od tureckiego słowa „hajdamak” – „ścigać”. Tak mienili się uczestnicy XVIII-wiecznych powstań ukraińskich, a pomiędzy ich wybuchami zwykłe bandziory napadające na szlacheckie dwory i katolickie kościoły. Byli to straceńcy, straszni w czasie rzezi, a także walk z regularnymi oddziałami koronnymi i magnackimi.

Ich watahy tworzyli przeważnie Zaporożcy na pograniczu Rzeczypospolitej i Moskwy. Napływali tam do nich przeróżni hultaje i razem stamtąd ruszali rabować siedziby Lachów. W jednym tylko województwie bracławskim hajdamacy zrujnowali w 1750 r. 27 miast i 111 wsi – dziesiątą część wszystkich tam istniejących. Wznowiono więc ich bardziej efektywne zwalczanie, karząc śmiercią tych ruskich chłopów, na których padło choćby podejrzenie wspomagania grabieżców.

Powody tego, co nastąpiło w 1768 r., wykraczały jednak daleko poza chęć rabunku i gwałtu ze strony zwykłego hultajstwa. Moskwie chodziło o zwalczenie konfederacji szlachty polskiej. Zawiązała się ona w Barze 29 lutego 1768 r., pięć dni po uznaniu – pod presją rosyjską przez sterroryzowany Sejm i króla – protektoratu Rosji nad Rzecząpospolitą. Konfederaci wystąpili w obronie suwerenności swego państwa, a także wiary rzymskokatolickiej zrównanej z innymi wyznaniami. Do spacyfikowania konfederatów przystąpiły wojska rosyjskie i koronne, ale na Ukrainę zaczęli też dziwnym zbiegiem okoliczności napływać Kozacy z lewego moskiewskiego brzegu Dniepru. W marcu i kwietniu koło monasteru położonego wśród lasów w Chołodnym Jarze zgromadziło się kilkuset hajdamaków. Założyli tam obóz, na atamana wybrali Maksyma Żeleźniaka z Zaporoża, który ogłosił, że z rozkazu przełożonych ma „iść w Polskę dla wygnania konfederatów i Żydów i dla rabowania ich”. Gdy już ruszył, powoływał się na rozkaz samej imperatorowej Katarzyny II.


Wataha Żeleźniaka podążyła w głąb ziem Korony w końcu maja. Do atamana – tak jak 120 lat wcześniej do Chmielnickiego – przyłączali się chłopi oraz Kozacy dezerterujący z magnackich milicji. Znów śmiertelna groza zawisła nad miastami i dworami. Żeleźniak zajął Żabotyń, Śmiłę, Czerksy, Korsuń, Bohusław i Lisiankę. Wszędzie Kozacy i czerń mordowali oraz rabowali.

W drugiej połowie czerwca dotarli do Humania, miasta należącego do Franciszka Salezego Potockiego, wojewody kijowskiego. Zarząd sprawował w nim Rafał Despota Mładanowicz. Schroniły się tu tysiące uciekinierów – głównie szlachta i Żydzi. Stracili oni nadzieję na powodzenie obrony i odsiecz, gdy na stronę napastników przeszedł setnik milicji Potockiego – Iwan Gonta ­– wraz z podkomendnymi. Mładanowicz liczył, że Żeleźniak i Gonta zadowolą się grabieżą, a do mordów nie dojdzie…

Decyzja z 21 czerwca o poddaniu miasta okazała się przedwczesna i tragiczna w skutkach. Tłuszcza wdarła się do miasta, paląc, rabując, gwałcąc i mordując na różne sposoby. Synagogę zbombardowano, grzebiąc pod jej gruzami 3 tys. ludzi. Krew Żydów przelewała się przez progi ich świątyni. Tych, którzy przeżyli, mordowano, obcinając najpierw uszy i ręce. Wśród drwin i upokorzeń, również przed obliczem prowodyrów, zarzynano duchownych rzymsko- i grekokatolickich. Profanowano ich kościoły. Wdzierano się do nich i mordowano wszystkich, którzy szukali tam schronienia, z kobietami i dziećmi włącznie. Stracili życie uczniowie szkoły bazyliańskiej (unickiej), którzy odmówili przejścia na prawosławie. Ciała ich wrzucono do studni. Tych ludzi, którzy podawali się za prawosławnych, poddawano swoistym testom. Jak pisał jeden ze świadków: „Kto nie umiał pacierza cerkiewnego, nie umiał po cerkiewnemu żegnać się, nie mógł pić gorzałki ciepłej z miodem nalanej w miskę, za Lacha był osądzony i ginął”. Cały dzień trwał ten koszmar. Zamordowano – jak się szacuje – od 15 do 20 tys. ludzi.

Czytaj także:
Od bohatera do namiestnika cara. Smutna przemiana gen. Zajączka

Następnie Żeleźniak z Gontą ruszyli dalej, grabiąc i mordując, a ich przykład okazał się zaraźliwy wśród chłopstwa. Trzy tygodnie owej koliszczyzny wystarczyły, aby 100 tys. Polaków i Żydów – ale też Rusinów… – postradało życie. Gdy bunty chłopskie rozlały się po lewej stronie Dniepru (a i konfederaci barscy odeszli z Ukrainy), Rosjanie natychmiast rozprawili się z hajdamactwem i koliszczyzną. Obu przywódców i ich „mołojców” ujęli podstępem Kozacy dońscy, najpierw urządzając z nimi popijawę. Żeleźniaka i jego podkomendnych osądzili Moskale, wypalając im na czołach słowo „wor” (złodziej) i wyrywając nozdrza, a po wybatożeniu zsyłając do kopalń. Gontę i jego Kozaków oddano natomiast Polakom. Przywódca i większość jego zgrai zostali straceni, a innych sprawców rzezi wyszukiwano i karano w ciągu kilku lat po niej.

Rzeź humańska i hajdamacy pozostali w polskiej pamięci. Po napadzie ukraińskim na Lwów w listopadzie 1918 r. Artur Oppman napisał:

„Nóż hajdamacki w pierś nam grozi znów!
Lwów! Brońmy Lwów!”.

1939–1945. Ludobójstwo OUN/UPA

Ewa Siemaszko – znakomita badaczka rzezi wołyńskiej – w odniesieniu do tego wydarzenia używa słowa „ludobójstwo”. Oto dlaczego:

„Celem zbrodni było usunięcie Polaków z tamtych terenów. Zwraca uwagę organizacja mordów, ich przebieg, zasięg terytorialny i rozmiary oraz propagowana przy tym ideologia nawołująca do biologicznego wyniszczenia Polaków jako grupy narodowościowej. To wszystko niezbicie świadczy, że była to zamierzona i zorganizowana akcja fizycznej eksterminacji ludności polskiej na tle narodowościowym – w świetle Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, uchwalonej przez ONZ w grudniu 1948 r. – kwalifikowana jako ludobójstwo. [...] Z kolei powszechność okrucieństwa, którym sprawcy ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii poddawali swe polskie ofiary niezależnie od wieku i płci, a więc nawet dzieci, uprawnia do specjalnego określenia tej zbrodni jako genocidium atrox, czyli ludobójstwo straszliwe, dzikie, okrutne” („Historia Do Rzeczy”, maj 2013 r.).

Do powszechnej świadomości dotarły u nas podstawowe fakty: że do tej rzezi doszło z powodu ideologii terroru propagowanej przez OUN, a zwłaszcza przywódcę nacjonalistów Stepana Banderę, że zbrodniczymi rozkazami urzeczywistnili tę ideologię tacy dowódcy UPA jak Roman Szuchewycz i Dmytro Klaczkiwski, że masowe mordy zaczęły się w lutym 1943 r., a ich apogeum przypadło na lato owego roku, a zwłaszcza 11 lipca, kiedy bandyci uderzyli niedzielnym rankiem na 99 polskich wsi jednocześnie, gdy ich mieszkańcy nie poszli w pole, ale zgromadzili się na mszach świętych w kościołach. Wiemy też, że ludobójcze napady przesuwały się na Wołyniu od wschodu na zachód – z rejonu Sarn do Włodzimierza Wołyńskiego – a potem na południe, do Małopolski Wschodniej. Antypolskie akcje organizowali nacjonaliści, a ramię w ramię z oddziałami UPA mordowali polskich sąsiadów miejscowi chłopi ukraińscy. I wreszcie – że ich ofiarą padło łącznie ok. 100 tys. Polaków.

Myślę, że nie ma potrzeby (a także miejsca…), aby przypominać cały znany przebieg rzezi. Do jej obrazu spróbuję dodać dość istotne – jak sądzę – uzupełnienie oraz garść mało znanych cytatów z zeznań schwytanych upowców podczas śledztw... w NKWD isowiecko-ukraińskim MGB.

Otóż pisarz Stanisław Srokowski (współtwórca scenariusza filmu „Wołyń” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego)trafnie zauważył, że wedle tego samego schematu ideologiczno-militarnego co na Wołyniu nacjonaliści organizowali eksterminację Polaków na Podolu w województwie tarnopolskim już… we wrześniu 1939 r. Do pierwszego masowego mordu doszło 17 września w Sławentynie (powiat Podhajce), gdzie – korzystając z sowieckiej inwazji – Ukraińcy zamordowali widłami, nożami i siekierami 80 polskich mieszkańców. W następnych dniach ukraińskie bojówki mordowały Polaków w Szumlanach, Żukowie, Urmaniu, Leśnikach, Kuropatnikach, Mieczyszczowie, Mużyłowie, Krasucku, Hołchoczach i Wyczółkach. Trzy powiaty zostały dotknięte masowymi mordami…

Z kolei wedle Damiana Markowskiego – badacza IPN – schwytani upowcy, „zmiękczeni” przez sowieckich śledczych (trafił swój na swego), mówili m.in. o zbrodniach przeciwko Polakom. Oto kilka zebranych przez Damiana Markowskiego cytatów:

Lew Jaskewycz, zastępca „Kruka”, dowódcy kurenia UPA operującego wiosną 1943 r. w okolicach Szumska, zeznawał: „We wsi Zabara rejonu szumskiego zlikwidowaliśmy 10 lub 15 polskich rodzin. Ile rodzin zlikwidowano w sąsiednich wsiach nie pamiętam. Można także powiedzieć, że ta część ludności, która nie zdążyła wyjechać ze wsi, została całkowicie zniszczona, przy czym przy zabijaniu ludności nie czyniono różnicy ani dla dzieci, ani dla starców, likwidowaliśmy wszystkich bez wyjątku od małego do starego”.

Czytaj także:
Sprawiedliwi wśród Ukraińców

Danyło Szumuk „Boremskyj” wspominał po zniszczeniu wsi Dominopol pod Włodzimierzem (gdzie zamordowano wówczas ponad 280 Polaków): „A co to za cywile z pistoletami przy pasie? – spytałem. – To chłopcy z Służby Bezpieczeństwa, klawi chłopcy, oni bili Polaków najlepiej ze wszystkich – odpowiedział »Woron«. O, a ten »Woron« wskazał na przysadzistego bruneta – utopił 25”.

Iwan Hryń mówił o masakrze w Porycku 11 lipca 1943 r.: „Mieliśmy wówczas ciężki karabin maszynowy (rosyjski) i dwa moździerze małego kalibru. Nocą przygotowaliśmy się, a następnie cała banda, w tym i ja, napadliśmy na polski kościół, w którym trwało wówczas nabożeństwo, a uczestniczyło w nim do 200 osób, [w tym] starych i małoletnich dzieci. Kościół został okrążony i zaczęła się likwidacja ludzi, otworzyliśmy ogień z cekaemu w głąb głównego wejścia i okien, w wyniku czego zabito wielu obywateli i dzieci, a tych, którzy próbowali uciekać, doganiali i dobijali. Następnie zaczęliśmy pogrom poszczególnych rodzin we wsi, w którym i ja uczestniczyłem”.

Bojówkarz Stepan Redesz, dowódca czoty (plutonu): „Otoczyliśmy 5 polskich wsi i w ciągu jednej nocy i następnego dnia spaliliśmy te wsie, a wszystkich ich mieszkańców w ogólnej liczbie ponad 2 tys. ludzi zarżnęliśmy (dosł. »wyrezaliśmy« przyp. D.M.). Mój pluton brał udział w paleniu jednej większej wioski i przylegającego do niej chutoru. Zarżnęliśmy około tysiąca Polaków. Wielu z nich – mężczyzn, kobiet, starców i dzieci – rzucaliśmy żywych do studni, po czym dobijaliśmy ich strzałami z broni palnej. Pozostałych kłuliśmy bagnetami, zabijaliśmy toporami i rozstrzeliwaliśmy. Wszystko to czyniliśmy w myśl hasła: »Morduj polską szlachtę, która napływa na ukraińskie ziemie«.

To trwało 300 lat. Wystarczy.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2017
Artykuł został opublikowany w 10/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 16
  • Aniaa IP
    Witam, umówię się z Mężczyzną na dyskretne i sekretne schadzki. Mam 22 lat, zachęcam do kontaktu przez ten portal: http://gg.gg/ania22
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • xiomm IP
      Niesamowite, jak różni politolodzy, politycy w Polsce przymykają oczy i usprawiedliwiają ukraińskie barbarzyństwa żeby tylko pozyskać ich przeciw Rosji. Czy twoją rodzinę ukraiński, czy ruski zbir, to nie będzie zbyt wielka różnica - ten sam poziom barbarzyństwa.

      Jeśli Ukraińcy chcą być częścią Europy i wyrwać się z ruskiego mira, to najpierw muszą porzucić stare, chore prawo i uznać europejski porządek prawny:
      zawsze gdy jest wina, to musi być odpowiedzialność.

      Czyli najpierw muszą rozliczyć się z swoje zbrodnie na Polakach, godnie pochować szczątki ofiar nadal nie pochowane, ścigać nadal żyjących UPOwców odpowiedzialnych za ludobójstwo na Wołyniu, zwrócić zagrabione polskie mienie, zapłacić odszkodowania, oraz utrzymywać cmentarze, pomniki i muzea swoich zbrodni.

      I dopiero wtedy mogą o co prosić, o przyjęcie do NATO i Europy.

      A jeśli będziemy przymykać oczy na ich zbrodnie, to będą się czuli bezkarnie i kiedyś zaatakują znowu.
      Dodaj odpowiedź 13 0
        Odpowiedzi: 0
      • Darkora IP
        Czytam te komentarze i dochodzę do wniosku, że większość nie rozumie. Mordowali dzieci, kobiety, mężczyzn i starców. Burzenie cerkwi, ucisk nie tłumaczą takich mordów, ale trzeba myśleć by to zrozumieć. Nie chcieli Polaków to trafili do Ruskich a Ci im pokazali między 1932-1933 roku jaka jest różnica. Dziś już nie żyją Ci którzy zjadali swoje dzieci w tamtym czasie ale żyli w czasie rzezi wołyńskiej. Dziś przyjeżdżają do Polski i różnice, gorszy status i brak cerkwi im nie przeszkadza. Ten naród zawsze będzie taki, trzeba się go wystrzegać.
        Dodaj odpowiedź 39 2
          Odpowiedzi: 0
        • Petroniusz IP
          Tak ,za paskudne traktowanie Ukraińców ( a raczej Rusinów) Opatrzność ukarała Rzeczpospolitą
          rozbiorami .Pewien magnat polski w wieku XVII pisał "ogromne były ich zbrodnie , bo i wielkie
          były grzechy nasze ".
          To był okrutny konflikt domowy , a za głównych winowajców zawsze uważałem polską ( a raczej spolszczoną) magnaterię .
          Burzenie cerkiew na Wołyniu u progu II WŚ zrodziło brzemienne owoce , o tym też wypada nam pamiętać .
          Dodaj odpowiedź 3 38
            Odpowiedzi: 0
          • J.P.2 IP
            Tak, Ukraińcy mordowali, litości nie znali, a przecież nasza szlachta lepsza nie była, całe wsie wycinali i palili. Wojny domowe cechują się największą zapalczywością i brakiem skrupuł. Powodem powstań a w rezultacie rzezi było przekonanie Panów Szlachty, że mogą dowolnie dysponować zasobami ludzkimi i brak jakiejkolwiek woli do dogadania się z Kozakami czy to w kwestiach religijnych czy też ekonomicznych. To chciwość i pycha doprowadziła do wybuchu nienawiści mimo tylu wspólnych spraw.
            Dodaj odpowiedź 12 32
              Odpowiedzi: 1
            • Sowietofob IP
              Jak by nie czytał wszystko to ruska robota.
              Dodaj odpowiedź 10 9
                Odpowiedzi: 0
              • Na bitewnym szlaku IP
                O początkach powstań kozackich możecie posłuchać i zobaczyć na moim kanale historycznym - Na bitewnym szlaku
                youtube
                Dodaj odpowiedź 8 1
                  Odpowiedzi: 0
                • Beyond IP
                  Treść została usunięta
                  Dodaj odpowiedź 5 25
                    Odpowiedzi: 4
                  • Szwejk XXI IP
                    "Szcze ne wmerła... - TARAKA" Czy znajdziesz Ukraino w sobie siłę żeby stanąć w prawdzie, czy przez nasze winy i pobratymczą nienawiść nie wyrzekniemy się ... miłujcie nieprzyjaciół swoich "...Bo gdy przyjdzie czas -Wy nas, a my was! Po brzuchach! - I: Budem rezaty!.." i kamienie po nas wołać będą
                    Dodaj odpowiedź 26 1
                      Odpowiedzi: 0
                    • Shrek IP
                      Tak Wielka była nienawiść do panów polskich , ze właśnie Kozacy to robili .
                      Pokłosie to bandy UPA .
                      W Polsce jest jeszcze dużo takich " panów "
                      , oby ludzie nie zgotowali im tego samego .
                      Dodaj odpowiedź 13 32
                        Odpowiedzi: 1

                      Czytaj także